niedziela, 15 lutego 2015

KIM SĄ I KIM BĘDĄ NASZE DZIECI- GENY CZY WYCHOWANIE. CO JEST WAŻNIEJSZE?

Często obserwuje dzieci jak się bawią, jak się odzywają do siebie, jakie są różne ich reakcję na tą samą sytuację.. to jest takie interesujące jakie są różnice między takimi małymi istotkami. To rozmyślanie coraz częściej kieruje moje myśli na toczący się spór miedzy psychologami " co jest ważniejsze- geny czy środowisko". Często podawanym przykładem jest to, iż rodzeństwo wychowane przez tych samych rodziców jest zupełnie inne. Jednak nie skupiajmy się tylko na wychowaniu przez rodziców, co jest bardzo ważne, jednak im dziecko starsze tym coraz silniejszy wpływ środowiska poza domowego i dla mnie właśnie ten okres jest bardzo ważny, jaka szkoła, jakie koleżanki/koledzy, jakie zajęcia dodatkowe- wszędzie są interesujący rodzice z dziećmi, ale trzeba ich znaleźć. Jedna z badaczek  Judith Rich Harris wyraziła opinie, iż "Dzieci wychowują się same, uczestnicząc w rówieśniczych rozgrywkach, a jedyne, co rodzice mogą uczynić dla rozwoju swoich pociech, to wnieść do ich bagażu genetycznego jak najlepszą pulę genów i dbać, by przeżyły w dobrym zdrowiu." Dzieci według badaczki muszą i się uczę same wzorców zachowań, jak zdobywać status w grupie, zaś wzorce rodzicielskie są zbyteczne. I szczerze mówiąc jedynie co się zgodzę z badaczką, to z kwestią genów dotyczących zdrowia, zaś kwestia życia społecznego zupełnie odbiega od mojego zdania. Ja jestem przekonana, iż dzieci uczą się od nas bardzo dużo- jak się zachować przy innych ludziach i chociaż czasami tego nie wcielają z powodów właśnie różnic indywidualnych. Dla przykładu ostatnio byłam z Józiem w kinie- kino Nowe Horyzonty- bez jedzenia, picia - Józek doskonal poprzez tłumaczenie i nasz przykład wie jakie są normy w kinie i był zbulwersowany, iż ludzie z tyłu siedzący za nami-dorośli-rozmawiali, odwrócił się do nich spontanicznie i powiedział "Nie można". I właśnie, gdyby chodził z takimi ludźmi zapewne normą było by rozmawianie w kinie i brak szacunku dla innych, a nasza konsekwencja i przykład nauczyły bąble nie jedzenia i nie picie jak i oczywiście ciche zachowanie w kinie jak i innych miejscach publicznych. Od ponad 2 lat im uświadamiam, iż są miejsca publiczne-tramwaj, sklepy itp, gdzie nikt nie ma ochoty słuchać krzyków innych ludzi i ich niekulturalnego zachowania i bąble prawie zawsze się do tego stosują, oczywiście czasami też ich ponosi. Drugi przykład z naszej rodziny- Zuza była bardzo nieśmiała i do tej pory ma niezwykle problemy w nowym towarzystwie więc, aby w życiu sobie lepiej radziła powzięła decyzje, iż nic na siłę- nie chcesz występować - nie idź, nie chcesz się bawić z dziećmi- nie idź, ale uświadamianie, iż nie tylko ona się wstydzi, iż tamta dziewczynka /chłopczyk też się czują tak samo- świadomość, iż nie jesteśmy jedynymi z problemem naprawdę dużo daję. Druga metoda mojej walki nieśmiałości z Zuzą  to dawać jej przykład rozmawiać z ludźmi, występować na scenie czy to przedszkola, czy jakiś festynów czy współpraca z Hospicjum Domowym, gdzie brałam udział w malowaniu buziek na festynach- pokazywanie córci postawy otwartej w sposób spontaniczny, iż daje to więcej frajdy niż stanie i obawianie się plus jeszcze jedna kwestia nauczenie dystansu do siebie i śmianie się z siebie. I powoli, powoli widać efekty co mnie bardzo cieszy, bo wszystko uczynię dla dzieci, żeby miały prościej i były bardziej lubiane. Nie muszą mieć wielkiego towarzystwa znajomych i błyszczeć, ale lepiej być lubianym i otwartym więcej człowiek korzysta z życia i znajomości. Podkreślę jeszcze raz nie na siłę, nie krytykuję jej zachowania tylko daje przykład- wiem, iż Zuzce czasami jest ciężko podejść i z kimś się pobawić taka po prostu jest ale nauczyć sobie radzić z lękiem poznania kogoś nowego - z tym jak najbardziej można sobie poradzić, ale ważne -nie wpędzać dziecko w poczucie wstydu, iż inne dzieci się bawią, a ty nie....tego nie można powiedzieć! Widzę często jak są dzieci na pierwszy rzut oka "dobrych rodziców", ale dzieciaki są często osaczone przez nich, stłamszone ich oczekiwaniami bez zrozumienia, albo nadmierną czułością, brakiem swobody działania, znam takich co by chcieli kontrolować fizjologiczne ubikacyjne potrzeby 4 letniego dziecka co jakiś czas upominają, iż czas na kupę o określonej porze dnia i co dzień- doprowadzając już do sytuacji, że prosta czynność siedzenia na kibelku dla dziecka staje się się męką po przez otoczkę rodziców wokół tej czynności. Niestety rodzice potrafią nie zwykle zepsuć również cudowne dzieci- nie biją, są dobrze sytuowani, ale krzywdzą własne dzieci tak jak i patologiczna rodzina z alkoholem- niszczą ich. Dla mnie wychowanie i kierowaniem dziecko ma ogromne znaczenie. Oczywiście jest to ciężkie, ale przecież rodzice mają obowiązek wobec dzieci, żeby ich" wychować na ludzi", szkoda iż czasami wpadają w skrajności- albo są zbyt nadgorliwi w dietach, zajęciach dodatkowych, wymaganiach albo nie nie oczekują- wychowują dzieci w sposób bezstresowy, albo całkowicie nie interesują się własnymi pociechami. Często sobie myślę jakie było by idealne wychowanie- z miłością, ze zrozumieniem, z brakiem krzyków i bicia i wyżywania się, ale z wymaganiami, krytyką durnego zachowania i kierowaniem do odpowiedniego towarzystwa poprzez na przykład  wysłanie dziecka na jedno zajęcie dodatkowe, któremu dziecko w razie nudy będzie mogło się poświecić. Ja chodzę z bąblami tu i tam- Wrocław zapewnia tyle atrakcji dla dzieci za darmo- na nich też można spotkać superowych ludzi z dziećmi- pokazy w bibliotekach, akcje wrocławskie dla dzieci. Na pewno nie dawanie dziecko braku granic- bo się zgubi między nimi! Byciem wsparciem, ale nie wyręczaniem z każdej trudnej czynności. Nie wtrącanie się w konflikty dziecięce- oczywiście jak jest przemoc to tak- dzieci lepiej sobie poradzą, dorośli zaszkodzą. Nie uczenie dziecka, iż jest najcudowniejsze i pępkiem świata. Nie oczekiwanie od innych, aby się zachwycali naszym dzieckiem- wierszykami, jak mówi itp- naprawdę ludzie udają zachwyt, ale w większości zachwycają się tylko swoim dzieckiem, a zachwyt wzbudzi dziecko naprawdę wyjątkowe, przecież my dorośli też nie zachwycimy się jak nasza koleżanka zaśpiewa nam piosenkę, zaś jak kolega zacznie śpiewać i grać na pianinie jak Elton John nasze serca się poruszą. Stojąc za poglądem, iż geny i wychowanie są bardzo ważne staram się przykładać w wychowaniu dzieci tak tylko jak mogę najbardziej i kierować ich uwagę na rzeczy istotne, pokazywać im świat możliwości- i nie mówię tu o dalekosiężnych podróżach- ale o życiu co dziennym , iż można iść na jakieś spotkanie z innymi dziećmi, że są Muzea, opowiadać jak i gdzie lubię pracują, pokazywać przez Internet jak wygląda miasto w Japonii, a jak ludzie żyją w Afryce. My rodzice mamy tyle możliwości w wychowaniu dzieci, tyle nurtów, tyle książek, tyle ekspertów- czasami idzie zwariować, ale jedno trzeźwość umysłu, mądra miłość i brak przemocy i potrzeba dać dziecko to co najlepsze spowoduje, iż za 20 lat będziemy dumni ze swoich dzieci, a nie będziemy mówić "co ja zrobiłam nie tak", wychowanie to walka o to co ważne w życiu, walka od urodzenia do dorosłości dziecka, czasami możemy mieć wrażenie, że nasze starania poszły na marne, ale to tylko chwilowo, to co będziemy powtarzać, w końcu stanie się normą. Tym czasem wracam do dzieci pobawić się, aby nie myślały, iż normą jest przesiadywanie przy komputerze w niedziele. :)

Zachęcam do oglądnięcia cudownego japońskiego filmu "Jak ojciec i syn".Jeden z moich ulubionych filmów - właśnie co ważniejsze jest geny czy wychowanie w obliczu miłości ojcowskiej wystawionej na wielką próbę. Życzę miłej niedzieli:)
Niedługo przenoszę blog na swoją stronę www.szczesliwemacierzynstwo.com oraz zapraszam na spotkanie w ramach fundacji Myszka Norka, gdzie wraz z Zuzą będę opowiadała o pobycie a Filipinach- Józek niestety nie może uczestnicy jedzie z tatą na męską wyprawę.

