poniedziałek, 24 listopada 2014

WAŻNE JEST TO GDZIE I KIEDY SIĘ RODZIMY- PROBLEM GŁODU

Ważne jest to gdzie i kiedy się rodzimy. Miejsce i czas determinują w znacznej mierze jak żyjemy, kim zostaniemy.


 

Dobrze by było gdyby świat był sprawiedliwy, albo chociaż miał szanse żeby być, ale jest to jedynie marzenie, świat nie jest i nigdy nie był sprawiedliwy. Na jakie życie mogą liczyć dzieci urodzone w Etiopii?? Jakie mają szanse ich rówieśnicy z Norwegii?? Często nurtuje mnie problem głodu na świecie, marnowanie jedzenia, przejadania się, narzekania dzieci przy jedzeniu, ludzi w hipermarketach pchających zawalone kosze zakupowe- zwłaszcza teraz w okresie świątecznym, te wszystkie programy kulinarne- w Europie tyle się je, tylko się mówi o jedzeniu (co zjeść, jak wysmażyć, ile kalorii, czy jedzenie jest "eko"), czasami mam wrażenie, że życie niektórych ludzi orbituje od tego co będzie na śniadanie do obiadu, a potem może "coś słodkiego" i co na kolacje, bądź bieganie po sklepach ekologicznych i szukanie nowości. Zaznaczam, iż nie krytykuje ludzi, którzy tak robią tylko dziwi mnie skala zainteresowania jedzeniem. 1 mld ludzi na świecie głoduje- oni nie myślą co tylko czy w ogóle mama będzie mogła dać coś swoimi dzieciom w ciągu dnia.  Dobrze my mamy w Polsce, w Europie- nie głodujemy, możemy liczyć na pomoc czy to socjalną, kościół,  zaś 1 mld ludzi nie może liczyć na nikogo. Według UNICEF w  Sudanie Południowym bez pomocy natychmiastowej 50.000 tys. umrze!!! Bardzo mnie poruszają problemy świata, staram się pomagać potrzebującym, szanuję ludzi, którzy naprawdę pomagają tym co naprawdę potrzebują, jednym z moich działań jest uświadamianie własnym dzieciom o problemie, o nie marnowaniu jedzenia, mówienia im wprost, że na świecie są dzieci, które nie mają co zjeść, żeby żyły w świadomości, iż na świecie są ludzie naprawdę potrzebujący, dlatego  Zuzanka po pobycie na Filipinach widziała, że dzieci jedzą głównie ryż i szanują jedzenie, jedzą wszystko, i ten widok jej przypominam jak zaczyna kręcić nosem przy jedzeniu. Oczywiście, w Polsce też możemy spotkać się z niedożywieniem dzieci- ale to jest wina nieudolności rodziców, którzy mają szanse podejść gdzieś po pomoc. Tylko o ile w Polsce dziecko niedożywione to takie, co nie zje ciepłego posiłku to w innym kraju to dziecko, które nic nie zje przez cały dzień.  Rok temu polska fundacja  "Maciuś" opublikowała własne badanie, z którego wynika, iż w Polsce 800 tys. dzieci cierpi na głód. Kiedy wczytamy się krytyczniej w badanie odnajdziemy, iż badanie zostało przeprowadzone  na dzieciach w klasie 1-3, który w Polsce w 2013 roku było 100 tyś, reszta 700 tyś dzieci (0-18 lat) została uogólniona na cała resztę nieletniej populacji, zapewne w celu wywołania "afery głodowej" w Polsce. Oczywiście można się domyślić po co owa fundacja chciała rozgłosu.

Kiedy się tak zastanawiam to myślę czy znam rodzinę, która głoduje. Znam mnóstwo, co maja problem z finansami ( głównie kredyty hipoteczne, bądź wydatki związane ze zdrowiem), ale czy głodują to nie.

 

 

Problem głodu jak każdy z nas wie, iż występuje głównie w Afryce i w Południowo-Wschodnia Azja.

Jakiś czas temu oglądałam dokument o marnowaniu jedzenia i była mowa o Brazylii.Matka opowiadała, iż kiedy nie ma co podać dzieciom wieczorem, wrzuca  kamienie i udaje, że gotuje czekając, aż dzieci zasną. Czy my matki polskie wyobrażamy sobie taka sytuacja, że nawet nie jesteśmy w stanie kupić dziecku bułkę lub ziemniaki??? Również w tym dokumencie była bardzo ciekawa kwestia dotycząca otyłości w Ameryce (co nie jest nowością), ale kwestia iż część dzieci mieszkające w biednych dzielnicach nigdy nie jadło owoców i warzyw, po prostu nie są one sprzedawane w niektórych dzielnicach. W sklepikach są tylko słodkie napoje, cukierki itp. Kolejną ciekawostką jest to w tych najbiedniejszych dzielnicach na każdym rogu jest fast food- mac, pizza, kfc itp.  Zastawiam się czy to wynika, iż ludzie uboższy wydadzą więcej na jedzenie fast food, bo nie stać ich na lepsze jedzenie czy mają mniejszą świadomość.

Kiedy słyszę od kogoś "A co będzie na obiad, głodny jestem bądź umieram z głodu (gdyż widzę w myślach dzieci umierające z głodu- jest to straszna śmierć!!-trwa do 6 tygodni- organizm pozbawiony jedzenia glukozy, zaczyna ją wytwarzać z zasobów tłuszczowych)" irytuje się i mówię, że po co tak mówić, idź do sklep, ugotuj i już, po co tyle mówić o jedzeniu, kiedy jest one wszędzie. Niedługo święta, szał zakupowy i znów mnóstwo jedzenia do wyrzucenia- nigdy tego nie zrozumie, czy nie można kupić normlanie tyle ile się zje? Ale nie tylko od święta tak jest robione, cały czas jest wyrzucone jedzenie, czy nie można kupić kilka plastrów sera czy wędliny, kilka bułek, 4 jabłka itp. żeby nie musieć wyrzucać....  ( i również marnować swoje pieniądze) to nie jest trudne, tylko trzeba się oprzeć "żądzy kupowania" i jak najwcześniej nauczyć tego dzieci.

Problemem jest u nas, że dziecko nie zjadło, lata się za nim, przeżywa co i ile zjadło itp. tylko może w końcu uświadomić sobie, iż nasze dziecko nie zagłodzi się, przyjdzie lub da znać jak zgłodnieje, nic złego mu się stanie. Dajmy sobie spokój z tym jedzeniem....dzieci są hedonistyczne- nie zrobią sobie krzywdy w tej kwestii....

