czwartek, 14 stycznia 2016

JEDYNAK SKAZANY NA SAMOTNOŚĆ I BYCIE EGOISTĄ?

Czy bycie jedynakiem pretenduje nasze dziecko do bycia samotnym w życiu dorosłym, po naszej śmierci zwłaszcza ,jak i bycie egoistyczną jednostką społeczną? Często słyszę w trakcie rozmów z rodzicami posiadających jednego bąbla o takich właśnie obawach....Czy wy również macie podobne myśli na słowo "jedynak"?  A myśleliście, gdzie szukać źródła takich myśli o jedynakach, czy spotykane dzieci owe są bardziej "nieznośne", niż te co mają rodzeństwo? Prekursorem owych "rozpuszczonych jedynaków" był zwolennik selekcji rasowej jak i sterylizacji-  Granville Stanley Hall. Według badań przeprowadzonych 120 lat temu przez owego badacza, jedynacy są to ludzie o roszczeniowi, samotni i niedostosowani społecznie. Jednak trzeba zaznaczyć, iż badanie zostało przeprowadzone na "jedynakach" z rodzin zamożnych- ówczesnej arystokracji, rozwarstwienie społeczne jakie wtedy istniały znacznie różni się od różnic występujących w dalszych latach.

Na pewno nie powinniśmy opierać swojego myślenia na owych badaniach, niestety w psychologii zdarza się, iż niektóre badania o wątpliwie rzetelnej metodologii są źródłem stereotypowego myślenia.

Taka ciekawostka dotyczą badań...czy lubicie szpinak? Pamiętacie jak w przedszkolach namawiano nas, jedz szpinak- zawiera mnóstwo żelaza...i do tej pory trwa żelazowy szpinak, jednak warto zaznaczyć fakt, iż w 1890 roki przez błąd asystentki, która spisywała wyniki nad właściwościami szpinaku, zamiast 3 miligramów zostało wpisane przez nią 30 miligramów żelaza na 100 gramów szpinaku, również wtedy nie było możliwe sprawdzenie wchłanialności żelaza, a z  tych 3 miligramów wchłania się aż..............1 %!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 


Jeśli odrzucimy to co nam podpowiadają mądrości ludowe to zauważmy, iż to nie bycie jedynakiem, ale sposób wychowania ma diametralny wpław, jak i indywidualne cechy na bycia takim i owym.
Ja znam mnóstwo jedynaków i są cudownymi ludźmi, jak i znam również tych co posiadają rodzeństwo i są skrajnymi egoistami. Często będąc w piaskownicy, jak bąble były małe, obserwowałam, iż to rodzice/babcie/opiekunki sterują zachowanie dzieci w piaskownicy, jak same chowają zabawki pod swoje nogi przed innymi, albo jak usilnie stoją nad innymi dziećmi, aby te ustąpiły ich dziecku huśtawki, albo na przykład sytuacje, kiedy mój Józek bawił się swoją ukochanym autkiem inne dziecko chciało je mieć i była wielkie oburzenie, aby iż mój Józek się nie dzieli natychmiast z innymi, dzielenie się - nie oznacza zabierania jednemu, aby dziecku drugiemu było miło, dzielenie się to zgoda dwustronna, na przykład zabawa na zmianę jedną zabawką, albo wymiana zabawek, To tak jak nam by ktoś kazał w momencie oglądania filmu dać swój komputer, chociaż czekałyśmy cały ranek, żeby się tym "pobawić" zapewne to nie było by się dzielenie z innym, tylko odebranie nam przyjemności.
Takie agresywne postawy opiekunów dzieci wpływają na ich kształtowaniem, a nie, że są jedynakami. Dla mnie naturalne jest, iż jedynak ma potrzebę koncentracji na sobie, tak jest zawsze w domu więc jest to dla niego normalne, ale owe zachowanie występują również u dzieci wychowanych w rodzinach  2 plus 2 i więcej. Wczoraj pisałam o moich problemach z Zuzą-przecież jej zachowanie wynika również z egoizmu, chcenia posiadania rodziców tylko i tylko dla siebie i walczy o to. Każdy z nas jest egoistą, nie bądźmy Święci, tylko jesteśmy ucywilizowani i wiemy, iż nie wypada, a dzieci są egoistami nieucywilizowanymi i to od naszego wychowania i  ich indywidualnych cech zależy jak ukształtują owy egoizm. A czy widzieliście, aby dzieci te posiadające rodzeństwo były niezwykle zadowolone, iż muszą się dzielić ze swoim bratem czy młodszą siostrą wszystkim? Nie!!!

Reasumując według mnie Jedynacy nie są większymi egoistami niż dzieci mające rodzeństwo.

Samotność....można być przecież samotnym wśród ludzi....albo "Z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciach".... znacie ludzi, którzy po mimo rodzin czują samotni?
Ja znam takich, rodzeństwo nie oznacza przyjaźni na wieki, istnieje mnóstwo rodzeństw, które dzielą różne sprawy, które nie czują wspólnoty, bądź takie układy, gdzie brat/siostra są ciężarem, nie rozumieją się w większości spraw. Istnieją również ci co nie wyobrażają sobie życia bez swoich braci i sióstr, ale w życiu dorosłym poznajemy mnóstwo ludzi, naszych przyszłych partnerów, przyjaciół i to z  nimi spędzamy najwięcej czasu, zwłaszcza w świcie globalizacji. ile osób co roku spędza czas z przyjaciółmi, a nie z rodzeństwem. Według mnie przyjaciele ,ale ci prawdziwi, a nie atrapy przyjaciół są z nami z naszego wyboru, w nim czujemy oparcie, to samo w małżeństwie, mąż/żona są (powinni być :D) przyjaciółmi, to mąż i żona powinni tworzyć jedność przyjaźni w rodzinie, żona i mąż to jedno, to samo przyjaciele tworzą nie zwykle trwałe związki. Nie posiadanie rodzeństwa nie jest według mnie przesłanką do bycia samotnym, nasze wychowanie, jak i cechy charakteru, o których nie można zapominać, wpływają na to czy jesteśmy samotni, niektórzy przecież cenią samotność, nie którzy uwielbiają spędzać czas wśród ludzi. Ogół warunków ma wpływ na to jak żyjemy, jak wychowujemy dzieci, a nie czy jesteśmy sami jedynakami, czy posiadamy dziecko jedno czy więcej.
Porzućmy myślenie stereotypowe, wolność umysłu, patrzenia holistycznie na świat sprzyja szczęściu naszej rodziny.

A wiecie ja czasami jak się patrzę na rodziny posiadające jedno dziecko, nie iż zazdroszczę, ale jakoś widzę korzyści z posiadania jednego bąbla, jak ja to mówię "Jednego dziecko jest kompaktowe", zawsze jesteś w stanie się nim zająć satysfakcjonującą jego potrzeby bycia w centrum, jesteś w stanie w 100% skupić sie na jego zdolnościach, zainteresowaniach. Życie w rodzinie z większą ilością dzieci trochę obniża poziom satysfakcji rodzica dotyczącego spełnienia swoich powinności wobec każdego z dziecka osobno, jest to oczywiście do realizacji, ale trzeba się po gimnastykować. Ja wczoraj miałam sytuacje, Zuzinka kończyła lekcje o 15: 10, ściana wspinaczkowa na 16 30, zaś Józwik miał zajęcia na 17 z Krav Magai wtedy swoją pomoc zaoferował Tato dziewczynki- :) Zuzi przyjaciółki-jedynaczki, iż on je dwie weźmie, a ja spokojnie zajmę się Józwikiem, muszę go dziś zapytać czy jest jedynakiem skoro potrafi pomyśleć o innych??


Paulina-mama Zuzi i Józka

:







środa, 13 stycznia 2016

RODZEŃSTWO....UROKI I TE GORSZE STRONY

Witam ponownie, moja przerwa w pisaniu była spowodowana moją pracą, teraz mam lżejszy okres więc wracam do pisania. W głowie mnóstwo myśli, aż huczy :). Dzisiejszy pomysł na temat dotyczący posiadania jedynego dziecka bądź większej ilości bąbli wykiełkował w trakcie rozmów z rodzicami jednego dziecka, jak i  z rozmów z rodzicami posiadających jedno z dzieci niepełnosprawnych oraz z obserwacji własnych dzieci, które coraz bardziej stają się swoiste i ich charaktery zaczynają mieć coraz bardziej wyraziste oblicze.
Rozmyślania nad różnymi typami rodzin rozpocznę od swojej.
Obserwując własne dzieci i uczestnicząc w ich tarciach charakterów jestem niezwykle zafascynowana ich rozwojem osobistym, ale i czasem mam ich po prostu dość- młode silne charaktery, które dziś dają mi i mężowi w kość, ale za kilka lat widzę w mojej Zuzce przewodniczkę innych, zaś w Józku człowieka postępu. To jest takie cudowne widzieć młode umysły, które już teraz walczą o swoje i wierzą w "swoje" . Wierzą w swoje pomysły, mają marzenia, a jednocześnie są w stanie pomóc mi we wszystkim. Ostatnio cała nasza rodzina ogląda zaciekle "Niekończąca się opowieść",, ach te ziarenko fantazji- ile one nam daje radości!!!!

Oczywiście oprócz tej strony fantazji w naszym domu co raz częściej zdarzają się kłótnie między Zuzą i Józkiem, w które czasami ja się oczywiście angażuję, jak już nie mogę słuchać naszej Zuzki, która z przewagą słowną Józka miażdży, na co on czasami nie wiem jak już zareagować i pragnie uciszyć siostrę jak rycerz, biorąc swój ulubiony miecz i chcąc wymierzyć sprawiedliwość.
Od małego starałam się uczyć dzieci wyrażania uczuć, mówienia o problemach i super to się sprawdzało, ale coś ostatnio widzę duże problem u Zuzki zazdrości-potrzeby bycia tylko ze mną i wściekłość na Józka za to, że jest. Staramy się z mężem dzielić swój czas, żebym z Zuzką jak najwięcej spędzała czasu, rozmawiała jak najwięcej, ale jej stosunek do Józwika jest czasami przerażający:), ale damy radę, oto kilka zasad, które nam pomagają:

1.Co dzień siłowania dla mnie- muszę być odstresowana, aby przyjąć na "klatę" zazdrość Zuzki

2. Budzenie jej z uśmiechem na twarzy, wspólna droga do szkoły ze śpiewaniem wspólnych piosenek, rozmowy o szkole

3.Co dzień rozmowy o jej problemach, nie oceniając jej, zachęcając do wyrażania uczuć

4.Snucie planów na przyszłość, jak ona wyobraża sobie siebie, co sprawia jej przyjemność, czego nie lubi

5. Podkreślanie jej wspaniałych dobrych stron

6.Pomoc w każdym problemie

7.Realizacja jej potrzeb, pragnień - na topie zakupiona maszyna do szycia, na razie mamy problem z obsługą :) i chodzenie na ścianę wspinaczkową wraz z jej koleżankami z przedszkola, za którym tęskni, te spotkania z "starymi" przyjaciółkami są dla niej niezwykłym relaksem oraz wspólna nauka gry na pianinie.