http://myszkanorka.pl/wydarzenie/podroz-na-filipiny


Paulina- mama Zuzi i Józka

piątek, 30 stycznia 2015

MACIERZYŃSTWO I MINIMALIZM

Dziś kiedy wracałam z siłowni obserwowałam mamę z 2 letnim bąblem jak sobie spacerują. Taki mały skrzat w czapce z pomponem dzielnie maszerował, kiedy to jego mama mu tłumaczyła o samochodach na ulicy. I  tak mocno zatęskniłam za swoimi dziećmi- nawet przebiegła mnie myśl "pobiec do przedszkola i je wyściskać". Jak w ciągu dnia, w ciągu tygodnia zabieganego, umykają nam te strefy czułości. Nie mówię o samej czynności przytulenia dziecka, ale naprawdę PRZYTULENIA- nauczenia się czerpania radości z tego przytulenia, spojrzenia na ten pyszczek, który nas tak czasami denerwuje i rozkoszowanie się tą chwilą. Dziś czytałam wywiad z żoną Seweryna Krajewskiego - wywiad dotyczył jej walki o swoje zdrowie fizyczne oraz o zdrowie psychiczne po stracie syna i tam było napisane- oczywiście wszyscy wiemy o tym :) - być dobrym rodzicem, żeby dziecko Cię lubiło, a nie tylko kochało. Czasami kochamy kogoś, bo tak jest, ale nie lubimy jego charakteru itp. Powinniśmy same siebie lubić, żeby dzieci nie męczyły się w naszym towarzystwie. Kto lubi być w towarzystwie jęczącej i wiecznie nic nie chcącej osoby? Oczywiście dla mnie to nie jest tożsame, aby nie wymagać od dziecka, lecz po prostu być ciekawą i nie upierdliwą osobą dla tej małej istoty, która musi nas słuchać i bacznie nas obserwować i też oceniać. Pomyślmy czy my chciałybyśmy się ze sobą zaprzyjaźnić? Od razu moje myśli skierowały się nad problemem mam, które jęczą "z dziećmi to tak trudno, oj nie mam czasu dla siebie, muszę schudnąć, muszę zrobić porządek w szafie itp." Czemu niektóre mamy po mimo posiadania funduszy, czasu nie potrafią się cieszyć życiem z dzieckiem, a niektóre zapracowane i liczące każdy grosz są  uśmiechnięte. I tak mi się nasunęła myśl, zaznaczam iż jest to tylko moja opinia, nie chcę nikogo urazić. Te mamy po prostu same siebie nie lubią z najróżniejszych powodów. Ostatnio byłam u koleżanki z dwójką dzieci- 4 latką i rocznym sykiem. Kiedy weszłam-  harmider w domu, koleżanka zziajana:), padnięta. Pytam się wiec czy coś jej pomóc ..ona tylko wstała otworzyła szafę i rzekła- "Nie ogarniam własnych rzeczy. Fakt- w szafie mix-fix, powpychane. W spontanicznej reakcji powiedziałam "wyrzuć połowę, będzie mniej sprzątania i wszystko się zmieści". Po mimo oporu na początku zaczęłyśmy przebierać w tych chaosie rzeczy i po 2 godzinach okazało się, iż 3/4 jest niepotrzebnych, a nawet, iż istnieją rzeczy o których już nie pamiętała. Później generalne sprzątanie rozlało się na całe mieszkanie- i koleżance się lepiej zrobiło- mniej sprzątania, wszystko się mieści i łatwiej o znalezienie czasu dla siebie- nie mówię tu nawet o wychodzeniu poza dom ale np. przeczytaniu 2 stron książki i kawa- na to się znajdzie chwila jak będzie uporządkowane życie - nie trzeba pieniędzy, wyjść do kina, żeby mieć chwile dla siebie. Kiedyś ludzie też żyli, mamy wychowywały swoje dzieci, miały takie same troski jak my, ale na pewno nie były zawalone niepotrzebnymi przedmiotami- po prostu albo nie można było tego kupić albo nie było na to stać. Dziecko miało kilka zabawek, klocki drewniane i kilka książek z serii "Poczytaj mi mamo", wieczorynkę raz w ciągu dnia i jakoś się żyło. Do czego zmierzam podając przykład koleżanki- o życie w minimalizmie. Już od dawana razem z mężem stosujemy "im mniej tym lepiej". Teraz większość z nas może sobie kupić co chce- mówię tu o dobrach pospolitych, nie tych, z wyższej półki, ale czy to co kupujemy jest nam naprawdę potrzebne? Czy jak będziemy mieć po 10 sztuk majtek, skarpet, 5 koszulek z krótkim, 5 z długim, 2 pary spodni plus getry plus jakaś sukienka i spódniczka, jedną parę butów na daną porę roku i jakiś 2 swetry/bluzy i kurtkę/płaszcz zimowy, wiosenno/jesiennym zamiast 20 par powyciąganych/ za małych rzeczy z każdej kategorii nie będzie łatwiej wyprasować, wsadzić do szafy i wiedzieć co się ma. I co jeszcze- zazwyczaj mamy ulubione spodnie itp. i tak w nich chodzimy non stop, a reszta rzeczy tkwi w szafie. Dotyczy to także dziecięcych rzeczy, zabawek i rzeczy w kuchni- jakieś garnki, patelni nie mieszczące się w szafce- a nie lepiej 3 garki w różnych wielkościach, przy rodzinie 4 osobowej- 6 talerzy z każdego rodzaju, 6 kubków itp. Po co nam 20 par tego i tamtego - dla gości? Może to wstyd, ale my mamy właśnie po 6 sztuk talerzy, kubków , miseczek sztućców po 10.Jeśli  przyjeżdża ktoś - to mam zawsze przygotowane plastikowe naczynia jak by zaszła konieczność. No tak- z drugiej strony jak się ma zmywarkę to co włoże do tej zmywarki??  I tak sobie myślę, że to kolejny chwyt-posiadanie zmywarki wymusza na nas kupowanie większej ilośc naczyń- i handel kwitnie. To samo z kosmetykami- ile macie kremów, mydeł, maseczek i innych "niezbędnych" rzeczy w łazience? Czasami leżą te rzeczy, kupione w promocji i tylko czekają, aby je użyć lub wyrzucić z powodu utarty termu ważności? A nie lepiej mieć jede puder- ale dobry i na długo starczący, tusz i dobry pędzel z pudrem, jedne cienie, mleczko/tonik do twarzy, jedną butelką szamponu i jedno mydło dla wszystkich- a nie dla męża i dzieci inne- skład mydeł ten sam. Mieć tyle, że w razie konieczności spakowania rzeczy nie biegać i nie szukać gdzie co jest, jak się będzie miało po jednej rzezy z każdego to wiadomo gdzie leży i można się spakować w 2 minuty. Leki w domu jak się ma dziecko często chorujące też zajmują miejsce- a ile z tych leków, co leża gdzieś tam w kuchni czy wsadzone w jakąs szuflade jest już nie używanych lub po terminie?:) Dziecięcy pokój- łatwiej będzie posprzątać jak się zrobi porządek, oddda się zabawki, które leża niechcicane lub już bąble wyrosły, poukłada się ubrania zimowe/letnie i wsadzi w jakiś karton czy pudło ubarania na pozostałe porę roku na szafe, a wystarczą dwie półki, żeby pomieścić ubrania jednego dziecka.Kwestia też dotyczy jedzenia- im mniej ty lepiej- kupować na 2 dni. Sklepy są wszędzie. Jak mama siedzi sama z dzieckiem p. chorym to może zrobić zakupy on-line- Tesco za 6 zł przywiezie do domu pampersy itp. Nie chomikować, nie kupować na zapas- bo się przyda. żyjemy w świecie, gdzie sklepy są o  cały czas czynne i zawsze można będzie to kupić. Po co marnować swój czas, pieniądze jak i zapychać dom rzeczami.  Im mniej rzeczy tym bardziej poukładany dom, jak i nasze życie, a dzięki temu posiadamy więcej czasu dla siebie i naszej rodziny. Jaki sens ma co dzienne polerowanie, układanie, przekładanie, odkurzanie tak naprawdę niepotrzebnych rzeczy. A ile razy zdarzało wam się kupować tą samą rzecz do domu, bo już z tego chaosu zapomnieliśmy, że ją mamy?. Może lepiej by było zamiast kolejnej bluzki czy zabawki pójść do kia/teatru z dzieckiem lub sama, pójść a jakiś kurs- zrobić coś, co nas i naszą rodzinę wzbogaci. Powszechnie jest mówione, że rzeczy materialne są chwilowe, wspomnienia wieczne jak i wiedza, która przyswoimy. To nie zajmuje miejsca, ale jest warte naszych pieniędzy, gdyż zostaje z nami na zawsze. Nie zaśmiecajmy swojego życia, prostota i przejrzystość w każdej sferze da nam spokój i przewidywalność. Kiedy będziemy spokojne, nasze pociechy na pewno to odczują, a co bardzo ważne wezmą z nas przykład i zamiast widzieć sens wiecznego kupowania kolejnej zabawki, zaczną dostrzegać, iż wyjście do kina czy muzeum albo i zbieranie grzybów daje większą radość. Nauczymy nasze dzieci, aby inwestowały w siebie, a nie w kolejne zbędne rzeczy.
Dla mnie taka ikoną minimalizmu jeśli chodzi o ubiór była Coco Chanel-prostota strojów, małą czarna stały się ikoną szyku i elegancji, która obowiązuje do dziś. Nawet jej znać firmowy to są dwie litery C- proste, a ładne.Zachęcam do oglądnięcia filmu "Coco Chanel", gdzie główna rolę gra Audrey Tautou.