 

Pamiętajmy, kiedy stoimy przy kasie z pełnym koszykiem o tych mamach, które tak jak my kochają własne dzieci, jak muszą znosić płacz swoich dzieci z głodu i udają, że gotują im kolacje, a w garnku są same kamienie- odłóżmy wtedy z koszyka to czego tak naprawdę  nie potrzebujemy......





piątek, 14 listopada 2014

SŁUŻBA ZDROWIA W RÓŻNYCH KRAJACH: POLSKA, SINGAPUR, TAJLANDIA, MALEZJA I IZRAEL

Dzisiejszy post został zainspirowany ostatnimi wydarzeniami dotyczącymi zdrowia naszego Ziutka. Krążenie od jednego lekarza do drugiego i co najgorsze dalej nic nie wiadomo doprowadziło mnie ostatnio do lekkiego rozdrażnienia plus oczywiście każdy inne leki, które kosztują ze hoho i to nie wynika z jakiegoś skąpstwa z mojej strony, ale z krytycznego rozważania  czy Ziutkowi te leki pomagają, czy są realnie potrzebne??


Polska


We wrześniu Ziutek trafił na oddział Alergologii Dziecięcej we Wrocławiu,
bo miał problem z oddychaniem. Oczywiście wcześniej przed tym incydentem byłam u 3 lekarzy- Alergologów we Wrocławiu- zawsze chodzę do kilku jeśli jest to możliwe-każdy z nich dał inne krople do nosa , inny syrop na alergie i kazał przyjść do kontroli - byli to i lekarze na NFZ jak i prywatnie. Ogólnie pod koniec sierpnia, a zaczęłam go diagnozować od kwietnia nic nie wiedziałam, Józeczek dalej kaszlał i więcej był chory, niż zdrowy. Chciał bym tu zaznaczyć, iż jestem dość mocno przeciwna pakowania dzieciom jak i dorosłym zbędnych leków więc dostawał minimum lekarstw. I tak oto cudne zalecania lekarzy spowodowały, iż Ziut 1 września trafił do szpitala. Pediatra rejonowa nie chcą, aby doszło do podduszenia, gdyż ona nie słyszała zmian w płucach jak i oskrzelach, dała skierowanie do szpitala, z zaznaczeniem  "okołopłuce zapalenie" czy coś w tym stylu, nic innego nie mogła znaleźć w nazewnictwie w systemie, aby mieć powód wysłania  do szpitala.  I pojechaliśmy, kolejka to jedno- ale no trudno nie tylko moje dziecko chore, ale co mnie od początku zdziwiło, pani Ordynator w Izbie Przyjęć nawet go nie zbadała przepisała, to co Pediatra napisała na skierowaniu i hop na oddział od razu. Od progu przywitała mnie "anty-uprzejmość" jednej z pielęgniarek, z która toczyłam boję o normalność podczas całego pobytu w szpitalu. Po jakimiś czasie, po ulokowaniu nas w sali, gdzie okazało się, iż muszę posiadać własne łóżko, przyszła  lekarka, zbadała i stwierdzała zapalenie płuc teraz włączam myślenie- co do warunków polskich- czy młoda lekarka mogła się zasugerować opinia Pani Ordynator , a może miała inną opinię, ale przecież nie wolno się sprzeciwiać. Zwariować można, ale zgodziłam się na leczenie Ziutka. Kolejne 2 tygodnie w szpitalu to jak bitwa z personelem. Na pierwszy ogień lekarka prowadząca i moje pytania jakie leki bierze Józek i w jakich dawkach, łaskawie dostałam odpowiedź i to tak szybko zostały wypowiedziane nazwy leków, chyba po to żebym nie zapamiętała. Jak wcześniej prosiłam pielęgniarkę o informację jakie leki będą to spotkałam się ze zdaniem do prowadzącej mnie lekarki "Tu mama chyba się zna na lekach i chce wiedzieć"....oczywiście z ironią, zagotowałam się odpowiedziałam ze po prostu chce wiedzieć ( JEST TO JEDNO Z PRAW PACJENTA). Józeczek został naszpikowany lekami, przez 3 dni prawie nie chciało mu się ruszać, dostawał 3 razy dziennie syrop uspakajający. Znam ten lek, sama mu podaje ale wyłącznie raz dziennie wieczorem więc po 3 dniach powiedziałam, że nie będę mu dawałam tyle syropu i tylko wieczorem . Oczywiście opór jak zwykle od strony personelu, to brałam lek ale nie dawałam. Po co szpikować tak dziecko skoro nie ma potrzeby, po 3 dniach okazało się, że we własnym zakresie muszę mu poddawać osłonę. Przez 2 dni nie mogłam się doczekać, aby dowiedzieć się o wyniki Józka, w końcu jak przyszła lekarka prowadząca do nas, zamknęłam drzwi do sali i zalałam ją falą pytań (wcześniej zapisałam je ), zapisywałam co mi mówi. Byłam upierdliwa, ale inaczej się da, jest się zbywanym. Kolejna historia z "afer" szpitalnych- Józek dostał uczulenia na dłoniach i stopach- była to początkująca grzybica- przyszła do nas lekarka z oddziału, której głównym zadaniem było pukaniem w telefon i zdiagnozowała "wysypkę bostońską", a ja jej mówię, że Józio już miał i to nie wygląda jak bostońska. Oczywiście znów opór i  jesteśmy do dnia następnego odizolowanie od reszty.  Następnego dnia przychodzi inna lekarka i mówi, że przejdzie. Ja jej mówię, że to grzybica i słyszę: "Maść z witaminą A wystarczy, zawsze tak jest", no to dobrze kupiłam witaminą A z nadzieją, że pomoże. Następna "afera" szpitalna- brak miejsca dla dzieci- tylko sale i korytarz- dzieci w różnym wieku od niemowląt do 10 latka więc mamy otwierały swoje sale i wypuszczały wszystkie dzieciaki, a tu były klocki, a tu leciała bajka na komputerze i korytarz - miejsce zaklęte, ale jedyne żeby pograć piłką lub pobiegać i się zaczęło. Kiedy Ziutek już nabrał się zaprzyjaźnił się z chłopcem Wojtusiem i obydwoje z temperamentem biegali i grali w piłką, oczywiście personel kręcił nosami- nie cały ale można by ująć, ż 70 % było niezadowolonych, to już słychać było, "To nie plac zabaw, tu nie można", dobra, więc Mamusie z dziećmi przeniosły się do sal i dzieci skakały po materacu w jednym z pokoi i weszła pielęgniarka "ta najgorsza z najgorszych" i do mnie, że to nie może być, więc jej tłumaczę na spokojnie, iż na korytarzu nie, to gdzie dzieci mają się pobawić???. A ona, że jak mi jest tak dobrze być w sali z kimś innymi, to ona zaraz mnie tu przeniesie i wtedy się we mnie przelało. Usłyszała ode mnie "Czy to jest jakaś kolonia karna? Bo mnie straszy, że ciągle się wszystkich czepia,  ze jest tak niemiła osobą, iż niech sobie w końcu to uświadomi", jej reakcja jeszcze bardziej mnie zirytowała, gdyż nagle po 2 dniach przypomniało jej się, że Józek ma "wysypkę bostońska" więc jej odpowiedziałam,"Proszę iść się zorientować, co dolega dziecku, które jest niby "pod dobrą opieką" pani, a nie mnie tu znów szantażować" Cała "afera" skończyła się na przyjściu Pani Ordynator, której też okazała się nienajlepsza i usłyszała ode mnie kilka słów. Na koniec pielęgniarka "najgorsza z najgorszych" powiedziała mi,  że "stoimy po dwóch stronach barykady" więc jej skwitowałam, że jak dla niej praca w szpitalu to wojna to niech zmieni zawód, a Pani Ordynator, że jak jej się nie podoba moje zachowanie i opinia o tym co się dzieje w szpitalu, to niech napiszę skargę na mnie. I szczerze mówiąc po tej  "aferze" trochę poprawiło, nawet dzieci mogły korzystać z korytarza. Po 2 tygodniach Józek dostał grzybicy paznokci i teraz dalej ją leczymy. Leki zostały mu zmienione po konsultacji z dwójką lekarzy, gdyż te zalecone w szpitalu powodowały non stop grzybicę. Jedynym plusem szpitala było poznanie ciekawych Mam z ich kochanymi bąblami.