8.Tłumaczenie i okazywanie swoich uczuć wobec niej jak i wobec Józka, rozmowy o miłości, czytanie różnych książek ukazujących, iż nie tylko my mamy takie problemy w życiu. Polecam książkę "Moje szczęśliwe życie" , polecam!!!


9. Świecić przykładem, nie musi być taka jak Ja, ale niech wie, iż ja  kocham nad życie, ale i też mam złe momenty i otwarcie jej mówię, dlaczego jestem zła, dlaczego się unoszę, podkreślając, iż ja i nikt  jest idealny i każdy ma prawo do szczęścia jak i smutku, złości.

Jak czasami już mam dość zachowania Zuzki i mam ochotę coś jej powiedzieć, po prostu jej dogryźć, przypominam sobie jakie było jej życzenie na święta pod choinkę , "Aby na świecie nie było wojen, aby wszystkie dzieci były zdrowe i miały jedzenie i rodziców", to wiem, iż to jest tylko gorsza chwila w jej dniu, a w środku jest wielkie serce, które będzie pomagało w życiu innym, tylko trzeba pomóc, aby to serce nie zniknęło, okazać jej zrozumienie. Nie oceniać, ale rozumieć.

To tyle jeśli chodzi o Zuzie, zaś Ziutek jest mniej skomplikowany jak narazie :), ale z nim też co dzień rozmawiam, też spędzam z nim czas,kiedy Zuza odrabia lekcje, czytamy Książki o Dinozaurach lub oglądamy katalogi Lego, bądź budujemy klocki Lego, walczymy mieczami.

Oczywiście staram się również spędzać wspólnie czas do tego służą głównie zabawy w gry planszowe, bądź totalne wygłupy- skakanie , uciekanie, zabawy w chowanego jak i czytanie książek, wspólne chodzenia do kina- ostatnio zrobiliśmy maraton, najpierw na film "Bella i Sebastian 2", potem na "Gwiezdne wojny", każdy z nich zadowolone.

Oprócz tych wszystkich środków, aby każde z nas było szczęśliwe chcę podkreślić fakt, iż kłótnie miedzy rodzeństwem nie są wyłącznie negatywne, lepiej, aby dziecko się złościło i wyrażało swoje emocje, niż było zobojętniałe. Dzieci, które potrafią się kłócić czują się w domu bezpiecznie, wyrażają siebie. Kiedy my się kłócimy jest to normalne? A dzieci nie nie mogą? One też przecież też są ludźmi! Tak jak Korczak powiedział -"Nie ma dzieci, są ludzie"!

Na dziś kończę, lecę naładować energie na dalszy dzień :D,  następnym post o Jedynakach- czy faktycznie są większymi egoistami? i czy są skazani na samotność w życiu dorosłych?









.

środa, 4 listopada 2015

CZEMU NIEKTÓRZY TRAKTUJĄ DZIECI JAK BEZMYŚLNE ISTOTY?

Dziś w trakcie jazdy komunikacją miejską obserwowałam dwa babcie jadące ze swoimi wnukami w wózkach- dzieci koło roku czasu. Przez 3 przystanki jechała babcia nr 1. i rozmawiałam z wnukiem w sposbó normalny, bez zdrobnień ( ja nie wiem, o co chodzi z tymi zdrobnieniami, czemu to ludzie dorośli robią, chociaż dzieci kilkudniowe czy kilkutygodniowe itd. nie wiedzą, że to zdrobnienia!!!). Dzieciak ją słuchał uważnie, pytał się normalnie , a ona mu normalnie tłumaczyła. Super, uwielbiam takich ludzi , którzy rozmawiają z dziećmi jak z dorosłymi. Na 4 przystanku wtargnęła babcia nr 2 i pech dla babci nr 1 usiadła tuż za nią. I się zaczęło, "ojoj jaki ty jesteś śliczny, oojoj jakie ty masz niebieskie oczka, ojoj"- babcia numer 1 przewracała oczami, nie zrewanżowała się, aby prawić komplementy wnukowi babci numer 2. Przecież dziecko wyczuwa tą sztuczność, czy trzeba cały czas gadać do dzieci, one czasami nie maja ochoty tego słuchać, zwłaszcza od obcych osób.
"NIE MA DZIECI, SĄ LUDZIE" -J.KORCZAK
Kiedy babcia numer 1 tłumaczyła wnukowi o otwieraniu się drzwi i zamykaniu, babcia numer 2 pakowała w swojego wnuka słoik zupy, chociaż mały grubiutki, ale zupę trzeba mu wepchnąć. Ja rozumiem jak dziecko słabo przybiera na wadzę czy jest chore, a takie pakowanie bez potrzeby głodu jak dla mnie powoduje rozdrażnienie dziecka...przecież dzieci odczuwają również dyskomfort przejedzenia, a nie tylko głodu. Odczuwają potrzebę ciszy, nie tylko jak śpią, ale również jak patrzą nam prosto w oczy i tylko chcą być z nami. Czemu część ludzi traktuje dzieci jak debili. Czy jak mówię do dziecka rocznego "Ojojoj ale ty masz piękne oczy", czy dziecku to sprawia przyjemność, czy one nie mając jeszcze względu w to jak wygląda obchodzi czy ma ładne oczy?? To jest tylko takie gadanie byle by gadać. To samo dotyczy kłótni między rodzicami, rodzice się kłócą, dzieci przecież słyszą i odczuwają emocję, a rodzice mówią "Nie kochanie, wszystko w porządku", ale przecież dziecko wie, iż nie jest w porządku, a tu słyszy kłamstwo od mamy/taty i jest zamotane. Ja nie mówię, aby wciągać dzieci w problemy, ale wytłumaczyć generalnie co się dzieje w domu. Najgorsze wyganianie jest do pokoju, bez dbania o to, iż dzieci się po po prostu przejmują naszymi problemami, one zostają nie po to, aby nam przeszkadzać tylko pomóc chcą nam tak jak i my im pomagamy. To samo czasami rodzice mówią o dziecku w jego obecności jak by słyszało, a potem "Nie, nie, to nie o Tobie"....matko święta .
Wo gołe zwrócimy uwagę, czy dzieci w rozmowie z innymi dziećmi stosują zdrobnienia i zachwycająca się "Jakie ty masz ładne oczka??" Ja nigdy nie widziałam, aby moje dzieci czy dzieci moich znajomych rozmawiały w ten debilny sposób? Dziecko to nie debil, który łyknie wszystko co mu się powie. Teraz sobie wyobraziłam scenkę, jak siedzą z koleżanką z pracy i jej mówię zdrobnieniami "Sylweczko kochana, ojoj jakie ty masz śliczne nóżeczki, ojojoj ale masz piękniusie ząbeczki"- Od razu by mnie wzięła za debila. Czemu uczymy dzieci błędnej mowy??
Korczak pisał, iż nie ma dzieci, są ludzie!! Dużo bym dała, aby poznać Korczaka czy Montessori -  oj oczami wyobraźni widzę jak by im słuchała w jakiejś małej kawiarni przy świecach- niestety nie ma tych wspaniałych pedagogów wśród nas, ale my możemy kontynuować ich pracę, wychowując naszych dzieci na nie-debili :D.

https://www.youtube.com/watch?v=ohaFySwuYqc

Paulina- mama Józia i Zuzi

środa, 7 października 2015

DAJ DZIECKO SAMODZIELNOŚĆ!!!

Już wiele razy podkreślałam jak wielką wartość dla mnie jako rodzica ma samodzielność dziecka.
Teraz bywając i w przedszkolu i w szkole mam większe pole co "podglądania" ograniczenia samodzielności dzieci przez rodziców. Te nasze małe fajtłapy europejskie- nie wszystkie oczywiście dzieci są nimi- ale powodują we mnie chęć ucieczki do miejsca, gdzie rodzice mają wrodzone, aby nie ograniczać swojego dziecka rozwoju cech do przetrwania w życiu. Jak zwykle widzę w wyobraźni dzieci azjatyckie, ale tak jak pisałam posta ostatniego mam również kontakt z dziećmi d Domu Dziecka od jakiegoś czasu i na ich przykładzie widzę radykalną różnice w tak zwanym "ogarnięciu się". Tak wiem, te czy inne dzieci są różne, kultura inna, inne więcej przeszły, ale chciał bym oddzielić stan emocjonalny od zachowań typowo odpowiadające są np.ubranie się, zjedzenie, orientacje ogólną w ciągu dnia itp. Znam i takich co wycierają pupę dziecku 5 letniemu!!!! Tragedia. Dziecko nie ma prawa decydować czy jest głodne, czy jest mu gorąco, czy jest zmęczone, czy może siku!!! Wczoraj siedzę na boisku szkolny-gorąco-20 stopni-dzieci biegają i nagle wchodzi mama po dziewczynkę i od razu " Jak ja ci kazałam się ubrać??!!". Mała cała spocona, ubrana w getry i bluzkę z długim rękawem- matka na silę wcisnęła na nią kurtkę puchową. . Teraz bądź cicho słuchaj, ale jak będziesz miał naście lat pretensje "A co ty taki dupowaty, no decyduj". Albo jak widzę matki z córkami w sklepie "Jaką chcesz bluzkę"...dziecko przez 10 min się zastawia i nagle znajduje swoją wybraną rzecz (przecież zostało o to poproszone przed 10 minutami), a  mamcia "A popatrz, a może taka?" :)... Mi nie chodzi o to, aby obciążać dzieci odpowiedzialnością za wszystko, bo oczywiście wiele rzeczy jeszcze nie wiedzą, ale pozwólmy im zadecydować tak do końca, a nie róbmy iluzji samodzielności. Dziecko ma prawko, aby być mu gorąco-częściej rusza się więcej niż my, ma mniejszy krwiobieg, jest mu cieplej..ma mniejszy żołądek nie umrze z głodu...nie musi odczuwać tego samego co my i mieć ciągle zadowolenie z tego co my mamy. Czasami zaprowadzając dzieci na jakieś zajęcia dodatkowe- ruchowe głównie, mamy poczucie, iż dla nich to zabawa, ale to nie jest zabawa to jest ich obowiązek, który może sprawiać radość. I dość często słyszę jak dziecko prosi opiekunów "Chodźmy na plac zabaw", a rodzic na to "No przecież pobawiłeś się" :D. Zupełnie inna perspektywa patrzenia na owe zajęcia.
Wracając do dzieciaczków, moich ukochanych podopiecznych,  ile oni mają samodzielności, 6 letnie dzieci zrobią wszystko. Tak wiem życie im nie dało dużo radości, ale na pochwałę zasługuję samodzielności dzieci- to co nasze domowe dzieci robią przez 30 min , moich podopieczni potrafią zrobić to w 5 minut, Ubranie się, wykąpanie, śniadanie raz chciach- wszystko płynnie idzie. Abstrahując od ich problemów emocjonalnych, widzę na ich przykładzie wielką przepaść między własnie nimi, a dziećmi o niby dobrym stanie emocjonalnym z jednoczesnym brakiem samodzielności. Widzę patrząc na nich, iż jednak mogą dzieci być taki samodzielne, o jakich pragniemy , aby były ,kiedy rano jest mało czasu, a nasze się guzdrają. :D.
Kiedyś na zajęciach na studiach, niestety nie pamiętam nazwiska psychologa, który to stwierdził na własnym przykładzie, iż dziecko od 3 roku życia jest w stanie samo przeżyć. W czasie II wojny światowej ile dzieci tak naprawdę było zdanych same na siebie i jakoś dały radę. Pamiętam jak Józio się urodził Zuza od samego początku mając 22 miesiące potrafiła go nakarmić, zmienić pieluchę i trwało to do dzisiaj, nic nie była przymuszona, ale nie była zniechęcana i wiem, iż potrafiła by go ogarnąć jak by była potrzeba. Jaką chęć do samodzielności zduszamy w dzieciach nie pozwalając im na nic. Najpierw wychowujemy jak w bańce mydlanej, a potem wrzucamy je w dżungle życie i dziwimy się, że sobie nie radzą, co rodzi się frustracja w rodzicach.... :(. Niech się "sparzą", niech zaznają uczucia porażki, przykrych  słów, brudnej pupy :), zamydlenia oczu, brudnego ubrania jak robią kanapki do szkoły, niech upadną, nabiją guza, poleci krew- my im dajmy "dobrą wolność", tylko co najważniejsze ROZMAWIAJMY Z NIMI- nie oceniajmy ich, tylko ich zachowanie, nie czepiajmy się, tłumaczmy i będzie super!