Paulina- mama Józia i Zuzi

piątek, 2 stycznia 2015

WZMOŻONA KONSUMPCJA PRZED ŚWIĘTAMI JAK I BEZ NICH - SPĘDZANIE CZASÓW W HIPERMARKETACH

Wiem, wiem temat konsumpcji przed świętami jest często poruszany ale nie mogłam się powstrzymać, aby nie napisać swoich przemyśleń. Prezenty, ach prezenty te dla dzieci szczególnie- "och, ale to by się podobało naszemu bąblowi ;)"i bach do koszyka :D. W tym roku miałam do wykonania misje kupna zabawek dla 3 dzieci, zaplanowałam już przed wyjściem co kupię i gdzie i wyszłam o godzinie 10 do sklepów, aby uniknąć kolejek. Zakupy on-line odpuściłam sobie, gdyż wciąga mnie oglądanie stron i zajmuje kupę czasu. Określiłam również kwotę, że maksymalnie 100 zł na jedno dziecko i to nie wynika ze skąpstwa czy nie posiadania funduszy, ale z racjonalizacji, iż droższe nie oznacza lepsze i nie będę trząść się nad zabawką za parę stów jak dziecko trzaśnie czy upadnie i się irytować, że tyle kasy poszło. Osobiście uważam, iż dziecko powinno dostać jeden prezent od rodziców (przecież, nie będzie zawiedzione, że ciocia nie kupiła, bo i tak Mikołaj przyniósł) i to głównie w rodzinach, gdzie jest więcej dzieci i robi się problem, kto ile kupił, żeby było sprawiedliwe.
W tym roku powiedziałam, iż ja kupuje po jednym i słowa dotrzymałam. Z mężem od samego początku ustaliliśmy, iż tylko prezenty dla dzieci więc nie musi żadne z nas latać i męczyć umysł w sklepie, bo jak mężowi kupie to i babci, cioci a i jej wnukom itp. Prezenty spakowane leżały sobie już spokojnie w aucie 2 dni przed Wigilią :).Często zastanawiam się, czemu ludzie taką uwagę przywiązują do kupowania, oczywiście mi też to sprawia przyjemność i cieszy mnie myśl jak mordki będą się cieszyć  z  prezentów, ale nie zamierzam, żeby od listopada (wtedy już zaczynają się promocje świąteczne) żyć świętami oj to to nie i żeby jak się skończą szykować się do Wielkanocy od lutego :D .
źródło www.wp.pl
Jednak konsumpcja nie tylko istnieje w czasie przedświątecznym, co weekend kasy są gorące w hipermarketach od nabijania kodów. Ja staram się nie chodzić po galeriach, jakoś źle się  w nich czuje, poza tym galerie handlowe są specjalnie budowane, abyśmy się pogubili, schody ruchome są tak skonstruowane, że musimy przejść od jednego końca do drugiego, aby klient przeszedł obok większej ilości sklepów, a może czegoś nagle zapragnie mijając kolejną witrynę ociekającą promocją od promocji :). Zwrócicie na te schody uwagę jak będzie w galerii handlowej, iż ich rozmieszczenie zmusza nas do bieganiny po piętrze. Oooo i jeszcze place zabaw dla dzieci- kolejnym magnes- ja bardzo lubię bawialnie dla dzieci, ale nie te w galeriach handlowych, mamy jedną sale zabaw- nie w galerii- też w centrum miasta, tania i duża. Jak się idzie z bąblem do sali zabaw w galerii handlowej to przecież można od razu zrobić zakupy itp. Poza tym dzieci po przez jakieś sale zabaw płatne czy bez płatne w galeriach handlowych uczą się od małego spędzania czasu w sklepach i wdrażanie w nich potrzeb konsumpcji, bo wiedzą doskonale, iż oprócz sali zabaw w rogu są też frytki do kupienia, albo gdzieś jak się "pójdzie tam w lewo za salą zabaw" jest sklep z zabawkami i cel osiągnięty - konsumpcja będzie. Polska jedak jest jeszcze w tyle jeśli chodzi o spędzanie czasu w sklepach i konsumpcji. Trzy lata temu spędzaliśmy święta z bąblami w Wietnamie w Ho Chi Minh, szał w sklepach :), wszędzie choinki i Mikołaje ( z saksofonem większość- nie wiem dlaczego do tej pory), ludzie na czas Wigilii wychodzą na ulicę jest parada, a na paradzie balony, wata cukrowa, zabawki, uliczne restaurację pękają od nadmiaru gości więc też kupowanie i kupowanie ale jaka różnica zachowana ludzi- wszyscy (prawie, zapewne jakieś smutasy by też się znalazły) uśmiechnięci, radośni, świętujący po swojemu ale z jakim szczęściem. I kiedy byłam na zakupach  i rozmyślałam o świętach w Wietnamie, w jednym z sklepu  dla dzieci, stojąc przy kasie byłam świadkiem jak kobieta w średnim wieku szukała mikroskopu i z pretensjami do kasjerki, która miała tabliczkę "uczę się", że ona nie może znaleźć czegoś i zaczęła ją oskarżać o bałagan w sklepie- okres przedświąteczny i braku w personelu i nie wytrzymałam ( nie cierpię, brzydzę się ludźmi wyżywającymi się na innych) i ze spokojem w głosie, chociaż się we mnie gotowało powiedziałam, iż "Mikroskop jest przy samym wejściu , wystarczy się rozglądnąć, i jak by była bardziej uważna to by i zauważyła mikroskop, którego tak intensywnie szuka jak i informację na plakietce kasjerki, że jest nowa, a z brakami personelu niech idzie do kierownika", kobieta się zagotowała i zaczęła mi tłumaczyć, ale nie chciało mi się słuchać i dałam jej odczuć miną - ona się odwróciła i wyleciała ze sklepu. Czemu ludziom tak ciężko jest zrozumieć innych, a wyżywać tak łatwo, ta natura ludzka wychodząca przed świętami (również poza nimi, niestety) jest obrzydliwa. Niektórzy ludzie chyba zapominają się, kiedy wchodzą do sklepu- myślą, że osoby tam pracujące będą im służyć- tak mi się przypomina fenomenalny według mnie film "Służące"- jaka natura ludzka potrafi się pokazać te negatywne strony jak wiemy, iż ktoś musi być dla nas miły i pomocny. Czasami sobie myślę, że te osoby w sklepach mają wielką ochotę strzelić w łeb kupującym. Lepiej się uśmiechnąć, to jest naprawdę proste, pomyśleć jak my byśmy się czuli na miejscu danej osoby, jak nasz krzywy uśmiech i podirytowanie wpłynie na dzień pracownika sklepu, albo jakie on ma problemy, czym się musi martwić, może kiedy właśnie "Pani od Mikroskopu" wyżywa się na niej, ona myśli o swoim chorym dziecku, tysiące możliwości, tysiące problemów jest wokół nas po co uprzykrzać sobie życie, lepiej się uśmiechnąć, powiedzieć coś miłego i będzie wszystkim dookoła lepiej. Jak już musimy kupić te prezenty, po mimo tego, iż nie mamy pojęcia co kupić, to starajmy się zdystansować do tego, albo kupić online jak irytuje nas chodzenie po sklepie, bądź zlecić to innej osobie, a  na początek sobie uświadomić, iż to co mieści się w sklepie to tylko rzeczy materialne, które znikną za jakiś czas, o których nikt nie będzie pamiętał za 10 lat, a nasz spokój i szczęście wobec obcych, a zwłaszcza wobec naszych najbliższych jest i będzie doceniane zawsze i wspominane. :).

W czasie naszych podróży, zwiedzając różne miasta, trafialiśmy również do galerii handlowych, a to soczki dla dzieci, a to coś, a to coś. Największe galerie handlowe jakie widziałam to  w Singapurze, oczywiście się zgubiłam w jednej z nich. Te galerie handlowe wyglądają jak małe miasteczka, ile jest wejść, poziomów, wind- oszaleć można.  Część stacji metra również jest połączona z galeriami handlowymi. Największe centrum handlowe, czynne 24 h jest w dzielnicy hinduskiej Little India- Mustafa Center - byłam tam kilka krotnie- sklep spożwyczy jest
ogromy- kupisz tam wszytsko, jak i na pozostałych piętrach-można kupić wszytsko, dosłownie wszystko za dobrą cenę i o każdej porze. Oprócz galerii handlowych wszechobecnych, drogich butików są też stragany- to lubie najbardziej- na powietrzu, bądź w halach targowych- tam najczęściej robimy zakupy. W Polsce jest coraz mniej straganów niestety,  ale jak tylko jest okazja to wole pochodzić po nich, niż iść do galerii. Nie tylko Singapurczycy lubią spędząć czas na zakupach, ale również na Filipinach, na wyspie Cebu mieliśmy okazję być w tamtejszej galerii handlowej - był to początek naszej podróży i potrzebowaliśy sandałków i letnich ubrań dla dzieci. Oprócz sklepów w galerii również można przejechać się ciuchcią po piętrze :D oraz jest wesołe miasteczko w środku- karuzela, samochodziki. Dzieci były zachwycone ze hoho- Im również należało się po męczącej podróży- ciekawe, czy i u nas też tak będzie???