A jak wygląda służba zdrowia  w Singapurze, Malezji, Kambodży, Tajlandii czy w Izraelu??

 

Singapur


Pod koniec marca tego roku Józek nas się rozchorował więc pojechaliśmy do szpitala KK Women's and Children's Hospital.  Szpital nowoczesny, jak to w Singapurze. Najpierw wpłacasz około 130 zł a wejściu, kiedy masz już swój numerek idziesz do poczekalni. W poczekalni jest mnóstwo krzeseł , telewizor z bajkami i wyświetlacz z numerami pacjentów. Najpierw wywiad z pielęgniarka, pobranie krwi, następnie wróciliśmy do poczekalni, po chwili wywiad z lekarzem , który zalecił inhalacje i zdjęcie klatki piersiowej.  Najpierw inhalacje, potem "raz dwa" prześwietlenie klatki piersiowej, kiedy czekaliśmy na wynik zdjęcia klatki, kolejna tura inhalacji, następnie konsultacja z lekarzem i koniec. wszystko wiemy- lekarz na spokojnie wszystko tłumaczy, pokazuje zdjęcie klatki, wypisuje receptę. Apteka jest w szpitalu, idziesz z receptą i z numerkiem przypisanym od początku, tam robią leki  pod pacjenta (na poczekaniu) pod wiek i wagę. Kiedy odbieraliśmy leki farmaceutka wszystko tłumaczy ile i kiedy brać, podkreśla ważniejsze informację na etykiecie leku długopisem. Koszt leków:paracetamol ( czysta substancja paracetamol plus substancja smakowa- wystarczy dać mała łyżeczkę dziecku 3 letniemu o wadze 13 kg, aby gorączka spadła, w Polsce muszę dać 12 ml, aby zadziałało), antybiotyk z osłoną, dwa syropy zyrtec i nasz zdziwienie, kiedy płaciliśmy - 2,5 dolara singapurskiego- 8 zł.


W Malezji


Jak ktoś nas zna wie jaki Ziutek to łobuziak, zawsze coś wykombinuje, non stop gdzieś wlezie, rękę wsadzi itp. Akurat w stolicy Malezji, jechaliśmy z nim do szpitala, gdyż skacząc na mnie znienacka na plecy, ja go nie zdążyłam złapać i upadał na bok głowy na twardą powierzchnię. I od razu guz, krew z nosa więc my za taksówkę i do szpitala.  I tu zdziwienie szpital jak hotel, zero kolejki, wypełniasz szybko papiery i czekasz z 30 min na lekarza, między czasie pielęgniarka przyszła obmyć nosek Ziutka, temperatura, ciśnienie. Ogólna obserwacja zalecona, czy nie będzie wstrząs mózgu. Cena wizyty około 80  zł, w tym leki Paracetamol, maści na czoło  i tak jak w Singapurze leki robi się pod pacjenta na poczekaniu.

.

W Tajlandii




Bąble na spacerze w Tracie
Po powrocie z Kambodży Józczek uskarżał się na bol w buźce, zęby raczej nie, gdyż dbamy i przed wyjazdem miał zrobione wszystkie więc podjechaliśmy do szpitala w miejscowości Trat (mało turystów) i okazało się, że afty i znów zapłaciliśmy 40 zł  i kolejne miejsce, gdzie lekarstwa są robione na miejscu.






Izrael

W Izraelu byliśmy w 2010 roku i jak to nasz Ziutek uatrakcyjnił nam wyjazdy i dostał gorączki.:)
Nocowaliśmy wtedy u Sióstr Polskich w Startym Domu w Jerozolimie, które zaoferowały pomoc i sprowadziły polskiego lekarza, który akurat był na Pielgrzymce. Przebadał Ziutka i było w porządku z nim. Rano postanowiliśmy jednak upewnić się czy jest z nim wszystko dalej w porządku, zwłaszcza, że mieliśmy jechać do Jordanii, tak to byśmy zrezygnowali z planów i już :).  Wychodzę z założenia, że  lepiej wiedzieć, niż się domyślać. Podjechaliśmy do szpitala. Szpital super, w środku jeszcze lepiej, z mojej obserwacji wynika, iż duża część szpitala została zbudowana z datków od Żydów, gdyż są tabliczki z podziękowaniami. Czekaliśmy długo, personel okazał się bardzo miły, pobrali mu krew, zbadali, zmierzyli ciśnienie i okazało się, że Ziutek zdrowy. Najgorszym momentem w całym tym wydarzeniu był fakt na wejściu trzeba było zapłacić około 2 tyś zł za wizytę!!! -na szczęście ubezpieczyciel zwrócił wszystko.  Koszt był tak kolosalny, że aż nami wstrząsło. Na pewno była to jedna z droższych wizyt w szpitalu :)

Z całego zestawienia najlepiej leczyć się w Singapurze. Został on określony przez agencję Bloomberg w 2013 jako najbardziej efektywny system opieki. Jednak co trzeba podkreślić, NAJLEPIEJ TO WOGÓLE NIE CHOROWAĆ :)


Paulina- mama Zuzi i Józia

czwartek, 6 listopada 2014

PLACE ZABAW

Dziś trochę na luzie post o placach zabaw w różnych zakątkach świata. Często słyszę o marudzeniu mam na temat placu zabaw: "Piaskownica za mała, a brak drugiej huśtawki ", a cały czas przychodzą na ten jeden plac zabaw :). Ja mam sposób, że co jakiś czas chodzę z Bąblami w inne miejsce, a znajduję je jadąc gdzieś autem i je po prostu przypadkowo zauważam. We Wrocławiu mam kilka ulubionych miejsc:


1. Park koło Teatru Lalek- ale wyłącznie w dni powszednie do 17, bądź późny wieczór w weekend ze względu za zbyt duży tłum.