Paulina-mama Zuzi i Józia

piątek, 18 września 2015

POLSKI CYRK

                                                                           Z powodu braku czasu i lenistwa nie pisałam bloga,                                                                                         ale wczoraj   oglądałam wiadomości i to co
zobaczyłam , spowodowało chęć wylania z siebie myśli. Oczywiście chodzi o problem uchodźców, tych złych ludzi, tych terrorystów, tych brudnych Muzułmanów!!! Cóż za podejście chrześcijańskie drodzy Polacy. Ja wiem, iż jest też potężna grupa ludzi, którzy jak by mogli wzięli by pod swój dach potrzebujących, ale są niestety i tacy którzy by i z widłami stali przy granicy swojego miasta, wsi- rasizm w każdej postaci przelewa się przez krew Polaków, ale jak my Polacy jedziemy w różne strony świata i "zabieramy" pracę innym rodowitym , cóż za prostactwo umysłowe wkradło się w naród mój ojczysty. Hitem dnia wczoraj w wiadomościach było, iż chyba w dolnośląskim wjechał autokar z turystami z Malty, a co Polacy na to ?? Haa- Policja!!! Nielegalni w kraju!!! Trzeba z nimi do więzienia!!! Jeden z moich znajomych, który zwiedził cały świat i jest człowiekiem bardzo mądrym powiedział, iż Europa gnuśnieje , może nie cała ale jakaś jej część -również Polska jest w tej części gnijącej niestety. Ciekawa jestem czy ten kto prawi mądrości o kulturze Muzułmańskiej, czy zna jakiegoś Muzułmanina, czy cokolwiek poczytał oprócz forum na internecie w co wierzy Muzułmanin, jakie wyznaje wartości? NIE, NIE, NIE! Oczywiście przyjdzie 2 tyś, a może 10 tyś ludzi odr razu wybudują Meczety i będą nas zabijać! Tak, my Polacy niczym "naród wybrany", żyjący czasami drugiej wojny, nie znoszący w ciągu dalszym Niemców, my będziemy oceniać innych ludzi. Kto dał ci prawo oceniać innego? Kim jesteś, aby oceniać innych ludzi? Nikim, nicość przenika przez głowy i serca innych. Wyrzucony syryjski chłopczyk na brzeg morza to manipulacja medialna, nie to śmierć dziecka- a może to jak byś nie  miał/miała takiego szczęścia mieszkać w kraju nieogarniętym m wojną to mogło by być  twoje dziecko? Chwila refleksji, jak ty byś się zachował uciekając z kraju szukając czegoś lepszego dla siebie i dla innych. Jak słyszę argumenty, że to są zdrowi i silni mężczyźni-logiczne - kobiety i dzieci są słabsze jak mają uciekać no jak? My marudzimy, że musimy zawieść dzieci z przedszkola/ szkoły na zajęcia i już ogarnia nas niemoc i jęczenia,a co oni mają zrobić bez pieniędzy, szans na lepsze jutro, bez jedzenia i dachu nad głowę? To są ludzie, tacy sami jak ty, dzieci które pragną tego samego co twoje dziecka, ja nie rozgraniczam tego człowiek jest człowiekiem, przecież od jednego Boga jesteśmy !!! Gdybyśmy byli tacy odważni jak oni !!! My jesteśmy tacy cudowni- a ile kobiet jest bitych i dręczonych przez swoich partnerów , ile matek bije swoje dzieci, ile jest spraw w sądach o znęcanie się, dlaczego jest coraz więcej spotów reklamowych o przemocy fizycznej jak i psychicznej?? Dlaczego, uważamy,iż inni są gorsi od nas? Normalnie nurt narodowców będzie mieć za kilka dni tylu zwolenników obrony Polski przed "falą terrorystów". Od jakiegoś czasu mam kontakt z dziećmi z Domu Dziecka -  słyszę, że oni maja poczucie, iż w oczach innych są tymi gorszymi- to jest właśnie taki rasizm nawet dla swoich. Ile pośród nas jest zagubionych samotnych dzieci, nastolatków, których rodzice ( tacy chrześcijańscy) nie potrafili ze swojej winy otoczyć ich miłościach- krew się we mnie buzuje pisząc
o tym, gdyż znam problemy tych dzieciaków, tym młodych ale jak już doświadczonych ludzi, którzy od dziecka walczą o swoje i już mając naście lat mają już dość, są zmęczeni i buntują się przed światem, który dla niuch jest tak krzywdzący. Z każdym dniem niestety nie wiem jaką perspektywą mam patrzyć na życie, aby nie widzieć krzywdy innych, zwłaszcza dzieci. Czy istnieje jakieś miejsce na Ziemi, gdzie dzieci nie są krzywdzone?  Gdzie ludzie są tolerancyjni dla innych, gdzie można czuć się naprawdę bezpiecznym Chyba nie ma takiego miejsca, ale my możemy tworzyć sami w domu jak i w swoim otoczeniu taki właśnie świat dobroci i tolerancji i nietolerancji na rasizm krzywdę innych. Pomagajmy innym, a pomożemy sobie jak i swoim dzieciom.

środa, 5 sierpnia 2015

WYPAD DO BUENOS AIRES :)

Taki mały żart w tytule postu. No niestety nie byliśmy  w Buenos Aires...ale w Kudowie Zdrój w pensjonacie o nazwie Buenos Aires...w sumie orginalna nazwa, a nie Kudowa Spa, czy Uzdrowisko Kudowa...pensjonat bardzo przyjemny, w drugiej linii "od centrum", graniczący z mała uliczką od strony frontu i z lasem od tyłu. Przemiła obsługa, w większości ludzie straci w obsłudze- bardzo ciepła atmosfera. Za pokój 3 osoby ze śniadaniem (normalne- chleb, wędlina, jajecznica, kiełbasa itp.)- 170 zł. Cena taka sobie, ale po przejrzeniu paru ofert to oferta ekonomiczna, niektóre hotele liczą sobie za naszą 3 -prawie 400 zł za dobę...Aj polska turystyka  w porównaniu do Azji- drożyzna ze hoho... Czemu Kudowa...Chciałam w trakcie przerwy w przedszkolu  i mojego wymuszonego urlopu na ten czas jechać nad polskie morze, gdyż nasze dzieci były prawie wszędzie, ale nigdy nad polskim morzem, więc chciałam im pokazać Bałtyk, jednak tłumy ludzi i ceny zniechęciły mnie. Wybrałam model tańszy i bliższy...a powietrze też czystsze.


Przyjechaliśmy w zeszła niedziele i wróciliśmy w czwartek. Podróż autobusem PKS za naszą 3 - 46 zł. Józek jechał na całkowitej zniżce, Zuza ulgowy, a ja normalny - całość 46 zł. Podróż niecałe 2,5 h. Mało ludzi w busie, bąble przespały cała drogę.

Pierwszy dzień szybkie obczajenie, gdzie można zjeść, posiedzieć na spokojnie itp. Pierwsze, co zaliczyliśmy to plac zabaw. Park zdrojowy jest czysty, ku mojej uciesze-brak psich kup!!!!!!!!!, w końcu w Polsce duży czysty park-cudownie. Plac zabaw zadbany, zamknięty (przy moim Józku, który ciągle znika komfort poczytania książki na ławce). Z placu zabaw przeszliśmy się wzdłuż drogi głównej, no nic ciekawego, ale musiałam znaleźć "Biedronkę"- jest przy hotelu "Willa Zuzanna czy Zuzia". Kiedy dzieciaki umierały z głodu, a ja chciałam usiąść i się napić "czegoś", wymusiły na mnie pizzę....nie napiszę nazwy pizzerii, ale takie ohydztwo to ja dawno nie jadałam, pizza standartowa-szyna, pieczary, ser.....spód ciasta przypalony, pieczarki to niepokrojone w plasterki tylko w kwadraty, wypadały z pizzy w trakcie podnoszenia, gdyż niepokrojone....ale już nie chciałam robić awantury, zamówiłam sobie piwko z sokiem malinowym i jakoś przełknęliśmy to "coś", oczywiście więcej nie poszliśmy. O 21 byliśmy na terenie ośrodka- zakupiłam im w biedronce, takie pierdółki, naciągnięte przez gumę lecą w górę i świecą- takie coś lata w rynku we Wrocławiu (oczywiście cena kilkakrotnie wyższa), poopuszczaliśmy pierdółki, ryjki się cieszyły, przez pół godziny, a ja napawałam się ciszą i zielenią.

Kolejnego dnia o 8 30 śniadanie, trochę porysowali w pokoju i wyruszyliśmy do Parku Zdrojowego, nie wchodziłam do pijalni0 tłum ludzi, od razu poszliśmy na plac zabaw, zaś potem dotarliśmy do Parku Linowego- 10 zł od dziecka za przejście odcinka dość krótkiego, bąble przeszły dwa razy każdy, oczywiście chciały więcej, ale ja nie zamierzałam więcej płacić, więc Zuza zaproponowała, że da 60 zł ze swojego kieszonkowego i wrócimy następnego dnia.