Paulina-mama Józka i Zuzi

poniedziałek, 8 grudnia 2014

SZCZEPIONKI, LEKI, MLEKA - CZY FAKTYCZNIE DAJĄ OCHORNĘ ZDROWIA NASZYCH DZIECI?

Sezon gryp, przeziębień, w aptekach kolejki po leki- cud, wszędzie reklamy przecenionych zestawów witaminowych oczywiście dedykowanych na zimę i dla każdego co innego. Firmy farmaceutyczne na pewno nie mają strat :)  Nie tylko leki, ale produkty dla dzieci są nie zwykle dochodowymi biznesami na całym świecie, gdzie może zaistnieć konsumpcja na wyższą skale. Czy jakość marki i zalety oferowane nam przez producentów należy wziąć pod krytyczne myślenie??

 

MLEKA MODYFIKOWANE  I INNE PRODUKTY DLA NASZYCH BĄBLI

Czy kupując mleko czy kaszkę dla dzieci, któraś z was zastanowiła się jak wypróbowywano pierwszy skład mleka modyfikowanego. W latach 70 "podarowano" mamą z Afryki  mleko modyfikowane. Kiedy mleko się skończyło nastąpiły konsekwencje owego podarunku. Mamą zanikł pokarm, więc nie miały z czego wykarmić dzieci, zakup mleka był nieosiągalnym sposobem więc dzieci po prostu umierały z głodu. Po tym okropnym incydencie została utworzona Międzynarodowy Kodeks Marketingu Produktów Zastępujących Mleko Kobiece zabrania on między innymi dawania próbek mleka przez szpitale i tak się teraz zastanawiam-co ja dostałam w wyprawce dla dzieci w szpitalu?. Na pewno były to próbki herbatek, kremy ale czy mleka- wydaje mi się, że też a jak było u was?? Jak sobie przypomnę kiedy rodziłam Zuzę miałam problemy z karmieniem przez 6 miesięcy walczyłam o mleko, którego wciąż brakowało i to za namowa lekarki zaczęłam dawać jej mleko
fot.photo.com
modyfikowane- nie zostało to powiedziane wprost ale miałam wrażenie, że jestem złą matką i głodzone własne dziecko.. Wtedy młodsza, zamotana zrobiłam to teraz to bym od razu powiedziała co myślę, czas uczy nas, teraz już wiem, że jak moje dzieci będą miały własne dzieci będę im odradzała wszelką chemię, a już sobie wyobrażam co to będzie za 20 lat.

 Herbatki Granulowane niemieckiej firmy, uważam za największą kpinę w trosce o "zdrowie najmłodszych". Jest to świństwo dla najmłodszych, skład to sam cukier, a 100 ml wychodzi kopista łyżka cukru. Dzieci więc od małego mogą zostać uzależnione od cukru, to również dostaną gratis od cudownej herbaty dziecięcej wzdęć, nadwagi i oczywiście próchnicy.
Oczywiście inne produkty mleka, kaszki itp. również nie są pozbawione cukru. Czasami rodzicie postanawiają wychować dzieci bez poddawania słodyczy do któregoś roku życia, ale karmiąc je produktami z półek robią to nieświadomie. Czytanie etykiet powinno się stać nieodłącznym elementem zakupów, jeśli zależy nam na zdrowiu naszych dzieci.  Wystarczy przeszperać w Internecie lub zrobić zdjęcie etykiety i doczytać w domu.


WIZYTA I NAKLEJKI

Wiem, iż dzieci są przekupne i czas badania i czekanie na naklejkę jest dobrą praktyką, ale jak dzieci dostają te naklejki i widzę nazwy firm farmaceutycznych to mnie irytacja zaczyna zżerać. Nie chcę, aby dzieci były przyzwyczajone do nazw leków , firm farmaceutycznych, nawet te co nie potrafią czytać poprzez często ekspozycję tych nazw marek zakodują sobie je w główkach i firmy osiągną swój cel- będą rozpoznawane nawet przez najmłodszych.
To samo jest z tabletkami, plasterkami, syropami- kolorowe kartoniki z księżniczkami, autami, w aptece jak w sklepie z zabawkami- już czekam na tabletki z witaminami osobno dla chłopców i dla dziewczynek, bo oczywiście już na normy wiekowe jest podział, a skład w większości taki sam czy to dla starszych czy to dla młodych. Prosta witamina C- kiedyś dostałam w kroplach witaminę C za 9 zł, nie dla dzieci tylko zwykła witamina C w kroplach, wystarczyło dać 5 krople- tania w porównaniu do innych witamin, bardziej wydajna, gdyż witamina C dedykowana dzieciom kosztuje 16 zł i już dziecko od 3 roku życia potrzebuje 10 kropli więc szybciej się zużywa. Te wszystkie suplementy, dodatki, termometry, plasterki, smoczki, butelki- ile rzeczy jest niepotrzebnych ale wmawiają nam, że jesteś złą matką jak nie kupisz - jak nie kupisz to znaczy, że skąpisz na własne dziecko- wyrodna matka, czasami można oszaleć nawet w aptece :), a nie w sklepie z zabawkami:)


A CO Z TĄ EBOLĄ?

Trzy miesiące temu była afera "Epidemia Ebolii", pierwsze co przyszło na myśl, jak usłyszałam o tym w radiu, że firmy farmaceutyczne zapewne robią jakieś badania i potrzebują potwierdzenia potrzeby badań. Według WHO odnotowano 788 zgonów z powodu eboli, kiedy co rocznie na malarie umiera około 1,2 mln osób , zaś około 250 -500 tys. z powodu powikłań po grypie. Szperając w Internecie natknęłam się na wzmiankę dotyczącą wybuchu ebolii, a zaplanowanych szczepieniami ONZ. W dniu wybuchu epidemii wystąpiła ona w różnych częściach Gwinei , często oddalonych od siebie- więc prawdopodobieństwo zarażenia minimalne między ludźmi mieszkającymi w różnych miejscach. Ebola nie rozprzestrzenia się tak szybko jak można było wywnioskować z wiadomości. Trzeba mieć kontakt bezpośredni z wymiocinami, kałem czy krwią,a aby zapobiegać jej rozprzestrzenianiu trzeba mieć rękawiczki przy badaniu, w sytuacji wymiotów chorego zakryć swoją twarz, nie przenosi się ona w powietrzu. Ale daleko nie trzeba szukać w 2009 roku w Grudziądzu 350 osobom głównie bezdomnym podano eksperymentalną dawkę szczepionki na ptasią grypę- nie informując ich o tym. Pacjenci byli wprowadzani w błąd, powiedziano, iż dostają szczepionkę na grypę. Pacjenci dostawali od 5 do 10 zł za poddanie się szczepieniu, zaś właściciele przychodni 60 zł od podanej dawki. Niektórzy byli szczepieni kilka krotnie. 19 osób z osób bezdomnych umarło. Właścicieli przychodni dostali od 10 miesięcy do 2 lat kary w zawieszeniu do 5 lat. Sprawa wyszło na jaw, dzięki kłótni dwóch pacjentów, gdyż jeden z nich dostał większą kwotę pieniędzy, policjanci zaczęli się interesować tą kwestia i ich wnikliwość pozwoliła na poznanie prawdy. Tydzień temu we Włoszech zmarło19-oro ludzi zaszczepionych na grypę szczepionką dedykowaną osobą starszym. Teraz 600 tys. osób zaszczepionych we Włoszech wpadło w panikę. Oczywiście prawdy teraz nie poznamy, wyjdzie za jakiś czas na jaw, teraz mydlą oczy, że osoby te były starsze i mogły umrzeć z innych powodów, ale akurat w ciągu 48 h po podaniu szczepionki.
Jednym z moich ulubionych filmów jest "Wierny ogrodnik". Jest to historia małżeństwa, gdzie kobieta wpada na ślad eksperymentowania leku na gruźlice na ludziach w Kenii. W filmie pokazane jest jak zmusza się ludzi do brania udziału w eksperymentach medycznych, jeśli nie weźmiesz udziału - odmawiają ci pomocy medycznej, jak umierają ludzie i giną ich papiery. Film jest warty oglądnięcia. Polecam serdecznie.

AUTYZM, A SZCZEPIENIA...

Od wielu lal jest to jedno z moich zainteresowań, autyzm , przyczyny, przebieg, wszystko co dotyczy tej choroby. Duża część rodziców dzieci autystycznym widzi związek pomiędzy podaniem szczepionki skojarzonej, a wystąpieniem pierwszych objawów autyzmu. Jest piękny film "Usłyszeć ciszę" opowiada o walce lekarza i rodziców, aby wyszły na jaw skutki uboczne szczepionek.
Sama nie wiem co mam myśleć, skoro autyzm jest jeszcze niezbadany więc nie chce się wypowiadać stanowczym tonem w tej kwestii, ale obserwując co się dzieje wokół nas to może to jednak prawda.

Przyszło wychowywać dzieci w czasie dużych możliwości, ale też w świecie, gdzie trzeba się sprytnie poruszać i mieć wiecznie włączoną uwagę. Świadomość rodziców i ich krytycyzm myślenia może być drogowskazem dla dzieci jak żyć, żeby nie być robionym w balona :)


Paulina- mama Zuzi i Józia

poniedziałek, 24 listopada 2014

WAŻNE JEST TO GDZIE I KIEDY SIĘ RODZIMY- PROBLEM GŁODU

Ważne jest to gdzie i kiedy się rodzimy. Miejsce i czas determinują w znacznej mierze jak żyjemy, kim zostaniemy.