Wielki plus jest to jedyne miejsce czyste - czyli bez kup psich - gdzie można się położyć na trawie- luksus w mieście:)

Minus brak drzew w lecie czyni ten plac zabaw bezużytecznym



 

2.Plac zabaw w parku na Oporowie- może nie jest jakiś zachwycający, ale możliwość pobiegania i jazdy na rowerze jest atutem parku.




3. Park na Popowicach , jest rozległy i fajny plac zabaw- zwłaszcza w lecie jest kawałek cienia

 
 

4. Wyspa Słodowa - tylko w okresie wiosennym i jesiennym - brak cienia w lecie. Plac zabaw jest rozległy i super podzielony dla młodszych i starszych. Zmorą są kamienie rozsypane wszędzie, które włażą do butów non stop. Minusem są również śmieci wszechobecne, głównie butelki.





W okresie zimowym, kiedy jest nie przyjemnie raz w tygodniu chodzimy z Bąblami na sale zabaw, ale absolutnie w żadnym markecie ( na to mam uczulenie). Nasza ulubiona sala zabaw mieści się w centrum miasta, jest oddzielnym budynkiem. Jedyny minus sąsiaduje ze znanym fastfoodem :) ze zjeżdżalnią na zewnątrz.

 

A jak wyglądają place zabaw w innych krajach?

 

Na pierwszy plan moje ukochane Flipiny. Plac zabawe na wsypie Bantayan






Następnie plac zabaw w Kambodży w stolicy Phnom Penh zadziwiająco duży- zasponsorowany przez firmę ubezpieczeniowa - pierwszy raz widziałam tak wielki plac zabaw.








 

A tu również plac zabaw w Kambodży ale w miejscowości Sikhoouvile- już nie tak okazały jak w stolicy ale zabawa trwa :)

 

 



Plac zabaw w Malezji - wyspa Tioman. Liny pozawieszane na drzewach.



 


Plac zabaw Hong Kongu. Mieliśmy być okazję przez kilka dni przebywania na placu zabaw, który był tuż obok naszego hotelu. Plac zabaw jest położony w środku parku. Jest bardzo zadbany, co jakiś 30 minut przychodzi pani sprzątająca i przemywa plac zabaw środkiem do dezynfekcji- chyba jest to spowodowane strachem przed ptasią grypą.

Plac zabaw jest spory, bardzo przemyślany, gdyż drabiki i różne przejścia są tak skonstruowane, aby rodzic był w stanie chodzić za swoim dzieckiem- dotyczy głownie tych dzieczków co uczą się chodzić.











Plac zabaw Singapurze




Jak to w Singauprze wszystko starannie. Zaobserwowałam, iż pomiędzy blokami jest zawsze plac zabaw dla dzieci i ławki do siedzenia, wszystko jest zadbane, czyste i nie zniszczone.


Paulina- mama Józka i Zuzi



niedziela, 2 listopada 2014

DEPRESJA PRZED I PO PORODZIE PRZYCZYNY I OBJAWY

Dziś chciała bym poruszyć problem co powoduje depresje u kobiet w ciąży jak i po porodzie . Wszystko co piszę o depresji zebrałam podczas własnego badania i szukania informacji w różnych źródłach. Kobiety zapadają na depresję dwa razy częściej niż mężczyźni. Wiek rozrodczy stanowi kolejny aspekt przyczyn depresji. Do czynników zwiększających ryzyko wystąpienia depresji należą również ciąża, poronienie samoistne, aborcja, problem z zajściem w ciąże.


Objawy depresji przed porodem


W czasie ciąży źródłem stresu dla młodej mamy może być obawa jak narodziny dziecka wpłyną na jej życie zawodowe, rodzinne. Kobieta w ciąży odczuwa rozterki spowodowane świadomością, iż następuje dla niej nowy etap życia, który wymaga od niej rezygnacji z niektórych planów życiowych. Odczuwa lęk, iż jej nowe życie będzie ja ograniczało.
Jednym z objawów głównych występujący w depresji okołoporodowej jest obniżony nastrój. Kobieta jest płaczliwa, smutna, rozdrażniona jak i również cierpi braki energii, spowolnienie, szybsze męczenie się. Problemy dotyczą również cyklu spania- może wystąpić trudność w zasypianiu, rano negatywny nastrój, bądź nadmierna senność. Objawy dotykają też sfery łaknienia jest ono albo bardzo małe albo bardzo duże.
Kobiety również odczuwają problemy z koncentracją, pamięcią. Występuje również obniżona samoocena, poczucie winy, bezsensowność.
Charakterystyczne dla zachowań kobiet dotkniętych depresją okołoporodową, jest włączanie tematyki ciąży i dziecka w objawy. Lęki zwykle dotyczą przebiegu ciąży i stanu zdrowia dziecka. Występowanie depresji w ciąży niesie ze sobą dodatkowe niebezpieczeństwo, gdyż kobieta zapomina o wizytach kontrolnych u lekarza. Nie prowadzi zdrowego stylu życia.  
 

Objawy depresji po porodzie  

 
Depresja poporodowa rozpoczyna się zazwyczaj około sześć tygodni po opuszczeniu szpitala, ale może pojawić się także już podczas pobytu na oddziale lub kilka miesięcy, a nawet rok później. Matki są przygnębione, zniechęcone, mają poczucie utraty czasu, poczucie winy i nieudolności, pojawia się negacja seksu.

                                 




 Przyczyny depresji w okresie okołoporodowym

 
Do czynników zwiększających prawdopodobieństwo wystąpienia depresji w czasie ciąży należą; słabe kontakty społeczne, trudna sytuacja ekonomiczno-społeczna  jak i ciążą niezaplanowana. Również brak wsparcia psychicznego oraz zaangażowania się innej osoby w opiekę nad dziecka, aby młoda mama miała czas na odpoczynek wpływa na zwiększenie prawdopodobieństwa wystąpienia objawów depresyjnych. Kolejnym aspektem powodującym obniżenie nastroju kobiet po porodzie jest nowa sytuacja materialna. Ogólnie przyjąć można, iż przyjście dziecka na świat, jak i czas ciąży to źródło wydatków. Zmniejszenie dochodów, stres o starte pracy bądź niechęć powrotu do pracy powoduje o młodej mamy rozterki emocjonalne.

Jednym z głównych stresów występujących u kobiet po porodzie jest problem z karmieniem dziecka w sposób naturalny. Karmienie piersią według mass medii i ogólnej społecznej opinii jest  najlepszym sposobem dostarczania pokarmu nowo narodzonemu dziecku. Są matki, które chciałaby karmić piersią, odczuwają wewnętrzną potrzebę ale maja problemy z laktacją. Kiedy nie są w stanie karmić dziecka np. poprzez brak pokarmu mają poczucie „przegranej matki”. Obwiniają się za daną sytuację, uważają się za gorsze matki w porównaniu z kobietami karmiącymi naturalnie. O wy stan wynika między innymi z silnej presji społeczeństwa, gdzie powszechny jest nacisk na naturalne
karmienie.