Ta propozycja bardzo mi się spodobała wolę, aby wydawała na takie formy zabawy, niż na bzdurne zabawki albo słodycze…Potem połaziliśmy po lesie- cały dzień na dworze, trochę popadała deszcz-wtedy siedzieliśmy na pod drzewem, obserwowaliśmy żywicę na drzewie, czytaliśmy książki. Bąble są dość sprawne, więc każdy drzewo, krzak, pień traktują jak plac do ćwiczeń. Nie nudziliśmy się. Wieczorem zjedliśmy w barze mlecznym „Ania” pyszny obiad- zupa pomidorowa- 4 zł, kotlet drobiowy, ziemniaki plus zestaw surówki- 17 zł plus kompot-ceny nie pamiętam. I znów wylądowaliśmy na placu zabaw, gdzie byliśmy do 21 30- zostaliśmy sami, więc razem z nimi pobiegałam po placu zabaw- oni tak uwielbiają bawić się w berka…ale jakoś głupio się czuję, kiedy inni dorośli patrzą, a tyle radochy dla bąbli. Potem znaleźliśmy jeżyka i obserwowaliśmy go przez 30 minut. Wróciliśmy- szybka kąpiel i bajka „Zuzia spotyka nieznajomego”, bąble padły, a ja zaczęłam czytać książkę, którą zakupiłam w sklepie papierniczym za 10, 50 zł – tania, a gruba - chińskie autora o pseudonimie Moyan tytuł książki MOYAN żaby- miło się czyta, polecam

Kolejny dzień- 8: 30 pobudka, śniadanie- dziś parówki(wczoraj jajecznica), i w drogę do Muzeum Zabawek- 5 min spacerkiem. Koszt biletu 2 ulgowe ( 8zł) + 1 normalny 11 zł= 27 zł. Dzieci z początku chaotycznie przeszły, ale przeszliśmy z 20 razy całe Muzeum i wtedy się zainteresowały. Ja miałam dziwne uczucie, niestety kiedyś oglądnięte horrory wpłynęły na moją psychikę, lalki z dawnych lat działają na mnie dziwnie- ich oczy- takie ciemne plus te porcelanowe twarze- aj..

W Muzeum spędziliśmy z 1,5 h, ; potem niestety wata cukrowa- kupują ją dwa razy w roku- nie znoszę ohydztwo- ale przy wyjściu z Muzeum Pani w kasie powiedziała, że na bilety jest zniżka na watę cukrową i już mordką moich kochanym zaświeciły się oczy o „dobru zakazanym”, jaka radość z waty : D:D …Następnie poszliśmy pochodzić po górach i dzień nam minął jak nic. Cały dzień w ciszy, zielenie i czystym powietrzu-Ziutek czuł się fenomenalnie.

Kolejny dzień – wycieczka autobusem do Muzeum Papiernictwa- już nie pamiętam, jaki koszt biletów, wejście do Muzeum płaciłam tylko ja chyba z 10 zł, zaś warsztaty dla dzieci robienia własnych kartek – chyba 15 zł od głowy, ale kurczę nie pamiętam. Muzeum same w sobie- nic ciekawego, ale warsztaty bardzo im się podobały. Bardzo miły pan prowadził z dużą dozą cierpliwości i fajnym niegłupkowatym podejściem do dzieci. Z Muzeum dzieciaki wyszły głodne, więc hop włączone on-line i wyszukiwanie Baru Mlecznego, który okazał się być 5 minut spacerkiem. I tu ceny o połowę mniejsze, niż te w Kudowie Zdrój- zupa 2 zł, zestawy obiadowe 10 zł góra, potem pochodziliśmy po centrum i jak zwykle trafiliśmy na plac zabaw. Dzieciaki pobawiły się z 2 godziny, poznały nowych znajomych- dla mnie jest to bardzo ważne, aby byli kontaktowi i chętni do poznawania innych ludzi w każdym miejscu- otwartość pomaga w życiu. A ja wierzę, iż nie na siłę, ale przez różne miejsca przebywania dzieci uczą się bycia chętnym do poznawania obcych. Potem w drodze do autobusu zakupy w Biedronce – powrót do Buenos Aires. Rzuciliśmy zakupy i hops do Parku w poszukiwaniu jeży.





Ostatni dzień- Zuzka wyciągnęła kasę 60 zł- od razu poćwiczyliśmy liczenie na monetach i poszliśmy do Parku Linowego, potem zaś do kaplicy Czaszek- nic fajnego, ale dzieci ładnie wysłuchały historii opowiadanej przez przewodnika- 3minuty pooglądały czaszki, pogadaliśmy o tym gdzie jest mózg w tej czaszce. Następnie dotarliśmy do Muzeum – Szlak Ginących Zawodów- pokaz kowala i lepienia z gliny- szczerze mówiąc strasznie denne- na szczęście były mini zoo  najlepsza atrakcja dla dzieci. Pośmialiśmy się z sowy, która wyglądała jak ta Sowa Ewa z bajki „Pingwiny z Madagaskaru”. Po wydurnialiśmy się i wyszliśmy z tego czegoś…. Przeszliśmy inną drogą- z 3-4 km- bąble już padały…ale było fajnie taka wędrówka. Widzę, iż są gotowi na chodzenie po górach, więc hak tylko będę mieć kilka dni wolnego i będzie jeszcze ciepło wybierzemy się na wycieczkę.

Bardzo lubię spędzać z bąblami czas- daje mi to taką radość…Te dyskusje z nimi, kłótnie z Zuzą, Ziutka opowieści o złodziejach i potworach….Kocham to…. Już się łapię na tym, iż chciałabym, aby byli jak najdłużej tacy malutcy i kochani… to jest taki magiczny czas bycia z nimi- bycia z małymi istotami, które tak cię kochają i potrzebują twojego przytulenia, akceptacji, zakazu i wskazaniu dobra i zła, twojej kołysanki i przytulenia w ciągu nocy, tej dłoni, którą tulą do policzka jak zasypiają… oczywiście nie myślcie, iż cały czas jest sielanka, bo też krzyknę na nich, też mnie złoszczą, ale to chyba musi zachodzić zjawisko homeostazy psychicznej 

Mamuśki złościcie się, ale bądźcie szczęśliwe!!!!

Paulina- mama Józka i Zuzi

wtorek, 30 czerwca 2015

WROCŁAW NA WAKACJE- CO ROBIĆ, A CZEGO UNIKAĆ? :D

Uff,...jaka ulga bez tej jednej ósemki, jutro szwy będą zdjęte... ekstaza mnie ogarnia na myśl jaki będę mieć tydzień bez bólu głowy jak usunę wszystkie zęby mądrości......Dziś, kiedy wracałam z pracy do domu pomyślałam co zaproponuję dzieciaczkom moim  w czasie przerwy w przedszkolu... zrobiłam burzę myśli i stwierdziłam, iż napiszę mini poradnik dla ludzi zwiedzających Wrocław  w czasie wakacji z dziećmi "CO ZWIEDZIĆ WARTO I CZEGO UNIKAĆ"

Wrocław cieszy się nowym ZOO z Afrykanarium ale nie zwiedzaj go w weekend, bądź święta- tłum ludzi do kas plus tłum do Afrykanarium- 2-3 h stania plus w czasie upałów, kiedy pełno ludzi w Afrykanerami jest duszno i po prostu nie przyjemnie, nie ma jak się zrelaksować..Najlepiej iść w poniedziałek-happy day- bilet rodzinny kosztuje 80 zł, normalnie kosztuje 120 zł. I nie kuście się jechać autem....korek i brak miejsca i drogi parking. Najlepiej wsiąść w centrum miasta w tramwaj numer 4 odjeżdża z przystanku Zamkowa i wysiadacie pod ZOO przystanek Hala Stulecia. Warto też zastanowić się nad kupnem biletu online.



Kolejna atrakcja w pobliżu Rynku to Teatr Lalek... Teatr plus plac zabaw w parku- jedyne miejsce we Wrocławiu publiczne, gdzie można bez strachu (o odchody psie) położyć koc i zrobić sobie piknik z dziećmi. W parku jest plac zabaw- piaskownica i różne przeplotnie plus karuzela z konikami- 2 zł za przejażdżkę. W czasie weekendu i po godzinie 12 jest tłok na placu zabaw...I oczywiście pójść też na spektakl Aktualny repertuar znajduje się na stronie

 http://www.teatrlalek.wroclaw.pl/repertuar
Po spektaklu, zamiast na plac zabaw, można się wybrać na basen na ulicy Teatralnej- basen bez zjeżdżalni- w weekendy często mało osób...makarony, deseczki są na miejscu. Ja często chodzę z bąblami w weekendy, godzina kosztuje 10 zł i czasami jestem tylko ja i jedna osoba na czterech torach. Można spokojnie popływać i podszkolić u dzieci pływanie.




Kiedy jest upał..a nie chcecie iść na basen warto się wybrać z dzieckiem (z ręcznikiem i rzeczami na zmianę) na Plac Staszica. Jest tam fontanna, gdzie dzieci mogą biegać i się schładzać, jest higieniczna, gdyż ciągle jest spływ wody i bezpłatna :D Dojazd w okolicach rynku z przystanku na ulicy Kazimierza Wielkiego do przystanki Plac Staszica -tramwajem 24 Osobowice.



Jeśli pogoda nie dopisuję warto się wybrać do Kina Era Nowe Horyzonty, super klimat i często puszczane są bajki i filmy dla dzieci, nieinfantylne, wartościowe. Do kina nie można wnosić jedzenia więc komfort oglądania jest cudowny, nikt nam nie chrupie koło ucha.

www.heliosnh.pl

Jeśli w kinie nic nie będzie można się wybrać spod rynku tramwajem przystanek Zamkowa - numer tramwaju 23- wysiadamy Wrocławski Park Przemysłowy Ii przejść na ulicę Fabryczna 10-13- na ścianę wspinaczkową, mało ludzi do godziny 15, super obsługa www.egier.pl

Kiedy nie mamy ochoty wydawać kasy, można pójść na Wyspę Słodową, ogromy plac zabaw, często odbywają się imprezy, warto sprawdzić aktualności na www.wroclaw.pl   Można sobie posiedzieć, teren rozległy, plac zabaw dla maluszków jak i dla starszych oraz siłowania dla dorosłych obok placów zabaw. Super spędzony czas- dzieci szaleją, a rodzice sobie ćwiczą.






Kiedy już dotrzemy do Wyspy Słodowej warto zakupić na ulicy obok smaczne pieczywa w piekarni na pl.Bema  jak i skoczyć na lody pl.Bema 3






Atrakcją dla dzieci może być przejazd zabytkowy tramwajem http://tmw.com.pl/zabytkowe-tramwaje/rozkład-jazdy-linii-zabytkowej/

Nie polecam Aqua Parku w wakacje, pełno ludzi, bardzo duszno- i drogo.



Jeśli jesteś wegetarianinem to we Wrocławiu znajdziesz mnóstwo knajp z wegetariańskim itp. jedzenie. Polecam Złe Mięso, Vega.

Jeśli jesteś hipsterem powinieneś wybrać się na ulicę Antoniego, są knajpki typowo hipsterskie, zwłaszcza restauracja "Charlotte"- dobra kawa.