 

Dobrze by było gdyby świat był sprawiedliwy, albo chociaż miał szanse żeby być, ale jest to jedynie marzenie, świat nie jest i nigdy nie był sprawiedliwy. Na jakie życie mogą liczyć dzieci urodzone w Etiopii?? Jakie mają szanse ich rówieśnicy z Norwegii?? Często nurtuje mnie problem głodu na świecie, marnowanie jedzenia, przejadania się, narzekania dzieci przy jedzeniu, ludzi w hipermarketach pchających zawalone kosze zakupowe- zwłaszcza teraz w okresie świątecznym, te wszystkie programy kulinarne- w Europie tyle się je, tylko się mówi o jedzeniu (co zjeść, jak wysmażyć, ile kalorii, czy jedzenie jest "eko"), czasami mam wrażenie, że życie niektórych ludzi orbituje od tego co będzie na śniadanie do obiadu, a potem może "coś słodkiego" i co na kolacje, bądź bieganie po sklepach ekologicznych i szukanie nowości. Zaznaczam, iż nie krytykuje ludzi, którzy tak robią tylko dziwi mnie skala zainteresowania jedzeniem. 1 mld ludzi na świecie głoduje- oni nie myślą co tylko czy w ogóle mama będzie mogła dać coś swoimi dzieciom w ciągu dnia.  Dobrze my mamy w Polsce, w Europie- nie głodujemy, możemy liczyć na pomoc czy to socjalną, kościół,  zaś 1 mld ludzi nie może liczyć na nikogo. Według UNICEF w  Sudanie Południowym bez pomocy natychmiastowej 50.000 tys. umrze!!! Bardzo mnie poruszają problemy świata, staram się pomagać potrzebującym, szanuję ludzi, którzy naprawdę pomagają tym co naprawdę potrzebują, jednym z moich działań jest uświadamianie własnym dzieciom o problemie, o nie marnowaniu jedzenia, mówienia im wprost, że na świecie są dzieci, które nie mają co zjeść, żeby żyły w świadomości, iż na świecie są ludzie naprawdę potrzebujący, dlatego  Zuzanka po pobycie na Filipinach widziała, że dzieci jedzą głównie ryż i szanują jedzenie, jedzą wszystko, i ten widok jej przypominam jak zaczyna kręcić nosem przy jedzeniu. Oczywiście, w Polsce też możemy spotkać się z niedożywieniem dzieci- ale to jest wina nieudolności rodziców, którzy mają szanse podejść gdzieś po pomoc. Tylko o ile w Polsce dziecko niedożywione to takie, co nie zje ciepłego posiłku to w innym kraju to dziecko, które nic nie zje przez cały dzień.  Rok temu polska fundacja  "Maciuś" opublikowała własne badanie, z którego wynika, iż w Polsce 800 tys. dzieci cierpi na głód. Kiedy wczytamy się krytyczniej w badanie odnajdziemy, iż badanie zostało przeprowadzone  na dzieciach w klasie 1-3, który w Polsce w 2013 roku było 100 tyś, reszta 700 tyś dzieci (0-18 lat) została uogólniona na cała resztę nieletniej populacji, zapewne w celu wywołania "afery głodowej" w Polsce. Oczywiście można się domyślić po co owa fundacja chciała rozgłosu.

Kiedy się tak zastanawiam to myślę czy znam rodzinę, która głoduje. Znam mnóstwo, co maja problem z finansami ( głównie kredyty hipoteczne, bądź wydatki związane ze zdrowiem), ale czy głodują to nie.

 

 

Problem głodu jak każdy z nas wie, iż występuje głównie w Afryce i w Południowo-Wschodnia Azja.

Jakiś czas temu oglądałam dokument o marnowaniu jedzenia i była mowa o Brazylii.Matka opowiadała, iż kiedy nie ma co podać dzieciom wieczorem, wrzuca  kamienie i udaje, że gotuje czekając, aż dzieci zasną. Czy my matki polskie wyobrażamy sobie taka sytuacja, że nawet nie jesteśmy w stanie kupić dziecku bułkę lub ziemniaki??? Również w tym dokumencie była bardzo ciekawa kwestia dotycząca otyłości w Ameryce (co nie jest nowością), ale kwestia iż część dzieci mieszkające w biednych dzielnicach nigdy nie jadło owoców i warzyw, po prostu nie są one sprzedawane w niektórych dzielnicach. W sklepikach są tylko słodkie napoje, cukierki itp. Kolejną ciekawostką jest to w tych najbiedniejszych dzielnicach na każdym rogu jest fast food- mac, pizza, kfc itp.  Zastawiam się czy to wynika, iż ludzie uboższy wydadzą więcej na jedzenie fast food, bo nie stać ich na lepsze jedzenie czy mają mniejszą świadomość.

Kiedy słyszę od kogoś "A co będzie na obiad, głodny jestem bądź umieram z głodu (gdyż widzę w myślach dzieci umierające z głodu- jest to straszna śmierć!!-trwa do 6 tygodni- organizm pozbawiony jedzenia glukozy, zaczyna ją wytwarzać z zasobów tłuszczowych)" irytuje się i mówię, że po co tak mówić, idź do sklep, ugotuj i już, po co tyle mówić o jedzeniu, kiedy jest one wszędzie. Niedługo święta, szał zakupowy i znów mnóstwo jedzenia do wyrzucenia- nigdy tego nie zrozumie, czy nie można kupić normlanie tyle ile się zje? Ale nie tylko od święta tak jest robione, cały czas jest wyrzucone jedzenie, czy nie można kupić kilka plastrów sera czy wędliny, kilka bułek, 4 jabłka itp. żeby nie musieć wyrzucać....  ( i również marnować swoje pieniądze) to nie jest trudne, tylko trzeba się oprzeć "żądzy kupowania" i jak najwcześniej nauczyć tego dzieci.

Problemem jest u nas, że dziecko nie zjadło, lata się za nim, przeżywa co i ile zjadło itp. tylko może w końcu uświadomić sobie, iż nasze dziecko nie zagłodzi się, przyjdzie lub da znać jak zgłodnieje, nic złego mu się stanie. Dajmy sobie spokój z tym jedzeniem....dzieci są hedonistyczne- nie zrobią sobie krzywdy w tej kwestii....

 

Pamiętajmy, kiedy stoimy przy kasie z pełnym koszykiem o tych mamach, które tak jak my kochają własne dzieci, jak muszą znosić płacz swoich dzieci z głodu i udają, że gotują im kolacje, a w garnku są same kamienie- odłóżmy wtedy z koszyka to czego tak naprawdę  nie potrzebujemy......





piątek, 14 listopada 2014

SŁUŻBA ZDROWIA W RÓŻNYCH KRAJACH: POLSKA, SINGAPUR, TAJLANDIA, MALEZJA I IZRAEL

Dzisiejszy post został zainspirowany ostatnimi wydarzeniami dotyczącymi zdrowia naszego Ziutka. Krążenie od jednego lekarza do drugiego i co najgorsze dalej nic nie wiadomo doprowadziło mnie ostatnio do lekkiego rozdrażnienia plus oczywiście każdy inne leki, które kosztują ze hoho i to nie wynika z jakiegoś skąpstwa z mojej strony, ale z krytycznego rozważania  czy Ziutkowi te leki pomagają, czy są realnie potrzebne??