W czasie połogu kobieta może również odczuwać problem z akceptacją swojego ciała w czasie ciąży jak i po porodzie. Według informacji zawartych w artykule, który ukazał się na stronach Gazety Wyborczej znaczna część kobiet jest sfrustrowanych swoim wyglądem po porodzie. Zachodząc w ciąży znaczna grupa kobiet nie bierze pod uwagę dostosowania się ciała do zmian fizjologicznych w czasie ciąży jak i po porodzie. Z wypowiedzi matek zamieszczonych w artykule można wywnioskować znaczne niezadowolenie ze swojego ciała, a wręcz obrzydzenie wobec siebie. Czują się one nieatrakcyjne jako kobiety, wiąże się to bezpośrednio z pogorszeniem relacji z partnerem. Jedna z autorek listu o pseudonimie „Anna” napisała „ Najtrudniej było mi ukryć się przed mężem; czułam wstyd, że tak wyglądam”. Kolejna kobieta napisała „Beata D.”, iż bardzo istotne jest posiadanie wsparcia zwłaszcza w partnerze, który zaakceptuje nowe ciało i zmotywuje kobietę do tego samego. Według pozostałych kobiet, które nie otrzymały wsparcia psychicznego było o wiele ciężej pogodzić się z utartą figury.

Prawdopodobieństwo wystąpienia depresji jest wyższe, gdy występują powikłania okołoporodowe, kobiecie brakuje wsparcia otoczenia. Zazwyczaj problemy piętrzą się, gdy rodzice są młodociani, a ciąża nie była planowana lub, co gorsza, matka będzie samotnie wychowywać dziecko. 

 

A co jeszcze może wystąpić oprócz depresji po porodzie:

U niektórych młodych matek występuje smutek poporodowy. Kolokwialnie nazwany „baby blues”. Jest on niezwykle powszechny – dotyczy 50-80% kobiet po porodzie. Ma on podłożę fizjologicznych reakcji kobiety na poród i ma krótkotrwały charakter samoistnie ustępujący. Rozwija się w ciągu kilku dni po porodzie. Jego najwyższy poziom przypada na 4-5 dni dzień po porodzie Jego ustąpienie przypada od 2 tygodniu do miesiąca czasu po porodzie. Do najczęstszych objawów należy; drażliwość, nadmierna wrażliwość na bodźce, uczucie wyczerpania, trudności z koncentracją uwagi, częste bóle głowy, zaburzenia snu, spadek apetytu, niekiedy uczucie wrogości wobec męża. Zaburzenie to nie wymaga leczenia.

Kolejną jednostką chorobą, która dotyka 0,1% kobiet jest psychoza poporodowa. Rozwija się ona w okresie od kilku dni do kilku miesięcy po porodzie. Nieleczona psychoza trwa około pół roku, zaś jeśli zostaną zastosowane odpowiednie leczenie jej czas skraca się do 3 miesięcy. Do czynników wywołujących tą jednostkę chorobową można zaliczyć wcześniejsze poronienia.

U kilkunastu procent kobiet występuję hipomania poporodowa. Charakteryzuję się ona wzmożonym stanem euforii w związku z narodzinami dziecka .Do jej objawów należy: wyraziste wzmożenie nastroju, trudności w koncentracji.  Może występować przy początkach depresji poporodowej, ale też może stanowić krótkotrwały i samo ustępujący epizod w życiu kobiety.

Czasami przyczyn należy szukać w zaburzeniach hormonalnych (tarczyca) jak i niedobór witamin oraz istnieje również związek kobiet mających duże napięcia miesiączkowe, a ryzykiem depresji.
       
Jest bardzo interesujący film niemieckiej produkcji
"Obcy we mnie". Pokazuje on jak wygląda cierpienie kobiety w depresji po porodzie, zachęcam do oglądnięcia. :)

  

Jeśli jesteś w ciąży lub jesteś świeżą mamusią, która ma z czymś problem, czegoś się obawia lub po prostu chciał by porozmawiać lub wypełnić test na ryzyko depresji zapraszam na darmowe psychologiczne konsultacje on-line na adres szczesliwemacierzynstwopg@gmail.com

 Serdecznie zapraszam, na każdy email odpowiem!

 
Paulina-mama Józia i Zuzi
          



 
           
        


 
 

 

 

środa, 29 października 2014

MACIERZYŃSTWO, A DEPRESJA

Ostatnie moje posty były poświęcone wymiarom macierzyństwa w różnych kulturach. Dziś chciała bym się skupić na problemach kobiet, które mogą dotknąć każdą z mama, bez względu na to miejsce zamieszkania czy wykształcenie.

Czym jest depresja u kobiet oczekujących jak i już w okresie połogu? W Polsce jest mało badań a ten temat, dlatego kiedy miałam wybrać temat pracy magisterskiej postanowiłam bardziej zgłębić się nad tym problemem.

Depresja okołoporodowa- tak, może ona wystąpić już w czasie ciąży,

a nie wyłącznie po porodzie!!


Okres ciąży i czas po porodzie dla kobiety jest okresem ciągłych zmian fizjologicznych jak i również psychicznych. Wszelkie gazety, książki, czasopisma dla młodych mam są przepełnione macierzyństwa, rzadko zaś są poruszane tematy problemów dotyczących porodu i opieki nad dzieckiem. Oczekiwanie na pierwsze dziecko, jego narodziny i początkowy okres opieki nad nim to dla kobiety czas, z jednej strony - pełen radości i szczęścia, a z drugiej - niepozbawiony obaw i niepokoju. Czas ciąży zazwyczaj jest utożsamiany z okresem wiecznej radości i koncentracją na wyczekiwaniu momentu pierwszych odczuwanych ruchów dziecka i jego przyjściu na świat. Jednak badania dowodzą, iż 25 % kobiet cierpi na depresję w ciąży.