                               
Jeśli jesteś smakoszem piwa przejdź się do pub Academus w pięknej małej kamiennicze na ulicy Kiełbaśniczej- mnóstwo rodzaju piwa plus prawdziwy cydr dla smakoszy.





Jeśli lubisz włoskie klimaty powinieneś przejść się na ulicę Więzienną do Galerii Italiana, pyszne pizze i lody.

Jeśli chodzi o noclegi to są tylko nie będę pisać, bo każdy ma inne preferencje co do wygody  i ceny.

Najtańszy sklep w centrum miasta to Carrefour mieszczący się w Galerii Dominikańskiej.





JAK COŚ POTRZEBA PISZ MAILA CHĘTNIE UDZIELĘ WSKAZÓWEK...POZDRAWIAM

Paulina-mama Józka i Zuzi


piątek, 19 czerwca 2015

PRZEMYŚLENIA W BUSIE.... CD

Niestety moje chęci utworzenia nowego wpisu zostały zniweczone bólem ósemki-aaa-i chorobą Ziutka. Mam trudność z ogarnięciem się dziś i czekam na zabieg usunięcia tego cholerstwa w środę...ufff...jaka ulga mnie czeka.
To jest mój sposób na przetrwanie bólu lub złych momentów w życiu, zawsze sobie próbuje wyobrazić jak to będzie za 2-3 tygodnie- w sytuacjach, które rokują przyjście lepszego. To jest mój pierwszy dzień od jakiegoś dłuższego czasu, gdzie pozwoliłam sobie nic nie robić, tylko leżeć i szczerze mówiąc...okropnie się czuję-bezproduktywność mnie przytłacza...nie wiem jak mogą ludzie spędzać cały dzień nic nie robiąc...okropne uczucie, od razu smutek i zniechęcenie do następnego dnia. Jeśli miała bym świadomość, iż kolejny dzień będzie taki jak dzień dzisiejszy to po co wstać z łóżka!!! Teraz przypominają mi się sceny z filmów, jak kobieta ma zawód miłosny-ubrana niechlujnie z pudełkiem lodów czy czekolady-wydaje mi się, iż jest to wpędzanie się w jeszcze większe problemy natury psychicznej- lansowane niestety przez odrealnione filmy i seriale dla nastolatek. Ostatnio wpadła mi okazją pójścia do szpitala w celu odwiedzenia nastolatki i tak stałam w tym sklepiku szpitalnym, aby kupić wodę do picia i stwierdziłam iż wodę to też się robi nastolatką w głowach oprócz youtube i innych portali dalej na półkach z prasą widnieje gazeta wszech czasów "Bravo"! Pamiętanie tą gazetę...mi mama zabraniała jej kupować, ale dobrze pamiętam rubrykę "Mój pierwszy raz"...i dalej sieczkę sprzedają dzieciom. Wtedy jeszcze alternatywną gazetą była "Filipinka"- ambitne pismo dla nastolatek. Jak ciężko jest wychować dzieci próbując odgradzać jej od tej sieczki w telewizji, prasie itd. Dostęp tego wszystkiego czasami prowokuje we mnie myśl, aby uciec gdzieś, gdzie jest tego mało, ale nie ma gdzie...no chyba, że w kosmos!:D

Dziś jeszcze jedna sprawa, która zmusza mnie do wyjścia z domu- moc atrakcji w przedszkolu u dzieci. Nie narzekam na przedszkole, gdyż to jest obowiązek Pań i dyrektorów, ale tyle ile w tym roku było uroczystości angażujących dzieci i rodziców to już przesada. Nasze dzieci mają  tak wypchany kalendarz,że jak mam coś załatwić lub się z kimś umówić to muszę pomyśleć "Co dzieci mają w tym tygodniu", dziś mamy konsultacje....a czego ja się więcej dowiem o swoim Józku-ale z kultury osobistej podejdę, chociaż Panie wiedzą, iż uważam to za stratę czasu mojego i ich. W tym tygodniu konsultację, Pointa Sezonu Baletowego, urodziny koleżanki, zakończenie przedszkola,drugie urodziny.....o matko oszaleć można! I dziś tak siedzę i przypominam sobie dekalog bojowej tygrysicy, iż dzieci nie uczestniczą w przedstawieniach-starta czasu-i dziś się z nią zgodzę. Rozumiem jedno przedstawienie na pół roku, ale nie co chwilę. Niestety żyjemy w czasach, gdzie kalendarz jest wypchany co chwile gloryfikację jakiejś osoby, zawodu itp. Nie chcę wyjść na ignorantkę, ale ja jakoś nie przywiązuję uwagi do tych dni, oczywiście serce mi rośnie jak moje bąble coś robią i wiem, iż się starają ale nie co chwilę.  Jeśli chodzi o balet to to rozumiem, ale zakończenie jest raz w roku i koniec ,a w przedszkolu non stop. I właśnie idę się zebrać do przedszkola na konsultację, gdzie usłyszę, iż Józek zrobił postępy, ale jest zbyt energiczny :D

Następny wpis planuje po usunięciu ósemki.....już nie mogę się doczekać uczucia ulgi!

Życzę miłego weekendu i spokojnego bez bólu zęba i innych przeszkód, aby się cieszyć dniem!

Paulina-Mama Józka i Zuzi


poniedziałek, 27 kwietnia 2015

ZWIĄZEK- NAMIĘTNOŚĆ ZACHODU CZY HARMONIA WSCHODU?

Do dzisiejszego artykułu zainspirował mnie film "Zaginiona dziewczyna". Film już nie jest nowością ale kiedy oglądnęłam  go po raz kolejny, kilka dni temu w zupełnie inny sposób odebrałam główną bohaterkę - Amy. W filmie jest ukazany obraz pary, gdzie mężczyzna staje się dla swojej żony nudny, nieatrakcyjny. Ona postanawia uatrakcyjnić ich życie, aranżując swoje porwanie. Oczywiście w filmie występują wydarzenia skrajnie niemoralne i ze spektrum zaburzeń osobowości. Film polecam do oglądnięcia...gra tam Ben Affleck i cudowna aktorka Rosamund Pike.



Jak rozmyślałam o atrakcyjności związku wokół mnie jak i swojego związku przypomniał mi się również artykuł prof. Łukaszewskiego o namiętności w związkach. W artykule poruszana jest kwestia nie seksu, ale życia na co dzień.. jak się sobą nie zanudzić...Zastanawiałyście się może jak to jestem, iż czasami wraz z czasem, kiedy to nasza miłość jest już dojrzalsza i sprawdzona wieź między wami a partnerem nasz partner zaczyna nas irytować...wspólne spędzanie czasu staję się meczące i irytujące...czasami nasza miłość tak spowszedniała i stała się oczywista, że przestaliśmy dbać o nią i wdała się nuda i brak fascynacji sobą nawzajem...tylko dzieci, zakupy, praca, a gdzie wy?? W artykule poruszana jest kwestia komplementowania, iż miłe słowo od ukochanego/ukochanej już nie jest takie atrakcyjne, a nawet jest irytujące i wkurzające jak ci powie " Ale ładnie wyglądasz", a ty sobie pomyślisz, iż kłamie...zaś jeśli powie to kolega z pracy... ooo o już coś miłego :). Następnie opisane są dwa irytujące pytania zadawane w związku "Kochasz mnie? , "O czym myślisz?". A gdyby nam zadawano takie pytanie co dzień i to kilka razy dziennie...irytujące. Zastanówmy się czy on ma możliwość jakiejś innej odpowiedzi niż tej oczekiwanej. Czy faktycznie ma za co nas kochać, lubić, czy dalej jesteśmy atrakcyjne dla niego. Już nie mówię o wyglądzie, ale też nie przeszkadza być wysportowana, uczesana i schludnie ubrana...a wy co myślicie o swoich partnerach jak widzicie ich w rozciągniętym T-shircie, rozczochranych i nie ogolonych... z pilotem/tabletem/komputerem w dłoni...Czego my tak naprawdę oczekujemy od siebie łącząc się w pary, czy potrafimy być dalej sobą i akceptować dalej partnera? Jak w Polsce widzimy swoje role w związku, a jak pojmują życie w parze na przykład Chińczycy? Jak ogólnie pojmowane są role społeczne, które przecież w sposób znaczący wpływają na nasze związki, rodziny? Czy my Polki nie zatracamy się w miłości i jak tylko coś nam nie wychodzi w związku u stajemy się sfrustrowane, miłość albo nas uskrzydla albo podcina je? Prowadząc blog mam świadomość, iż jest to rodzaj eksybicjonizmu więc ja się przyznam, iż kiedyś tak właśnie odczuwałam miłość w związku..aż do zatracania. Zakochani "mogą góry przenosić", jednak tak mi się wydaje, iż kiedy to zauroczenie się kończy odczuwamy żal, załamanie w życiu, nic nam się nie chce. Poprzez idealizwanie miłości na samym początku - na końcu jest rozczarowanie "on był kiedyś inny":). Taki obraz jest odpowiedni dla nastolatków- burza hormonów, mała wiedza o życiu, ale kiedy kobiety bądź mężczyźni dojrzali dalej tak się zachowują to stanowi to problem. Żyjemy w tempie ekspresowym, często praca pochałania nas, kredyt mieszkaniowy przytłacza i jeszcze jak dołożymy problemy w miłości to partnera to robi się dramat. Jeśli chodzi o kuture chińską... związek to uczucie ale z uśiadomieniem sobie jej zagrożenia, nie ptarzenie przez różowe okulary. Związek dla ludzi Wschodu to głownie harmonia, dobro wspólne, wspólna praca, wspólne konto. Niestety to wiąże się z faktem, iż my Europa jesteśmy wychowywani w nurcie kultury indywidualistycznej, zaś większość część Azji stanowi kultura kolektywistyczna. W indywidulanej myślimy "co dobre dla mnie:", zaś w kolektywistycznej " co dobre dla innych". Dotyczy to również w związkach para myśli o sobie jako o wspólnocie, mąż i żona to jedność więc jeśli będą sprzeczki o bzdury to obydwoje cierpią, nie ma "kto jest na dole , kto na górze", kto ma racje  w kłótni o bzdury. Ciągle oczekujemy od swoich parterów kwiatów , czułych słów zamiast skupić się na budowaniu harmonii. Jeśli będzie harmonia znajdzie się czas na namiętność, ale jeśli mamy nadzieje, że nasze życie z partnerem pomiędzy pracą, kredytem i pieluchami będzie wypełnione namiętnością  jak w "Modzie na sukces" to tylko same ze sobą zwariujemy, a nasze rodziny razem z nami. Jeśli skupimy się na naszym wspólnym interesie- naszym małżeństwie i to co możemy załatwimy same, bez wciągania naszego partnera w każdy drobiazg  z naszego życia to będziemy mieć więcej czasu na wspólne tematy wspólne rozwiązywanie problemów ważnych. Czasami widzę jak małżeństwa idą razem do sklepu ...ona wybiera doniczkę , a on stoi i wyglądają jak zaraz ma wybuchnąć...no niby spędzają czas razem, ale czy ona sama nie może tego zrobić, a on niech pójdzie sobie gdzie chce. Po godzinę się spotkają każdy załatwi swoje i spędza resztę dnia razem bez zbędnych emocji wywołanych kupnem doniczki. Często słyszę ...a pokłóciliśmy się o pierdoły...właśnie po kupno jakiejś doniczki, o kolor ścian itp. Czasami mam wrażenie , ze za bardzo skupiamy się na pierdołach dnia zamiast myśleć o rzeczach ważnych. Jeśli już mamy skupiać się na pierdołach to nie wciągajmy całej rodziny. To samo dotyczy zakupów, chodzenia do kina ...niech w naszych głowach zaświta myśl, ze czasami wciągamy druga osobę do naszych zadań dnia, od tak, a często jest to nie potrzebne....Idziemy z koleżanki i z dziećmi na lody,,, to niech facet zostanie w domu, a nie...musi iść bo musi...żeby przypadkiem nie było , ze ja się zajmuje dziećmi , a o nie. I to działa w druga stronę...nie pchaj się wszędzie jak mąż idzie z dziećmi gdzieś ..ty w tym czasie zrobić cos do jedzenia albo idź na spacer, spotkaj się z kimś lub nic nie rob.... Twórzmy ustabilizowane życie w swojej psychice, nie opierajmy się na emocjach tylko na tworzeniu stabilności miedzy sobą. Jeśli mamy problemy z pieniędzmi, zdrowiem, wychowaniem dzieci- to uratuje nas harmonia rodzinna, da ona nam sile do walki. Jeśli każde z nas będzie w porządku do partnera i do siebie i skupi się na życiu, a nie kupowaniu doniczki, która nie stanowi żadnej wartości w życiu, będzie  nam lepiej, nie będzie powodów do kłótni o bzdury, a znajdzie się czas na spędzanie czasu w sposób wartościowy. Jednak żeby to zrobić, musimy wiedzieć czego oczekujemy od siebie i od partnera, ale zdejmijmy różowe okulary...zakładajmy je od czasu do czasu:)