Polska


We wrześniu Ziutek trafił na oddział Alergologii Dziecięcej we Wrocławiu,
bo miał problem z oddychaniem. Oczywiście wcześniej przed tym incydentem byłam u 3 lekarzy- Alergologów we Wrocławiu- zawsze chodzę do kilku jeśli jest to możliwe-każdy z nich dał inne krople do nosa , inny syrop na alergie i kazał przyjść do kontroli - byli to i lekarze na NFZ jak i prywatnie. Ogólnie pod koniec sierpnia, a zaczęłam go diagnozować od kwietnia nic nie wiedziałam, Józeczek dalej kaszlał i więcej był chory, niż zdrowy. Chciał bym tu zaznaczyć, iż jestem dość mocno przeciwna pakowania dzieciom jak i dorosłym zbędnych leków więc dostawał minimum lekarstw. I tak oto cudne zalecania lekarzy spowodowały, iż Ziut 1 września trafił do szpitala. Pediatra rejonowa nie chcą, aby doszło do podduszenia, gdyż ona nie słyszała zmian w płucach jak i oskrzelach, dała skierowanie do szpitala, z zaznaczeniem  "okołopłuce zapalenie" czy coś w tym stylu, nic innego nie mogła znaleźć w nazewnictwie w systemie, aby mieć powód wysłania  do szpitala.  I pojechaliśmy, kolejka to jedno- ale no trudno nie tylko moje dziecko chore, ale co mnie od początku zdziwiło, pani Ordynator w Izbie Przyjęć nawet go nie zbadała przepisała, to co Pediatra napisała na skierowaniu i hop na oddział od razu. Od progu przywitała mnie "anty-uprzejmość" jednej z pielęgniarek, z która toczyłam boję o normalność podczas całego pobytu w szpitalu. Po jakimiś czasie, po ulokowaniu nas w sali, gdzie okazało się, iż muszę posiadać własne łóżko, przyszła  lekarka, zbadała i stwierdzała zapalenie płuc teraz włączam myślenie- co do warunków polskich- czy młoda lekarka mogła się zasugerować opinia Pani Ordynator , a może miała inną opinię, ale przecież nie wolno się sprzeciwiać. Zwariować można, ale zgodziłam się na leczenie Ziutka. Kolejne 2 tygodnie w szpitalu to jak bitwa z personelem. Na pierwszy ogień lekarka prowadząca i moje pytania jakie leki bierze Józek i w jakich dawkach, łaskawie dostałam odpowiedź i to tak szybko zostały wypowiedziane nazwy leków, chyba po to żebym nie zapamiętała. Jak wcześniej prosiłam pielęgniarkę o informację jakie leki będą to spotkałam się ze zdaniem do prowadzącej mnie lekarki "Tu mama chyba się zna na lekach i chce wiedzieć"....oczywiście z ironią, zagotowałam się odpowiedziałam ze po prostu chce wiedzieć ( JEST TO JEDNO Z PRAW PACJENTA). Józeczek został naszpikowany lekami, przez 3 dni prawie nie chciało mu się ruszać, dostawał 3 razy dziennie syrop uspakajający. Znam ten lek, sama mu podaje ale wyłącznie raz dziennie wieczorem więc po 3 dniach powiedziałam, że nie będę mu dawałam tyle syropu i tylko wieczorem . Oczywiście opór jak zwykle od strony personelu, to brałam lek ale nie dawałam. Po co szpikować tak dziecko skoro nie ma potrzeby, po 3 dniach okazało się, że we własnym zakresie muszę mu poddawać osłonę. Przez 2 dni nie mogłam się doczekać, aby dowiedzieć się o wyniki Józka, w końcu jak przyszła lekarka prowadząca do nas, zamknęłam drzwi do sali i zalałam ją falą pytań (wcześniej zapisałam je ), zapisywałam co mi mówi. Byłam upierdliwa, ale inaczej się da, jest się zbywanym. Kolejna historia z "afer" szpitalnych- Józek dostał uczulenia na dłoniach i stopach- była to początkująca grzybica- przyszła do nas lekarka z oddziału, której głównym zadaniem było pukaniem w telefon i zdiagnozowała "wysypkę bostońską", a ja jej mówię, że Józio już miał i to nie wygląda jak bostońska. Oczywiście znów opór i  jesteśmy do dnia następnego odizolowanie od reszty.  Następnego dnia przychodzi inna lekarka i mówi, że przejdzie. Ja jej mówię, że to grzybica i słyszę: "Maść z witaminą A wystarczy, zawsze tak jest", no to dobrze kupiłam witaminą A z nadzieją, że pomoże. Następna "afera" szpitalna- brak miejsca dla dzieci- tylko sale i korytarz- dzieci w różnym wieku od niemowląt do 10 latka więc mamy otwierały swoje sale i wypuszczały wszystkie dzieciaki, a tu były klocki, a tu leciała bajka na komputerze i korytarz - miejsce zaklęte, ale jedyne żeby pograć piłką lub pobiegać i się zaczęło. Kiedy Ziutek już nabrał się zaprzyjaźnił się z chłopcem Wojtusiem i obydwoje z temperamentem biegali i grali w piłką, oczywiście personel kręcił nosami- nie cały ale można by ująć, ż 70 % było niezadowolonych, to już słychać było, "To nie plac zabaw, tu nie można", dobra, więc Mamusie z dziećmi przeniosły się do sal i dzieci skakały po materacu w jednym z pokoi i weszła pielęgniarka "ta najgorsza z najgorszych" i do mnie, że to nie może być, więc jej tłumaczę na spokojnie, iż na korytarzu nie, to gdzie dzieci mają się pobawić???. A ona, że jak mi jest tak dobrze być w sali z kimś innymi, to ona zaraz mnie tu przeniesie i wtedy się we mnie przelało. Usłyszała ode mnie "Czy to jest jakaś kolonia karna? Bo mnie straszy, że ciągle się wszystkich czepia,  ze jest tak niemiła osobą, iż niech sobie w końcu to uświadomi", jej reakcja jeszcze bardziej mnie zirytowała, gdyż nagle po 2 dniach przypomniało jej się, że Józek ma "wysypkę bostońska" więc jej odpowiedziałam,"Proszę iść się zorientować, co dolega dziecku, które jest niby "pod dobrą opieką" pani, a nie mnie tu znów szantażować" Cała "afera" skończyła się na przyjściu Pani Ordynator, której też okazała się nienajlepsza i usłyszała ode mnie kilka słów. Na koniec pielęgniarka "najgorsza z najgorszych" powiedziała mi,  że "stoimy po dwóch stronach barykady" więc jej skwitowałam, że jak dla niej praca w szpitalu to wojna to niech zmieni zawód, a Pani Ordynator, że jak jej się nie podoba moje zachowanie i opinia o tym co się dzieje w szpitalu, to niech napiszę skargę na mnie. I szczerze mówiąc po tej  "aferze" trochę poprawiło, nawet dzieci mogły korzystać z korytarza. Po 2 tygodniach Józek dostał grzybicy paznokci i teraz dalej ją leczymy. Leki zostały mu zmienione po konsultacji z dwójką lekarzy, gdyż te zalecone w szpitalu powodowały non stop grzybicę. Jedynym plusem szpitala było poznanie ciekawych Mam z ich kochanymi bąblami.

A jak wygląda służba zdrowia  w Singapurze, Malezji, Kambodży, Tajlandii czy w Izraelu??

 

Singapur


Pod koniec marca tego roku Józek nas się rozchorował więc pojechaliśmy do szpitala KK Women's and Children's Hospital.  Szpital nowoczesny, jak to w Singapurze. Najpierw wpłacasz około 130 zł a wejściu, kiedy masz już swój numerek idziesz do poczekalni. W poczekalni jest mnóstwo krzeseł , telewizor z bajkami i wyświetlacz z numerami pacjentów. Najpierw wywiad z pielęgniarka, pobranie krwi, następnie wróciliśmy do poczekalni, po chwili wywiad z lekarzem , który zalecił inhalacje i zdjęcie klatki piersiowej.  Najpierw inhalacje, potem "raz dwa" prześwietlenie klatki piersiowej, kiedy czekaliśmy na wynik zdjęcia klatki, kolejna tura inhalacji, następnie konsultacja z lekarzem i koniec. wszystko wiemy- lekarz na spokojnie wszystko tłumaczy, pokazuje zdjęcie klatki, wypisuje receptę. Apteka jest w szpitalu, idziesz z receptą i z numerkiem przypisanym od początku, tam robią leki  pod pacjenta (na poczekaniu) pod wiek i wagę. Kiedy odbieraliśmy leki farmaceutka wszystko tłumaczy ile i kiedy brać, podkreśla ważniejsze informację na etykiecie leku długopisem. Koszt leków:paracetamol ( czysta substancja paracetamol plus substancja smakowa- wystarczy dać mała łyżeczkę dziecku 3 letniemu o wadze 13 kg, aby gorączka spadła, w Polsce muszę dać 12 ml, aby zadziałało), antybiotyk z osłoną, dwa syropy zyrtec i nasz zdziwienie, kiedy płaciliśmy - 2,5 dolara singapurskiego- 8 zł.


W Malezji


Jak ktoś nas zna wie jaki Ziutek to łobuziak, zawsze coś wykombinuje, non stop gdzieś wlezie, rękę wsadzi itp. Akurat w stolicy Malezji, jechaliśmy z nim do szpitala, gdyż skacząc na mnie znienacka na plecy, ja go nie zdążyłam złapać i upadał na bok głowy na twardą powierzchnię. I od razu guz, krew z nosa więc my za taksówkę i do szpitala.  I tu zdziwienie szpital jak hotel, zero kolejki, wypełniasz szybko papiery i czekasz z 30 min na lekarza, między czasie pielęgniarka przyszła obmyć nosek Ziutka, temperatura, ciśnienie. Ogólna obserwacja zalecona, czy nie będzie wstrząs mózgu. Cena wizyty około 80  zł, w tym leki Paracetamol, maści na czoło  i tak jak w Singapurze leki robi się pod pacjenta na poczekaniu.

.

W Tajlandii




Bąble na spacerze w Tracie
Po powrocie z Kambodży Józczek uskarżał się na bol w buźce, zęby raczej nie, gdyż dbamy i przed wyjazdem miał zrobione wszystkie więc podjechaliśmy do szpitala w miejscowości Trat (mało turystów) i okazało się, że afty i znów zapłaciliśmy 40 zł  i kolejne miejsce, gdzie lekarstwa są robione na miejscu.