Pierwszy trymestr

Kobieta po minięciu euforii na wiadomość, iż jest w ciąży zaczyna obawiać się o zdrowie dziecka oraz odczuwać strach przed poronieniem. Oprócz psychicznych rozterek, dochodzą w pierwszym trymestrze ciąży dolegliwości fizjologiczne. Należą do nich zmęczenie, zmiany nastroju, nudności, wymioty, ogólne zaburzenie układu pokarmowego, częste oddawanie moczu. Wśród nas są kobiety, które nie planowały ciąży , u nich  reakcja na pozytywy wynik testowy jest zupełnie inna. Mają głowę pełno myśli jak pogodzą swoje dotychczasowe życie z nieplanowaną ciążą

Drugi trymestr



Kolejne miesiące w drugim trymestrze ciąży sprzyjają harmonii. Zmniejsza się znacznie zagrożenie poronienia. Ustępują też w większości dolegliwości układu pokarmowego. Kobieta w tym okresie zaczyna odczuwać ruchy płodu, co jeszcze bardziej potęguje w niej świadomość bycia w ciąży. Zaczyna kupować ubranka i inne rzeczy potrzebę, bądź nie:)

Trzeci trymestr


W ostatni trymestrze ciąży występuje wzmożenie lęku. Jednym ze stresów jest obawa przed bólem porodowym. Te obawy skłaniają część kobiet do „walki” o poród za pomocą cięcia cesarskiego, pomimo braku medycznych wskazań. W tym okresie kobieta również cierpi na zmęczenie, zaburzenia snu, bóle kręgosłupa, jak i trudności w oddychaniu. Są oczywiście kobiety, które miały szczęście i całą ciąże czuły się wspaniale. Ja swoją pierwszą ciąże wspominam w sposób cudowny, czas porodu jako traumatyczny, zaś czas po porodzie jako wyzwanie. Kiedy byłam w drugiej ciąży, już jej czas był ciężki- nawarstwiała się opieka nad Zuzą plus okropne boleści pleców i nóg- w końcowej fazie ciąży chodziłam na czworaka, żeby mniej bolało. Mając wspomnienia z poprzedniego porodu do szpitala udałam się w ostatniej chwili, żeby nie być skazanym na niczyją łaskę.
Czas po porodzie
Czas połogu jest okresem kolejnych zmian w życiu kobiety. Duży wpływ na ten czas ma przebieg porodu. Kobieta, która z przyczyn od niej niezależnych nie mogła rodzić, a pragnęła tego, siłami natury może odczuwać to jako porażkę. W tym okresie wytarza się silna więź emocjonalna pomiędzy matką, a noworodkiem. Jest to dla kobiety źródło pozytywnych i niezapominanych emocji. Są jednak kobiety, które muszą borykać się z chorobą dziecka po porodzie lub z kompilacjami poporodowymi i niestety często brak jest w szpitalach pomocy dla takich kobiet.

Powrót do domu


Powrót do domu ze szpitala to czas, kiedy kobieta musi stworzyć nowy rytm dnia, nie ma zazwyczaj czasu dla siebie. Kobieta zostaje „rzucona” w nowe obowiązki nie ma czasu, aby odpocząć. Brak snu jest jednym z głównych powodów wpływającym na pojawienie się negatywnego nastroju i ogólnego obniżenie samopoczucia, drażliwość. Kobieta, która do tej pory pełniła role wyłącznie żony teraz musi sprostać roli matki. Jeśli zaś rodzi kolejne dziecko czekają ją problem rywalizującego rodzeństwa. Świeża mama zazwyczaj nie ma czasu spokojnie się wykapać jak i spędzić czas w toalecie. Musi nauczyć się nowego rytmu, brak czasu dla siebie, czasami rodzi to w mamuśkach złość, „a bym wyszła do kina”:).Przy pomocy najbliższych ten czas akceptacji do nowych warunków może minąć całkiem przyjemnie. Gorzej wygląda sytuacja u mam, które muszą liczyć tylko na siebie z różnych powodów, a to partner pracuje ( ktoś musi), a to dziadkowie zajęci (bądź niechętni) albo brak rodziny w miejscu, w którym się mieszka.

A jak wy wspominacie swoje doświadczenia?? W następnym poście przybliżę w sposób dokładny przyczyny depresji u kobiet w okresie ciąży jak i w okresie po porodzie oraz jej objawy.



Jeśli jesteś w ciąży lub jesteś świeżą mamusią, która ma z czymś problem, czegoś się obawia lub po prostu chciał by porozmawiać zapraszam na darmowe psychologiczne konsultacje on-line na adres szczesliwemacierzynstwopg@gmail.com Serdecznie zapraszam, na każdy email odpowiem!


Paulina- mama Zuzi i Józia

wtorek, 28 października 2014

MACIERZYSTWO "TU I TAM"

MACIERZYŚTWO JAK WYGLĄDA "TU I TAM"?

Sądzę, iż większości z nas macierzyństwo kojarzy się ze szczęściem rodzinnym. Mi  kiedy o tym myślałam, zanim zostałam mamą pojawiał się w głowie obraz rozanielonej kobiety pochylonej nad łóżeczkiem dziecka obok mąż wpatrzony oczami pełnymi miłości na nich. Oczywiście moje marzenia zostały zweryfikowane przez życie. Zaznaczam już na wstępie, iż jestem szczęśliwą mama, ale mamą z chwilami słabości, zmagająca się z kryzysami swoimi jak i dzieci. Każda z nas jest inne i trzeba się jakoś nauczyć z tym żyć :)

Mój blog powstaje z potrzeby wyrażenia swoich spostrzeżeń na temat wychowywania dzieci, okresu okołoporodowego, które zdobyłam poprzez własne macierzyństwo oraz podróże po świecie, gdzie podpatrywałam jak wygląda życie w ujęciach innych kultur. Oczywiście w porównaniu należy uwzględnić różnice międzykulturowe.

 

Na pierwszym ogień wezmę oczywiście polskie mamusie:)

Polskie mamy w mojej ocenie są bardzo spięte, orbitujące wokół własnych dzieci i domu. Dość niedawno ukazał się artykuł w Newsweeku o polskich kobietach - http://polska.newsweek.pl/mit-matki-polki-macierzynstwo-w-polsce-newsweek-pl,artykuly,286831,1.html

 
 
Tak się wiele razy zastanawiałam dlaczego tak jest, że teraz kobiety pomimo jak to często jest słyszane od  starszych pokoleń nie radzą sobie, a przecież mają pralki, zmywarki i w sklepach nie muszą stać itp. Z mojej obserwacji może problem taki w ty, iż kiedyś rodziny były pokoleniowo wychowywane, Babcie nie pracowały, pomagały, żyło się obok siebie jak i nie w jednym domu czy mieszkaniu.
Było większe zaufanie społeczne np.. wobec sąsiadów, jak się podrzucało dzieci w nagłych wypadkach, jak dzieci kilkuletnie były wypuszczane na podwórka i nikt się nie bał, że może stać im się krzywa. Możliwe, iż mobilność, zmiana miejsc zamieszkania za pracą bądź inną potrzebą jak i czynni zawodowo dziadkowie, presja kredytów, presja zapewnienia dzieciom przyszłości powoduje napięcie u mam jak i  tatusiów ( żeby nie było matriarchalnie).
 