czwartek, 26 marca 2015

KRÓTKI POST.. :D

Witam wstawiam krótki post, jutro zamieszczę coś dłuższego. Chciałam się po prostu podzielić informacją i namówić was, żebyście się również przyłączyli. Dziś dostałam kartę Dawców Szpiku. Niby nic, ale dla mnie to wielka radość. Od kilku lat chciałam się zarejestrować, ale wcześniej stan zdrowia, potem ciążę jak i podróże po egzotycznych rejonach mnie dyskwalifikowały. Jak wróciłam z Azji odczekałam te 6 miesięcy od powrotu i wysłałam swoje zgłoszenie i dziś dostałam kartę, iż się nadaje! Cieszy mnie myśl, że może za miesiąc, a może za rok, a może za kilkanaście lat będę mogła komuś tak naprawdę pomóc. Zawszę widzę przed oczami te dzieciaczki chore, tych rodziców i rodzeństwo walczące o każdy dzień życia- oni są bohaterami życia ówczesnego, wyszarpują każdy dzień, aby być razem. Z takich ludzi powinniśmy brać postawy życia, nie narzekać, cieszyć się, że możemy wyjść na spacer, pobawić się we własnym domu, planować spokojnie przyszłość, a nie spędzać cały czas w szpitalu. Jak te mamy czy tatusiowie mają ciężko, kiedy jedno z dzieci choruje, jak jedno z nich musi rozstać się z domem, pozostałymi dziećmi... jak to jest ciężko, choroba dziecka, rozstanie z rodziną, warunki szpitalne i wieczny strach o życie. 



Kochanie rejestrujcie się, a może wy kiedyś też będziecie potrzebować takiej pomocy, a może ktoś z waszej rodziny czy bliskich. Im nas więcej tym bezpieczniej dla nas samych. Pozdrawiam i jutro obiecuję umieścić dłuższy wpis.. temat o tym jak nie zanudzić się w związku, jak zwiększyć atrakcyjność w oczach naszych partnerów.

Mały krok do resjtracji wystarczy kliknąć :D www.dkms.pl



Pozdrawiam
Paulina- mama Zuzi i Józia

piątek, 20 marca 2015

CZY MY POLACY JESTEŚMY DZIWNI??

Witam!! Moje braki w pisaniu spowodowane były brakiem komputera, który coś się zaciął i leży w naprawie od ponad tygodnia, zaś mój ukochany mąż sprezentował mi nowy komputer więc ruszam do pisania z poczuciem wielkiej radości i chęci wyrażenia swoich spostrzeżeń z ostatniego okresu.
Źródło www.wp.pl
Dzisiejszy temat o mentalności Polaków jest spowodowany moimi przeżyciami ostatnich tygodni. I zaznaczam od razu ja nie generalizuje na całą Polskę swoich opinii, tylko piszę o tym co widziała j słyszałam. Od ponad miesiąca "wzięłam się za siebie "jak to się mówi i zaczęłam pogłębiać język angielski jak i wyrzeźbić ciało :) i chodzić na siłownie i na basen. I co mi się rzuciło w oczy w szatniach damskich... to takie wieczne skrępowanie własnym ciałem, zakrywanie centymetra własnego ciała przed innymi, latanie do ubikacji, żeby tylko nie pokazać się w majtkach, bądź w staniku...czasami to mnie tak śmieszy jakie systemy ubierania kobiety przyjmują, żeby zakryć się i w jakim tempie to robią... powinny być mistrzostwa świata w tej dziedzinie. Dotyczy to kobiet w każdym wieku...ja nie namawiam, żeby skakać na golasa po przebieralni ale po co takie ukrywanie się, przecież mamy wszystkie to samo, a poza tym tak naprawdę nikogo nie obchodzi jak my wyglądamy, po co komu taka wiedza. Przez te zachowania dziwaczne innych kobiet ja zaczęłam przywiązywać uwagę, iż kiedy idę na siłownie nie zakłam stringów, przecież tak nie wolno :P z tyłkiem do ludzi się wybierać, ale wczoraj założyłam ..a co trzeba rozbujać naród :) i spotkałam się z reakcją zadziwienie, kiedy to stałam w koszulce i majtkach i się odwróciłam tyłem do pań na 3 sekundy... oj wyczułam zgorszenie...ja bezwstydna! Jedna najlepsza sytuacja, śmiać mi się chciało, kiedy na basenie- pełna przebieralnia kobiet-oczywiście wszystkie poukrywane po kątach jak weszła  babeczka po 30 i zdjęła wszystko i na spokojnie się ubierała i krzątała na golasa...oo to wszystkie kobiety ze zdziwieniem na nią jak ona może i wymieniały się wspomnieniami, ale kobieta nie przejmowała się wcisnęła majtki na tyłek i stanęła w majtkach z piersiami na wierzchu suszyć włosy...spojrzenia ją okalały z każdej strony od tych świętoszkowatych. I jednocześnie przypomniałam sobie sytuacje z dnia wcześniejszego kiedy to dziewczynki w wieku szkoły podstawowej się przebierały przy mnie bez krępacji i bez jakiś durnych uśmiechów wobec siebie jak i wobec mnie...skąd w kobietach takie zawstydzenie własnym ciałem, brakiem luzu w tej strefie i negowaniem nagości innych. Po co się tak przejmować ..kobietki wyluzujcie się...może myślicie.o matko "Ale ja gruba", ale ta kobieta co stoi obok was pomyśli o sobie "Ale mam małe piersi" .. dbajmy o siebie, ale nie wstydźmy się własnego ciała po co to nam? Po nic!

Kolejne spostrzeżenie kultura osobista... jak i na siłowni, na basenie bądź w przedszkolu. Nie wiem jak wy, ale ja mam zakorzenione "dzień dobry" itp. zwroty ale czasami ja mówię wchodząc do przebieralni, a tu cisza- no jak by mi w pysk ktoś strzelił..czuje się głupio, chociaż nic nie zrobiłam dziwnego.. ale najlepsze są sytuacje, kiedy przechodzę przez miasto i idzie rodzic z przedszkola, którego mijam co dzień od 3 lat i on udaje, że mnie nie widzi...ludzie co to ma znaczyć??  Można kogoś nie lubić, ale jak będzie wyglądała Polska jak ludzie przestaną stosować kulturę osobistą, będą się zakrywać w przebieralniach i negować normalne zachowania innych ludzi?. Jak sobie przypomnę podróże po świcie, to czy to Tajlandia czy Kambodża jak i inne kraje tam każdy "Hello", kobiety z kobietami w przebieralniach gadają, śmieją się, przebierają bez krępacji, chodzą w Tajlandii Transwestyci, każdy jest jaki jest, duchowość na pierwszym miejscu, co za wolność i logika w ich działaniu... życzę sobie i wam więcej wiary w duchowość i mniej egoizmu...


Życzę miłego dnia i do zobaczenia ...lecę na siłownie... w stringach :)
Paulina - mama Józka i Zuzki

wtorek, 3 marca 2015

SAM NA SAM :) BABSKIE 3 TYGODNIE

"Razem nie zawsze sprawiedliwie "- kilka lat temu wyczytałam to w książce o wychowaniu dzieci, napisanej przez rodzinę z trojgiem dzieci. Autorom chodziło o problem dzielenia czasu w sposób sensowy i satysfakcjonujący dla wszystkich. W książce sugerowano, żeby raz w tygodniu jedno z rodziców wyszło sam na sam z jednym z dzieci - poświęciło mu pełną uwagę, bez ciągłego rozdwajania uwagi. Kiedyś jak to przeczytałam miałam negatywne nastawienie- rodzina zawsze razem i wszędzie. Ale czy czasami ma to sens, czy można spędzić czasu dostosowując zainteresowania, temperament dzieci i nasz do konkretnych planów. Jeśli jedno z dzieci zostanie z mamą/tatą w domu, a drugie pójdzie do kina i na spokojny spacer z drugim rodzicem- każde miło spędzi czas, bez szarpaniny po między dziećmi i dyskusją gdzie iść po między rodzicami :) Osobiście uważam, że siedzenie na kupie i ciągłe wychodzenie "wszyscy razem" czasami bardziej irytuje niż jest przyjemnością. Nasza rodzinka spędza bardzo dużo czasu razem ale też i osobno, czasami ja wychodzę z domu i mąż zostaje sam z dziećmi- ja się cieszę, że wybywam- on również, gdyż może robić z dziećmi co chcę bez mojego czujnego spoglądania- jak i odwrotnie. Często jedno z nas wychodzi z jednym z bąbli- nie ma wtedy konfliktów, łatwiej porozmawiać i zagłębić się w rozmowę. Czemu akurat o tym pisze? Od ponad tygodnia jesteśmy same z Zuzą, chłopaki są w Meksyku. Ten czas sam na sam z Zuzką staram się wykorzystać maksymalnie, najchętniej w ogóle nie posyłała bym ja do przedszkola tylko spędzała z nią czas- tak mi zawsze brakuje takiej satysfakcji, że dzieci są wysłuchane, bo zawsze coś- a to trzeba lecieć po jedno i po drugie, a tu z jednym coś trzeba zrobić ale drugie też potrzebuje uwagi. Chwilowo mam czas, aby zająć się córcią w pełni bez pośpieszania ...bo Józio czeka w domu, zaś Ziutek z tatą również przeżywa super chwile. Mój kochany mąż miał plan, aby wziąć dwójkę bąbli- jednak po kilku dniach dyskusji i prostego zapytania dzieci kto chce jechać- wyszło, iż chłopaki jadą na męską wyprawę. Oczywiście wszyscy tęsknimy, ale nie tragizujemy tylko korzystamy z tego co jest. Józek szaleje po Meksyku, biegając po plaży i strzelając na niby na jaszczurki i objadając się mięsem, zaś my z Zuzą spotykamy się z koleżankami, chodzimy na łyżwy, rolki, rower, filharmonia, kino, lody lub bawimy się w domu, gramy w gry planszowe. oglądamy babskie bajki, rysujemy, wycinamy i co mnie cieszy doskonalimy czytanie i grę na pianinie:)oraz miałyśmy spotkanie z dziećmi w ramach "Podróży z myszką Norką", gdzie dzięki Zuze dzieci nauczyły się piosenki "Circle", bo mi słowa się pomieszały- uratowała mi skórę córcia:) Poza tym tęsknota miedzy Józiem, a Zuzą też wyjdzie na dobre- ostatnio cały czas się kłócą i dokuczają,a teraz chcą do siebie.