Izrael

W Izraelu byliśmy w 2010 roku i jak to nasz Ziutek uatrakcyjnił nam wyjazdy i dostał gorączki.:)
Nocowaliśmy wtedy u Sióstr Polskich w Startym Domu w Jerozolimie, które zaoferowały pomoc i sprowadziły polskiego lekarza, który akurat był na Pielgrzymce. Przebadał Ziutka i było w porządku z nim. Rano postanowiliśmy jednak upewnić się czy jest z nim wszystko dalej w porządku, zwłaszcza, że mieliśmy jechać do Jordanii, tak to byśmy zrezygnowali z planów i już :).  Wychodzę z założenia, że  lepiej wiedzieć, niż się domyślać. Podjechaliśmy do szpitala. Szpital super, w środku jeszcze lepiej, z mojej obserwacji wynika, iż duża część szpitala została zbudowana z datków od Żydów, gdyż są tabliczki z podziękowaniami. Czekaliśmy długo, personel okazał się bardzo miły, pobrali mu krew, zbadali, zmierzyli ciśnienie i okazało się, że Ziutek zdrowy. Najgorszym momentem w całym tym wydarzeniu był fakt na wejściu trzeba było zapłacić około 2 tyś zł za wizytę!!! -na szczęście ubezpieczyciel zwrócił wszystko.  Koszt był tak kolosalny, że aż nami wstrząsło. Na pewno była to jedna z droższych wizyt w szpitalu :)

Z całego zestawienia najlepiej leczyć się w Singapurze. Został on określony przez agencję Bloomberg w 2013 jako najbardziej efektywny system opieki. Jednak co trzeba podkreślić, NAJLEPIEJ TO WOGÓLE NIE CHOROWAĆ :)


Paulina- mama Zuzi i Józia

czwartek, 6 listopada 2014

PLACE ZABAW

Dziś trochę na luzie post o placach zabaw w różnych zakątkach świata. Często słyszę o marudzeniu mam na temat placu zabaw: "Piaskownica za mała, a brak drugiej huśtawki ", a cały czas przychodzą na ten jeden plac zabaw :). Ja mam sposób, że co jakiś czas chodzę z Bąblami w inne miejsce, a znajduję je jadąc gdzieś autem i je po prostu przypadkowo zauważam. We Wrocławiu mam kilka ulubionych miejsc:


1. Park koło Teatru Lalek- ale wyłącznie w dni powszednie do 17, bądź późny wieczór w weekend ze względu za zbyt duży tłum.

Wielki plus jest to jedyne miejsce czyste - czyli bez kup psich - gdzie można się położyć na trawie- luksus w mieście:)

Minus brak drzew w lecie czyni ten plac zabaw bezużytecznym



 

2.Plac zabaw w parku na Oporowie- może nie jest jakiś zachwycający, ale możliwość pobiegania i jazdy na rowerze jest atutem parku.




3. Park na Popowicach , jest rozległy i fajny plac zabaw- zwłaszcza w lecie jest kawałek cienia

 
 

4. Wyspa Słodowa - tylko w okresie wiosennym i jesiennym - brak cienia w lecie. Plac zabaw jest rozległy i super podzielony dla młodszych i starszych. Zmorą są kamienie rozsypane wszędzie, które włażą do butów non stop. Minusem są również śmieci wszechobecne, głównie butelki.





W okresie zimowym, kiedy jest nie przyjemnie raz w tygodniu chodzimy z Bąblami na sale zabaw, ale absolutnie w żadnym markecie ( na to mam uczulenie). Nasza ulubiona sala zabaw mieści się w centrum miasta, jest oddzielnym budynkiem. Jedyny minus sąsiaduje ze znanym fastfoodem :) ze zjeżdżalnią na zewnątrz.

 

A jak wyglądają place zabaw w innych krajach?

 

Na pierwszy plan moje ukochane Flipiny. Plac zabawe na wsypie Bantayan






Następnie plac zabaw w Kambodży w stolicy Phnom Penh zadziwiająco duży- zasponsorowany przez firmę ubezpieczeniowa - pierwszy raz widziałam tak wielki plac zabaw.








 

A tu również plac zabaw w Kambodży ale w miejscowości Sikhoouvile- już nie tak okazały jak w stolicy ale zabawa trwa :)

 

 



Plac zabaw w Malezji - wyspa Tioman. Liny pozawieszane na drzewach.



 


Plac zabaw Hong Kongu. Mieliśmy być okazję przez kilka dni przebywania na placu zabaw, który był tuż obok naszego hotelu. Plac zabaw jest położony w środku parku. Jest bardzo zadbany, co jakiś 30 minut przychodzi pani sprzątająca i przemywa plac zabaw środkiem do dezynfekcji- chyba jest to spowodowane strachem przed ptasią grypą.

Plac zabaw jest spory, bardzo przemyślany, gdyż drabiki i różne przejścia są tak skonstruowane, aby rodzic był w stanie chodzić za swoim dzieckiem- dotyczy głownie tych dzieczków co uczą się chodzić.











Plac zabaw Singapurze




Jak to w Singauprze wszystko starannie. Zaobserwowałam, iż pomiędzy blokami jest zawsze plac zabaw dla dzieci i ławki do siedzenia, wszystko jest zadbane, czyste i nie zniszczone.


Paulina- mama Józka i Zuzi



niedziela, 2 listopada 2014

DEPRESJA PRZED I PO PORODZIE PRZYCZYNY I OBJAWY

Dziś chciała bym poruszyć problem co powoduje depresje u kobiet w ciąży jak i po porodzie . Wszystko co piszę o depresji zebrałam podczas własnego badania i szukania informacji w różnych źródłach. Kobiety zapadają na depresję dwa razy częściej niż mężczyźni. Wiek rozrodczy stanowi kolejny aspekt przyczyn depresji. Do czynników zwiększających ryzyko wystąpienia depresji należą również ciąża, poronienie samoistne, aborcja, problem z zajściem w ciąże.


Objawy depresji przed porodem


W czasie ciąży źródłem stresu dla młodej mamy może być obawa jak narodziny dziecka wpłyną na jej życie zawodowe, rodzinne. Kobieta w ciąży odczuwa rozterki spowodowane świadomością, iż następuje dla niej nowy etap życia, który wymaga od niej rezygnacji z niektórych planów życiowych. Odczuwa lęk, iż jej nowe życie będzie ja ograniczało.
Jednym z objawów głównych występujący w depresji okołoporodowej jest obniżony nastrój. Kobieta jest płaczliwa, smutna, rozdrażniona jak i również cierpi braki energii, spowolnienie, szybsze męczenie się. Problemy dotyczą również cyklu spania- może wystąpić trudność w zasypianiu, rano negatywny nastrój, bądź nadmierna senność. Objawy dotykają też sfery łaknienia jest ono albo bardzo małe albo bardzo duże.
Kobiety również odczuwają problemy z koncentracją, pamięcią. Występuje również obniżona samoocena, poczucie winy, bezsensowność.
Charakterystyczne dla zachowań kobiet dotkniętych depresją okołoporodową, jest włączanie tematyki ciąży i dziecka w objawy. Lęki zwykle dotyczą przebiegu ciąży i stanu zdrowia dziecka. Występowanie depresji w ciąży niesie ze sobą dodatkowe niebezpieczeństwo, gdyż kobieta zapomina o wizytach kontrolnych u lekarza. Nie prowadzi zdrowego stylu życia.  
 

Objawy depresji po porodzie  

 
Depresja poporodowa rozpoczyna się zazwyczaj około sześć tygodni po opuszczeniu szpitala, ale może pojawić się także już podczas pobytu na oddziale lub kilka miesięcy, a nawet rok później. Matki są przygnębione, zniechęcone, mają poczucie utraty czasu, poczucie winy i nieudolności, pojawia się negacja seksu.

                                 




 Przyczyny depresji w okresie okołoporodowym

 
Do czynników zwiększających prawdopodobieństwo wystąpienia depresji w czasie ciąży należą; słabe kontakty społeczne, trudna sytuacja ekonomiczno-społeczna  jak i ciążą niezaplanowana. Również brak wsparcia psychicznego oraz zaangażowania się innej osoby w opiekę nad dziecka, aby młoda mama miała czas na odpoczynek wpływa na zwiększenie prawdopodobieństwa wystąpienia objawów depresyjnych. Kolejnym aspektem powodującym obniżenie nastroju kobiet po porodzie jest nowa sytuacja materialna. Ogólnie przyjąć można, iż przyjście dziecka na świat, jak i czas ciąży to źródło wydatków. Zmniejszenie dochodów, stres o starte pracy bądź niechęć powrotu do pracy powoduje o młodej mamy rozterki emocjonalne.

Jednym z głównych stresów występujących u kobiet po porodzie jest problem z karmieniem dziecka w sposób naturalny. Karmienie piersią według mass medii i ogólnej społecznej opinii jest  najlepszym sposobem dostarczania pokarmu nowo narodzonemu dziecku. Są matki, które chciałaby karmić piersią, odczuwają wewnętrzną potrzebę ale maja problemy z laktacją. Kiedy nie są w stanie karmić dziecka np. poprzez brak pokarmu mają poczucie „przegranej matki”. Obwiniają się za daną sytuację, uważają się za gorsze matki w porównaniu z kobietami karmiącymi naturalnie. O wy stan wynika między innymi z silnej presji społeczeństwa, gdzie powszechny jest nacisk na naturalne
karmienie.

W czasie połogu kobieta może również odczuwać problem z akceptacją swojego ciała w czasie ciąży jak i po porodzie. Według informacji zawartych w artykule, który ukazał się na stronach Gazety Wyborczej znaczna część kobiet jest sfrustrowanych swoim wyglądem po porodzie. Zachodząc w ciąży znaczna grupa kobiet nie bierze pod uwagę dostosowania się ciała do zmian fizjologicznych w czasie ciąży jak i po porodzie. Z wypowiedzi matek zamieszczonych w artykule można wywnioskować znaczne niezadowolenie ze swojego ciała, a wręcz obrzydzenie wobec siebie. Czują się one nieatrakcyjne jako kobiety, wiąże się to bezpośrednio z pogorszeniem relacji z partnerem. Jedna z autorek listu o pseudonimie „Anna” napisała „ Najtrudniej było mi ukryć się przed mężem; czułam wstyd, że tak wyglądam”. Kolejna kobieta napisała „Beata D.”, iż bardzo istotne jest posiadanie wsparcia zwłaszcza w partnerze, który zaakceptuje nowe ciało i zmotywuje kobietę do tego samego. Według pozostałych kobiet, które nie otrzymały wsparcia psychicznego było o wiele ciężej pogodzić się z utartą figury.