W swojej pracy magisterskiej roztrząsałam problem, skąd się bierze depresja okołoporodowa i jednym właśnie z czynników była samotność młodych mam, które na początku swojej drogi jako mamy potrzebują bliskości głównie mam, ciotek czy przyjaciółek, aby uporać się w okresie połogu. Czasami kobieta zostaje sama, mąż przecież musi iść do pracy. I nagle mama zostaje sama z noworodkiem jak i również ze starszym rodzeństwem i czasami z psem:) i czuje się samotna .
Ostatnio spotkałam kobietę, która z Warszawy przeprowadziła się wraz z mężem i dziećmi pod Wrocław do mniejszej miejscowości. W czasie rozmowy powiedziała, iż pomimo, że żyła w dużym mieście, wokół pełno ludzi - wszyscy byli obcy. Po mimo mieszkania w bloku kilka lat mijający ją ludzie w windzie byli dalej obcy, czasami nawet unikający powiedzenia dzień dobry. Teraz żyje w mniejszej miejscowości i  "oddycha", ma kontakt z ludźmi i jest szczęśliwsza.
W niedziele Agnieszka Chylińska  podczas audycji radiowej poruszyła problem rozwodów i co zapamiętałam z jej słów, że jeśli jej jest źle i czuje się zagubiona w świecie jedzie na wieś, gdzie prostota życia, wymowa gestów - nie potrzeba słów, zakorzenienie zasad życia rodzinnego nadaje jej życiu sens i potwierdzenia  co jest naprawdę ważne.
Samotność dla większości z nas w okresach gdzie potrzebujemy wsparcia jest bardzo niszcząca, tak jak się zdarza właśnie w macierzyństwie.
 
O co mi chodzi ze stwierdzeniem orbitująca wokół własnych dzieci i domu??
 
Na przykład taka sytuacja "Ranek- śniadanie- dziecko (powyżej 3 lat) grymasi, mama; "A może to zjesz, a może to..." , dziecko dalej "Nie!!" , a mama dalej  swoje, aż w końcu je przekonana puszczając bajkę do zjedzenia, bądź sama je karmiąc jak owe dziecko będzie wpatrzone w ulubionego bohatera bajkowego". Oczywiście owa sytuacja, ma dotyczyć dzieci zdrowych, którym nic się nie stanie jak nic nie zjedzą, a zgłodnieją.  Jak dziecko zje, to mama " z zachwytu góry mogła by przenosić"!!! To jest właśnie dla mnie orbitowanie wokół własnego dziecka. Matka spędza godzinę na to, aby dziecko zjadło. Czym jest jeszcze orbitowanie ?? Bieganie krok w krok za dzieckiem w wieku przedszkolnym na placu zabaw, albo nie pozwolenia dziecku w samotności pobyć... Może, któraś z was ma pomysł, co może być jeszcze orbitowanie wokół własnego dziecka?? :)
 
A jak wygląda macierzyństwo w innych krajach. Na przykład tydzień temu rozmawiałam z koleżanką posiadającą syna i wychowującą go w Polsce, która urodziła się w Palestynie , jak wygląda macierzyństwo z jej perspektyw tu i tam. Pierwsze jej słowa; "Matki polskie ciągle są napięte, biegną do przedszkola z małym, później gnają z pracy do przedszkola po małego, zaś matki z jej ojczystego kraju spotykają się z innymi matkami, współpracują ze sobą i co zostało podkreślone nie oceniają się nawzajem co do wychowania dzieci. Ich dzieci razem się bawią, chodzą do szkół, tworzą społeczności"
Z mojej obserwacji w czasie podróży np. do Jordanii można zauważyć jak kobiety współpracują ze sobą , jak razem się wpierają choćby na zakupach w opiece nad dziećmi. Oczywiście trzeba wziąć różnie międzykulturową jeśli chodzi o religie , ale pisząc to chciałbym podkreślić aspekt jak kobieta może liczyć na pomoc innej kobiety - jak to wpływa na jej macierzyństwa. Również zwiedzając inne strony świata, choćby Malezję moją uwagę zwrócił fakt, iż Muzułmanie jeżdżą całymi rodzinami na wakacje. Rodzina to podstawa, babcie, dziadkowie, wujkowie, siostry. Raz jak czekaliśmy na odprawę na statek w Malezji przed nami stała grupa ludzi, którzy się wpisywali a listę, myślałam, że to grupa wczasowiczów, a okazało się, że to rodzinne wakacje- osób było koło 30 :). Na pewno nikt nie czuł się osamotniony w czasie tych wakacji :)
 
A jak Chińskie matki wychowują dzieci??? A jak wygląda wychowanie dzieci w państwie Singapur- ogłoszonym najbogatszym państwem świata?? O tym jutro, a  tymczasem czekam na pomysły co może być jeszcze orbitowanie wokół własnego dziecka???
 
Paulina- Mama Zuzi i Józia  :)

poniedziałek, 27 października 2014

DALSZA CZĘŚĆ DZIECIŃŚTWA PO FILIPIŃSKU :)