I jaka będzie radość z zobaczenia się nawzajem 14 marca- ale będzie się działo- już myślę jak będzie cudownie się wyściskać. Moja rada na dziś; Nie siedzicie wszyscy razem na kupie, każdy z nas jest inny, co innego go interesuje , po co się ograniczać...to, że mąż żona wychodzi wieczorem- to dobrze- zdążycie się sobą nacieszyć- a nie zanudzić się sami sobą, jak widzicie, że jedno z was jest domownikiem to lepiej będzie jak zostanie z dzieckiem w domu- może dziecko też ma naturę domownika, kiedy drugie czy trzecie rozpiera energia i lepiej było by wyjść. Aspekt ten dotyczy również wyjść np. do kina - ja często chodzę sama- na film, który mnie interesuje, nie ciągnę męża, bo i po co? To samo z dziećmi, nie każdy film/bajka podoba się Zuzi czy Józiowi wiec po co ciągnąć dwoje?  Dajmy sobie luz w tej kwestii, kochajmy się, ale nie skazujmy się na udawanie, że "razem zawsze wesoło".

Paulina-mama Józia i Zuzi

niedziela, 15 lutego 2015

KIM SĄ I KIM BĘDĄ NASZE DZIECI- GENY CZY WYCHOWANIE. CO JEST WAŻNIEJSZE?

Często obserwuje dzieci jak się bawią, jak się odzywają do siebie, jakie są różne ich reakcję na tą samą sytuację.. to jest takie interesujące jakie są różnice między takimi małymi istotkami. To rozmyślanie coraz częściej kieruje moje myśli na toczący się spór miedzy psychologami " co jest ważniejsze- geny czy środowisko". Często podawanym przykładem jest to, iż rodzeństwo wychowane przez tych samych rodziców jest zupełnie inne. Jednak nie skupiajmy się tylko na wychowaniu przez rodziców, co jest bardzo ważne, jednak im dziecko starsze tym coraz silniejszy wpływ środowiska poza domowego i dla mnie właśnie ten okres jest bardzo ważny, jaka szkoła, jakie koleżanki/koledzy, jakie zajęcia dodatkowe- wszędzie są interesujący rodzice z dziećmi, ale trzeba ich znaleźć. Jedna z badaczek  Judith Rich Harris wyraziła opinie, iż "Dzieci wychowują się same, uczestnicząc w rówieśniczych rozgrywkach, a jedyne, co rodzice mogą uczynić dla rozwoju swoich pociech, to wnieść do ich bagażu genetycznego jak najlepszą pulę genów i dbać, by przeżyły w dobrym zdrowiu." Dzieci według badaczki muszą i się uczę same wzorców zachowań, jak zdobywać status w grupie, zaś wzorce rodzicielskie są zbyteczne. I szczerze mówiąc jedynie co się zgodzę z badaczką, to z kwestią genów dotyczących zdrowia, zaś kwestia życia społecznego zupełnie odbiega od mojego zdania. Ja jestem przekonana, iż dzieci uczą się od nas bardzo dużo- jak się zachować przy innych ludziach i chociaż czasami tego nie wcielają z powodów właśnie różnic indywidualnych. Dla przykładu ostatnio byłam z Józiem w kinie- kino Nowe Horyzonty- bez jedzenia, picia - Józek doskonal poprzez tłumaczenie i nasz przykład wie jakie są normy w kinie i był zbulwersowany, iż ludzie z tyłu siedzący za nami-dorośli-rozmawiali, odwrócił się do nich spontanicznie i powiedział "Nie można". I właśnie, gdyby chodził z takimi ludźmi zapewne normą było by rozmawianie w kinie i brak szacunku dla innych, a nasza konsekwencja i przykład nauczyły bąble nie jedzenia i nie picie jak i oczywiście ciche zachowanie w kinie jak i innych miejscach publicznych. Od ponad 2 lat im uświadamiam, iż są miejsca publiczne-tramwaj, sklepy itp, gdzie nikt nie ma ochoty słuchać krzyków innych ludzi i ich niekulturalnego zachowania i bąble prawie zawsze się do tego stosują, oczywiście czasami też ich ponosi. Drugi przykład z naszej rodziny- Zuza była bardzo nieśmiała i do tej pory ma niezwykle problemy w nowym towarzystwie więc, aby w życiu sobie lepiej radziła powzięła decyzje, iż nic na siłę- nie chcesz występować - nie idź, nie chcesz się bawić z dziećmi- nie idź, ale uświadamianie, iż nie tylko ona się wstydzi, iż tamta dziewczynka /chłopczyk też się czują tak samo- świadomość, iż nie jesteśmy jedynymi z problemem naprawdę dużo daję. Druga metoda mojej walki nieśmiałości z Zuzą  to dawać jej przykład rozmawiać z ludźmi, występować na scenie czy to przedszkola, czy jakiś festynów czy współpraca z Hospicjum Domowym, gdzie brałam udział w malowaniu buziek na festynach- pokazywanie córci postawy otwartej w sposób spontaniczny, iż daje to więcej frajdy niż stanie i obawianie się plus jeszcze jedna kwestia nauczenie dystansu do siebie i śmianie się z siebie. I powoli, powoli widać efekty co mnie bardzo cieszy, bo wszystko uczynię dla dzieci, żeby miały prościej i były bardziej lubiane. Nie muszą mieć wielkiego towarzystwa znajomych i błyszczeć, ale lepiej być lubianym i otwartym więcej człowiek korzysta z życia i znajomości. Podkreślę jeszcze raz nie na siłę, nie krytykuję jej zachowania tylko daje przykład- wiem, iż Zuzce czasami jest ciężko podejść i z kimś się pobawić taka po prostu jest ale nauczyć sobie radzić z lękiem poznania kogoś nowego - z tym jak najbardziej można sobie poradzić, ale ważne -nie wpędzać dziecko w poczucie wstydu, iż inne dzieci się bawią, a ty nie....tego nie można powiedzieć! Widzę często jak są dzieci na pierwszy rzut oka "dobrych rodziców", ale dzieciaki są często osaczone przez nich, stłamszone ich oczekiwaniami bez zrozumienia, albo nadmierną czułością, brakiem swobody działania, znam takich co by chcieli kontrolować fizjologiczne ubikacyjne potrzeby 4 letniego dziecka co jakiś czas upominają, iż czas na kupę o określonej porze dnia i co dzień- doprowadzając już do sytuacji, że prosta czynność siedzenia na kibelku dla dziecka staje się się męką po przez otoczkę rodziców wokół tej czynności. Niestety rodzice potrafią nie zwykle zepsuć również cudowne dzieci- nie biją, są dobrze sytuowani, ale krzywdzą własne dzieci tak jak i patologiczna rodzina z alkoholem- niszczą ich. Dla mnie wychowanie i kierowaniem dziecko ma ogromne znaczenie. Oczywiście jest to ciężkie, ale przecież rodzice mają obowiązek wobec dzieci, żeby ich" wychować na ludzi", szkoda iż czasami wpadają w skrajności- albo są zbyt nadgorliwi w dietach, zajęciach dodatkowych, wymaganiach albo nie nie oczekują- wychowują dzieci w sposób bezstresowy, albo całkowicie nie interesują się własnymi pociechami. Często sobie myślę jakie było by idealne wychowanie- z miłością, ze zrozumieniem, z brakiem krzyków i bicia i wyżywania się, ale z wymaganiami, krytyką durnego zachowania i kierowaniem do odpowiedniego towarzystwa poprzez na przykład  wysłanie dziecka na jedno zajęcie dodatkowe, któremu dziecko w razie nudy będzie mogło się poświecić. Ja chodzę z bąblami tu i tam- Wrocław zapewnia tyle atrakcji dla dzieci za darmo- na nich też można spotkać superowych ludzi z dziećmi- pokazy w bibliotekach, akcje wrocławskie dla dzieci. Na pewno nie dawanie dziecko braku granic- bo się zgubi między nimi! Byciem wsparciem, ale nie wyręczaniem z każdej trudnej czynności. Nie wtrącanie się w konflikty dziecięce- oczywiście jak jest przemoc to tak- dzieci lepiej sobie poradzą, dorośli zaszkodzą. Nie uczenie dziecka, iż jest najcudowniejsze i pępkiem świata. Nie oczekiwanie od innych, aby się zachwycali naszym dzieckiem- wierszykami, jak mówi itp- naprawdę ludzie udają zachwyt, ale w większości zachwycają się tylko swoim dzieckiem, a zachwyt wzbudzi dziecko naprawdę wyjątkowe, przecież my dorośli też nie zachwycimy się jak nasza koleżanka zaśpiewa nam piosenkę, zaś jak kolega zacznie śpiewać i grać na pianinie jak Elton John nasze serca się poruszą. Stojąc za poglądem, iż geny i wychowanie są bardzo ważne staram się przykładać w wychowaniu dzieci tak tylko jak mogę najbardziej i kierować ich uwagę na rzeczy istotne, pokazywać im świat możliwości- i nie mówię tu o dalekosiężnych podróżach- ale o życiu co dziennym , iż można iść na jakieś spotkanie z innymi dziećmi, że są Muzea, opowiadać jak i gdzie lubię pracują, pokazywać przez Internet jak wygląda miasto w Japonii, a jak ludzie żyją w Afryce. My rodzice mamy tyle możliwości w wychowaniu dzieci, tyle nurtów, tyle książek, tyle ekspertów- czasami idzie zwariować, ale jedno trzeźwość umysłu, mądra miłość i brak przemocy i potrzeba dać dziecko to co najlepsze spowoduje, iż za 20 lat będziemy dumni ze swoich dzieci, a nie będziemy mówić "co ja zrobiłam nie tak", wychowanie to walka o to co ważne w życiu, walka od urodzenia do dorosłości dziecka, czasami możemy mieć wrażenie, że nasze starania poszły na marne, ale to tylko chwilowo, to co będziemy powtarzać, w końcu stanie się normą. Tym czasem wracam do dzieci pobawić się, aby nie myślały, iż normą jest przesiadywanie przy komputerze w niedziele. :)