Prawdopodobieństwo wystąpienia depresji jest wyższe, gdy występują powikłania okołoporodowe, kobiecie brakuje wsparcia otoczenia. Zazwyczaj problemy piętrzą się, gdy rodzice są młodociani, a ciąża nie była planowana lub, co gorsza, matka będzie samotnie wychowywać dziecko. 

 

A co jeszcze może wystąpić oprócz depresji po porodzie:

U niektórych młodych matek występuje smutek poporodowy. Kolokwialnie nazwany „baby blues”. Jest on niezwykle powszechny – dotyczy 50-80% kobiet po porodzie. Ma on podłożę fizjologicznych reakcji kobiety na poród i ma krótkotrwały charakter samoistnie ustępujący. Rozwija się w ciągu kilku dni po porodzie. Jego najwyższy poziom przypada na 4-5 dni dzień po porodzie Jego ustąpienie przypada od 2 tygodniu do miesiąca czasu po porodzie. Do najczęstszych objawów należy; drażliwość, nadmierna wrażliwość na bodźce, uczucie wyczerpania, trudności z koncentracją uwagi, częste bóle głowy, zaburzenia snu, spadek apetytu, niekiedy uczucie wrogości wobec męża. Zaburzenie to nie wymaga leczenia.

Kolejną jednostką chorobą, która dotyka 0,1% kobiet jest psychoza poporodowa. Rozwija się ona w okresie od kilku dni do kilku miesięcy po porodzie. Nieleczona psychoza trwa około pół roku, zaś jeśli zostaną zastosowane odpowiednie leczenie jej czas skraca się do 3 miesięcy. Do czynników wywołujących tą jednostkę chorobową można zaliczyć wcześniejsze poronienia.

U kilkunastu procent kobiet występuję hipomania poporodowa. Charakteryzuję się ona wzmożonym stanem euforii w związku z narodzinami dziecka .Do jej objawów należy: wyraziste wzmożenie nastroju, trudności w koncentracji.  Może występować przy początkach depresji poporodowej, ale też może stanowić krótkotrwały i samo ustępujący epizod w życiu kobiety.

Czasami przyczyn należy szukać w zaburzeniach hormonalnych (tarczyca) jak i niedobór witamin oraz istnieje również związek kobiet mających duże napięcia miesiączkowe, a ryzykiem depresji.
       
Jest bardzo interesujący film niemieckiej produkcji
"Obcy we mnie". Pokazuje on jak wygląda cierpienie kobiety w depresji po porodzie, zachęcam do oglądnięcia. :)

  

Jeśli jesteś w ciąży lub jesteś świeżą mamusią, która ma z czymś problem, czegoś się obawia lub po prostu chciał by porozmawiać lub wypełnić test na ryzyko depresji zapraszam na darmowe psychologiczne konsultacje on-line na adres szczesliwemacierzynstwopg@gmail.com

 Serdecznie zapraszam, na każdy email odpowiem!

 
Paulina-mama Józia i Zuzi
          



 
           
        


 
 

 

 

środa, 29 października 2014

MACIERZYŃSTWO, A DEPRESJA

Ostatnie moje posty były poświęcone wymiarom macierzyństwa w różnych kulturach. Dziś chciała bym się skupić na problemach kobiet, które mogą dotknąć każdą z mama, bez względu na to miejsce zamieszkania czy wykształcenie.

Czym jest depresja u kobiet oczekujących jak i już w okresie połogu? W Polsce jest mało badań a ten temat, dlatego kiedy miałam wybrać temat pracy magisterskiej postanowiłam bardziej zgłębić się nad tym problemem.

Depresja okołoporodowa- tak, może ona wystąpić już w czasie ciąży,

a nie wyłącznie po porodzie!!


Okres ciąży i czas po porodzie dla kobiety jest okresem ciągłych zmian fizjologicznych jak i również psychicznych. Wszelkie gazety, książki, czasopisma dla młodych mam są przepełnione macierzyństwa, rzadko zaś są poruszane tematy problemów dotyczących porodu i opieki nad dzieckiem. Oczekiwanie na pierwsze dziecko, jego narodziny i początkowy okres opieki nad nim to dla kobiety czas, z jednej strony - pełen radości i szczęścia, a z drugiej - niepozbawiony obaw i niepokoju. Czas ciąży zazwyczaj jest utożsamiany z okresem wiecznej radości i koncentracją na wyczekiwaniu momentu pierwszych odczuwanych ruchów dziecka i jego przyjściu na świat. Jednak badania dowodzą, iż 25 % kobiet cierpi na depresję w ciąży.


Pierwszy trymestr

Kobieta po minięciu euforii na wiadomość, iż jest w ciąży zaczyna obawiać się o zdrowie dziecka oraz odczuwać strach przed poronieniem. Oprócz psychicznych rozterek, dochodzą w pierwszym trymestrze ciąży dolegliwości fizjologiczne. Należą do nich zmęczenie, zmiany nastroju, nudności, wymioty, ogólne zaburzenie układu pokarmowego, częste oddawanie moczu. Wśród nas są kobiety, które nie planowały ciąży , u nich  reakcja na pozytywy wynik testowy jest zupełnie inna. Mają głowę pełno myśli jak pogodzą swoje dotychczasowe życie z nieplanowaną ciążą

Drugi trymestr



Kolejne miesiące w drugim trymestrze ciąży sprzyjają harmonii. Zmniejsza się znacznie zagrożenie poronienia. Ustępują też w większości dolegliwości układu pokarmowego. Kobieta w tym okresie zaczyna odczuwać ruchy płodu, co jeszcze bardziej potęguje w niej świadomość bycia w ciąży. Zaczyna kupować ubranka i inne rzeczy potrzebę, bądź nie:)

Trzeci trymestr


W ostatni trymestrze ciąży występuje wzmożenie lęku. Jednym ze stresów jest obawa przed bólem porodowym. Te obawy skłaniają część kobiet do „walki” o poród za pomocą cięcia cesarskiego, pomimo braku medycznych wskazań. W tym okresie kobieta również cierpi na zmęczenie, zaburzenia snu, bóle kręgosłupa, jak i trudności w oddychaniu. Są oczywiście kobiety, które miały szczęście i całą ciąże czuły się wspaniale. Ja swoją pierwszą ciąże wspominam w sposób cudowny, czas porodu jako traumatyczny, zaś czas po porodzie jako wyzwanie. Kiedy byłam w drugiej ciąży, już jej czas był ciężki- nawarstwiała się opieka nad Zuzą plus okropne boleści pleców i nóg- w końcowej fazie ciąży chodziłam na czworaka, żeby mniej bolało. Mając wspomnienia z poprzedniego porodu do szpitala udałam się w ostatniej chwili, żeby nie być skazanym na niczyją łaskę.
Czas po porodzie
Czas połogu jest okresem kolejnych zmian w życiu kobiety. Duży wpływ na ten czas ma przebieg porodu. Kobieta, która z przyczyn od niej niezależnych nie mogła rodzić, a pragnęła tego, siłami natury może odczuwać to jako porażkę. W tym okresie wytarza się silna więź emocjonalna pomiędzy matką, a noworodkiem. Jest to dla kobiety źródło pozytywnych i niezapominanych emocji. Są jednak kobiety, które muszą borykać się z chorobą dziecka po porodzie lub z kompilacjami poporodowymi i niestety często brak jest w szpitalach pomocy dla takich kobiet.

Powrót do domu


Powrót do domu ze szpitala to czas, kiedy kobieta musi stworzyć nowy rytm dnia, nie ma zazwyczaj czasu dla siebie. Kobieta zostaje „rzucona” w nowe obowiązki nie ma czasu, aby odpocząć. Brak snu jest jednym z głównych powodów wpływającym na pojawienie się negatywnego nastroju i ogólnego obniżenie samopoczucia, drażliwość. Kobieta, która do tej pory pełniła role wyłącznie żony teraz musi sprostać roli matki. Jeśli zaś rodzi kolejne dziecko czekają ją problem rywalizującego rodzeństwa. Świeża mama zazwyczaj nie ma czasu spokojnie się wykapać jak i spędzić czas w toalecie. Musi nauczyć się nowego rytmu, brak czasu dla siebie, czasami rodzi to w mamuśkach złość, „a bym wyszła do kina”:).Przy pomocy najbliższych ten czas akceptacji do nowych warunków może minąć całkiem przyjemnie. Gorzej wygląda sytuacja u mam, które muszą liczyć tylko na siebie z różnych powodów, a to partner pracuje ( ktoś musi), a to dziadkowie zajęci (bądź niechętni) albo brak rodziny w miejscu, w którym się mieszka.

A jak wy wspominacie swoje doświadczenia?? W następnym poście przybliżę w sposób dokładny przyczyny depresji u kobiet w okresie ciąży jak i w okresie po porodzie oraz jej objawy.



Jeśli jesteś w ciąży lub jesteś świeżą mamusią, która ma z czymś problem, czegoś się obawia lub po prostu chciał by porozmawiać zapraszam na darmowe psychologiczne konsultacje on-line na adres szczesliwemacierzynstwopg@gmail.com Serdecznie zapraszam, na każdy email odpowiem!


Paulina- mama Zuzi i Józia