Zachęcam do oglądnięcia cudownego japońskiego filmu "Jak ojciec i syn".Jeden z moich ulubionych filmów - właśnie co ważniejsze jest geny czy wychowanie w obliczu miłości ojcowskiej wystawionej na wielką próbę. Życzę miłej niedzieli:)
Niedługo przenoszę blog na swoją stronę www.szczesliwemacierzynstwo.com oraz zapraszam na spotkanie w ramach fundacji Myszka Norka, gdzie wraz z Zuzą będę opowiadała o pobycie a Filipinach- Józek niestety nie może uczestnicy jedzie z tatą na męską wyprawę.

http://myszkanorka.pl/wydarzenie/podroz-na-filipiny


Paulina- mama Zuzi i Józka

piątek, 30 stycznia 2015

MACIERZYŃSTWO I MINIMALIZM

Dziś kiedy wracałam z siłowni obserwowałam mamę z 2 letnim bąblem jak sobie spacerują. Taki mały skrzat w czapce z pomponem dzielnie maszerował, kiedy to jego mama mu tłumaczyła o samochodach na ulicy. I  tak mocno zatęskniłam za swoimi dziećmi- nawet przebiegła mnie myśl "pobiec do przedszkola i je wyściskać". Jak w ciągu dnia, w ciągu tygodnia zabieganego, umykają nam te strefy czułości. Nie mówię o samej czynności przytulenia dziecka, ale naprawdę PRZYTULENIA- nauczenia się czerpania radości z tego przytulenia, spojrzenia na ten pyszczek, który nas tak czasami denerwuje i rozkoszowanie się tą chwilą. Dziś czytałam wywiad z żoną Seweryna Krajewskiego - wywiad dotyczył jej walki o swoje zdrowie fizyczne oraz o zdrowie psychiczne po stracie syna i tam było napisane- oczywiście wszyscy wiemy o tym :) - być dobrym rodzicem, żeby dziecko Cię lubiło, a nie tylko kochało. Czasami kochamy kogoś, bo tak jest, ale nie lubimy jego charakteru itp. Powinniśmy same siebie lubić, żeby dzieci nie męczyły się w naszym towarzystwie. Kto lubi być w towarzystwie jęczącej i wiecznie nic nie chcącej osoby? Oczywiście dla mnie to nie jest tożsame, aby nie wymagać od dziecka, lecz po prostu być ciekawą i nie upierdliwą osobą dla tej małej istoty, która musi nas słuchać i bacznie nas obserwować i też oceniać. Pomyślmy czy my chciałybyśmy się ze sobą zaprzyjaźnić? Od razu moje myśli skierowały się nad problemem mam, które jęczą "z dziećmi to tak trudno, oj nie mam czasu dla siebie, muszę schudnąć, muszę zrobić porządek w szafie itp." Czemu niektóre mamy po mimo posiadania funduszy, czasu nie potrafią się cieszyć życiem z dzieckiem, a niektóre zapracowane i liczące każdy grosz są  uśmiechnięte. I tak mi się nasunęła myśl, zaznaczam iż jest to tylko moja opinia, nie chcę nikogo urazić. Te mamy po prostu same siebie nie lubią z najróżniejszych powodów. Ostatnio byłam u koleżanki z dwójką dzieci- 4 latką i rocznym sykiem. Kiedy weszłam-  harmider w domu, koleżanka zziajana:), padnięta. Pytam się wiec czy coś jej pomóc ..ona tylko wstała otworzyła szafę i rzekła- "Nie ogarniam własnych rzeczy. Fakt- w szafie mix-fix, powpychane. W spontanicznej reakcji powiedziałam "wyrzuć połowę, będzie mniej sprzątania i wszystko się zmieści". Po mimo oporu na początku zaczęłyśmy przebierać w tych chaosie rzeczy i po 2 godzinach okazało się, iż 3/4 jest niepotrzebnych, a nawet, iż istnieją rzeczy o których już nie pamiętała. Później generalne sprzątanie rozlało się na całe mieszkanie- i koleżance się lepiej zrobiło- mniej sprzątania, wszystko się mieści i łatwiej o znalezienie czasu dla siebie- nie mówię tu nawet o wychodzeniu poza dom ale np. przeczytaniu 2 stron książki i kawa- na to się znajdzie chwila jak będzie uporządkowane życie - nie trzeba pieniędzy, wyjść do kina, żeby mieć chwile dla siebie. Kiedyś ludzie też żyli, mamy wychowywały swoje dzieci, miały takie same troski jak my, ale na pewno nie były zawalone niepotrzebnymi przedmiotami- po prostu albo nie można było tego kupić albo nie było na to stać. Dziecko miało kilka zabawek, klocki drewniane i kilka książek z serii "Poczytaj mi mamo", wieczorynkę raz w ciągu dnia i jakoś się żyło. Do czego zmierzam podając przykład koleżanki- o życie w minimalizmie. Już od dawana razem z mężem stosujemy "im mniej tym lepiej". Teraz większość z nas może sobie kupić co chce- mówię tu o dobrach pospolitych, nie tych, z wyższej półki, ale czy to co kupujemy jest nam naprawdę potrzebne? Czy jak będziemy mieć po 10 sztuk majtek, skarpet, 5 koszulek z krótkim, 5 z długim, 2 pary spodni plus getry plus jakaś sukienka i spódniczka, jedną parę butów na daną porę roku i jakiś 2 swetry/bluzy i kurtkę/płaszcz zimowy, wiosenno/jesiennym zamiast 20 par powyciąganych/ za małych rzeczy z każdej kategorii nie będzie łatwiej wyprasować, wsadzić do szafy i wiedzieć co się ma. I co jeszcze- zazwyczaj mamy ulubione spodnie itp. i tak w nich chodzimy non stop, a reszta rzeczy tkwi w szafie. Dotyczy to także dziecięcych rzeczy, zabawek i rzeczy w kuchni- jakieś garnki, patelni nie mieszczące się w szafce- a nie lepiej 3 garki w różnych wielkościach, przy rodzinie 4 osobowej- 6 talerzy z każdego rodzaju, 6 kubków itp. Po co nam 20 par tego i tamtego - dla gości? Może to wstyd, ale my mamy właśnie po 6 sztuk talerzy, kubków , miseczek sztućców po 10.Jeśli  przyjeżdża ktoś - to mam zawsze przygotowane plastikowe naczynia jak by zaszła konieczność. No tak- z drugiej strony jak się ma zmywarkę to co włoże do tej zmywarki??  I tak sobie myślę, że to kolejny chwyt-posiadanie zmywarki wymusza na nas kupowanie większej ilośc naczyń- i handel kwitnie. To samo z kosmetykami- ile macie kremów, mydeł, maseczek i innych "niezbędnych" rzeczy w łazience? Czasami leżą te rzeczy, kupione w promocji i tylko czekają, aby je użyć lub wyrzucić z powodu utarty termu ważności? A nie lepiej mieć jede puder- ale dobry i na długo starczący, tusz i dobry pędzel z pudrem, jedne cienie, mleczko/tonik do twarzy, jedną butelką szamponu i jedno mydło dla wszystkich- a nie dla męża i dzieci inne- skład mydeł ten sam. Mieć tyle, że w razie konieczności spakowania rzeczy nie biegać i nie szukać gdzie co jest, jak się będzie miało po jednej rzezy z każdego to wiadomo gdzie leży i można się spakować w 2 minuty. Leki w domu jak się ma dziecko często chorujące też zajmują miejsce- a ile z tych leków, co leża gdzieś tam w kuchni czy wsadzone w jakąs szuflade jest już nie używanych lub po terminie?:) Dziecięcy pokój- łatwiej będzie posprzątać jak się zrobi porządek, oddda się zabawki, które leża niechcicane lub już bąble wyrosły, poukłada się ubrania zimowe/letnie i wsadzi w jakiś karton czy pudło ubarania na pozostałe porę roku na szafe, a wystarczą dwie półki, żeby pomieścić ubrania jednego dziecka.Kwestia też dotyczy jedzenia- im mniej ty lepiej- kupować na 2 dni. Sklepy są wszędzie. Jak mama siedzi sama z dzieckiem p. chorym to może zrobić zakupy on-line- Tesco za 6 zł przywiezie do domu pampersy itp. Nie chomikować, nie kupować na zapas- bo się przyda. żyjemy w świecie, gdzie sklepy są o  cały czas czynne i zawsze można będzie to kupić. Po co marnować swój czas, pieniądze jak i zapychać dom rzeczami.  Im mniej rzeczy tym bardziej poukładany dom, jak i nasze życie, a dzięki temu posiadamy więcej czasu dla siebie i naszej rodziny. Jaki sens ma co dzienne polerowanie, układanie, przekładanie, odkurzanie tak naprawdę niepotrzebnych rzeczy. A ile razy zdarzało wam się kupować tą samą rzecz do domu, bo już z tego chaosu zapomnieliśmy, że ją mamy?. Może lepiej by było zamiast kolejnej bluzki czy zabawki pójść do kia/teatru z dzieckiem lub sama, pójść a jakiś kurs- zrobić coś, co nas i naszą rodzinę wzbogaci. Powszechnie jest mówione, że rzeczy materialne są chwilowe, wspomnienia wieczne jak i wiedza, która przyswoimy. To nie zajmuje miejsca, ale jest warte naszych pieniędzy, gdyż zostaje z nami na zawsze. Nie zaśmiecajmy swojego życia, prostota i przejrzystość w każdej sferze da nam spokój i przewidywalność. Kiedy będziemy spokojne, nasze pociechy na pewno to odczują, a co bardzo ważne wezmą z nas przykład i zamiast widzieć sens wiecznego kupowania kolejnej zabawki, zaczną dostrzegać, iż wyjście do kina czy muzeum albo i zbieranie grzybów daje większą radość. Nauczymy nasze dzieci, aby inwestowały w siebie, a nie w kolejne zbędne rzeczy.
Dla mnie taka ikoną minimalizmu jeśli chodzi o ubiór była Coco Chanel-prostota strojów, małą czarna stały się ikoną szyku i elegancji, która obowiązuje do dziś. Nawet jej znać firmowy to są dwie litery C- proste, a ładne.Zachęcam do oglądnięcia filmu "Coco Chanel", gdzie główna rolę gra Audrey Tautou.








Paulina- mama Józia i Zuzi