 W poprzednim poście skupiłam się na ogólnym opisie dzieciaczków z Filipin. W dzisiejszym poście chciałbym opisać z jak mojej perspektywy wygląda życie większości mam na Filipinach. Filipiny pod względem materialnym niestety są ubogie. Dostęp do lekarzy, opieka nad ciężarna są na poziomie minimalnym, zwłaszcza na małych wyspach.  Opiekę nad ciężarna sprawuje rodzina. Kobiety w ciąży muszą normalnie funkcjonować,  zajmować się domem, młodszym rodzeństwem, myśleć co na obiad itp. - w sumie tym co wszystkie kobiety. Jednak one nie idą do sklepu- czekają aż mąż przyniesie ryby bądź jak maja gotówkę to idą same na targ rybny bądź gotują ryz z sosem lub sam ryz. Nie wrzucają rzeczy do pralki tylko piorą ręcznie w baliach oczywiście przy pomocy dzieci. Porody odbywają się w domach, rodziny bardzo liczne mieszkają w małych domkach.  I pomimo tego, iż nie mają pomocy w postaci sklepu tuż za rogiem, przedszkola z zajęciami czy lekarza na telefon bądź możliwość podjechania do niego w każdej chwili radzą sobie bardzo dobrze i to jeszcze z uśmiechem na twarzy. Rodzina u której mieszkaliśmy w czasie pobytu na Filipinach to małżeństwo Michała i Denden- przemiłych ludzi . Posiadają dwie córeczki- Huanitę i Angel - i to u nich właśnie na tym drugim końcu świata zobaczyłam jak rodzina się razem trzyma, co to znaczy prawdziwa duża rodzina i przyjacielska atmosfera, tam każdy sobie pomaga ( z uśmiechem na twarzy). Denden jest cudowną kobietą pełną ciepła , nie marudzącą na nic, zaradną i super wychowującą swoje córcie. Zawsze jak obserwowałam jak ja się krząta po domu, jak  potrafi wszystko ogarnąć bez super sprzętu, bez sterylizatora, bez butelek, bez super zabawek to pomyślałam jak Europa kuleje :). Ważną częścią tej sytuacji jest rodzina, wsparcie bliskich właśnie a to mama przyjdzie posprząta, siostra zajmie się dziećmi kiedy Denden musiała iść do pracy. A tu ktoś inny coś podwiezie. Najbardziej lubiłam wieczory, kiedy większa część rodziny zwłaszcza dzieci przychodziły do domu Michała i Denden i dzieci się bawiły razem- bez awantur, złości zgodnie ze wzajemną opieką, a dorośli mogli porozmawiać. Ta rodzinna atmosfera uświadomiła mi jacy my jesteśmy samotni w Polsce, tutaj każdy może liczyć na pomoc bliźniego- mamy, siostry, ciocie, babcie są razem, razem wychowują dzieci i to jest piękne.
Ważnym świętem dla mamy jak i dla całej rodziny są 3 urodziny dziecka. Do 3 roku życia jest duża śmiertelność dzieci właśnie ze względu na brak dostępu do służby zdrowia. Jeśli dzieciątko dożyje do 3 roku  życia jest wielkie przyjęcie. Jakie musi być stresujące życie w strachu o zdrowie własnego dziecka, kiedy wiesz, że raczej nie ma szans aby ktoś pomógł. My mamy możliwość w każdej chwili podejść do lekarza, a one nie. Jak ważne jest miejsce, gdzie żyjemy - jak takie rzeczy determinują nasz życie. Sądzę,  że mało która z nas w ogóle wyobraża sobie sytuacje, gdzie nie ma łatwego dostępu do pogotowia itp.
Koleją ciekawostką jest nie obcinanie włosów do 1 roku życia. Włosy mają chronić przed złem, a obciąć ma je ktoś, kto "coś " osiągnął w życiu. Ma to nadać dziecku szanse, że też pójdzie w ślady tej osoby.
Czym jeszcze zaciekawiły mnie Filipiny to tym, iż powszechne jest korzystanie z pomocy szamana. Może to wynika z braku dostępu do służby zdrowia, szczerze mówiąc nie wiem ale my też skorzystaliśmy  z porady w trapiący nas problemie. Czy szaman miał rację to się okaże za 2 lata, ale ja wierzę w ta "magię" :)
Podsumowując macierzyństwo na Filipinach jest z jednej strony łatwe-fundament rodzinny jest silny i daje matką siłę poprzez wsparcie, druga strona brak warunków materialnych i zdrowotnych też nie zwykle wpływa na samopoczucie matek. Tak sobie myślę, że my w Polsce nie doceniamy tego co jest, że nasze dzieci są jednak bezpieczne, nie umrą z głodu,  dostaną pierwszą pomoc, jedynie na co możemy narzekać na brak tego wsparcia rodzinnego... bo "Rodzina to podstawa Jakie nasze dzieci mają szanse na lepsze życie, a dzieci urodzone na Filipinach?. My jako mamy możemy korzystać z zajęć dla mam, kawiarni dla mam, szkół rodzenia, sensów dla matek z dziećmi w kinach, a mamy filipińskie nie myślą nawet o tym , dla nich najważniejsze jest zapewnić podstawy życia...to mi zawsze daje do myślenia i cieszenia się z tego co mam i co mogę dać moim skarbką)



Paulina- mama Józia i Zuzi

Słodkości w Johor Bahru






piątek, 24 października 2014

DZIECIŃSTWO PO FILIPIŃSKU

Na Filipinach- na wyspie Bantayan- spędziliśmy dłuższy czas w okresie przypadającym po tajfunie, który przeszedł w grudniu tamtego roku.  Po mimo tragedii, jaką przeżyli mieszkańcy wyspy wszędzie panował spokój i uśmiech na twarzy Filipińczyków. Pierwszy kontakty z dziećmi z wyspy nawiązaliśmy już pierwszego dnia podczas zabaw na plaży z naszymi bąblami.  Kiedy my bawiliśmy się, z dala obserwowała nas grupka dzieci, które co jakiś czas przybliżały się do nas. Kiedy dałam im znać ręką, żeby przyszły do nas od razu moją uwagę przyciągało ich cudne usposobienie, z uśmiechem na twarzy i niezwykła delikatnością zachowania. Dzieciaki zaczęły się razem bawić zabawkami, delikatnie, bez zabierania sobie nawzajem, bez krzyków. Po zabawie wyczyścili zabawki z piasku i poukładali w rządku.
Zuzia i Bania

W ciągu kilku dni stało się naszą jak by tradycja, że co dzień popołudniu spotykaliśmy się z dzieciaki i uczyliśmy ich piosenek, a nasze dzieci mogły od nich nauczyć się co to jest wspólna zabawa, dbania o zabawki i w ogóle możliwość ich posiadania. Nasza Zuza nauczyła się dzięki temu wdzięczności za to co ma, również porozdawała swoje lalki  nowym koleżankom -sama z siebie :). 
Dzieci na Filipinach chodzą do szkoły, zaś po szkole albo pomagają rodzicom w prowadzeniu interesu, bądź opiekują się swoim rodzeństwem. Rodzice muszą dosłownie zarobić na przysłowiową "miskę ryżu", na wyspie głównie je się ryby itp. Zastanawiałam się wraz z profesorem psychologii z uczelni jak wpływa owa sytuacja, iż dzieci muszą zajmować się innymi dziećmi na ich życie dorosłe. Moje rozmyślenia rozpoczęła obserwacja, iż dużo dorosłych Azjatów wydaje się być infantylnych, kobiety uwielbiają hello kitty, a mężczyźni lubują się w grach i gadżetach dla nastolatków. Może brak czasu dla siebie w dzieciństwie to powoduje ...nie wiem, ale bardzo mnie to ciekawi.
Z uwielbieniem patrzyłam jak większa grupa dzieci razem się bawi- pomagają sobie wzajemnie, nie ma rywalizacji- taka harmonia ducha między nimi. Ani razu nie widziałam, aby dzieci się biły, popychały, krzyczały.
Doskonale pamiętam jak Józek zaczął się drzeć- a głos ma silny- wszystkie dzieci patrzyły się na niego ze zdziwieniem.  
Również dotyczy to rodziców jak zwracają uwagę, wystarczy spojrzenie i "warknięcie" na dziecko i spokój, nie ma krzyków itp.
Podczas pobytu staraliśmy się z mężem jakoś poznać prawie 100 osobą gromadkę dzieci, które co dzień przychodziły pobawić się z nami w gry podwórkowe; klasy, wyścigi, skok w dal itp. Aby sprawić im też przyjemność, co dzień kupowaliśmy paczkę cukierków, bądź lizaków. Wszystkie dzieci są łase na słodycze więc i one też się cieszyły. A dlaczego właśnie cukierki? Już tłumaczę. Kilkakrotnie widzieliśmy jak są pod szkoła czy to w mieście Cebu czy to na Batayan stoiska z cukierkami na sztuki. Jedna sztuka kosztuje nie cały grosz złoty polskiego. Dla nas mały wydatek- tak zwany klepak mało wartościowy- dla nich decyzja na cały dzień, który cukierek wybrać- podczas przerwy dzieciaki potrafiły przez 20 minut wybierać cukierek. Dlatego wybraliśmy cukierki jako dodatek do naszych zabaw plażowych. Podobna sytuacja spotkała nas jak jedno z dzieci skaleczyło się przy nas - i jak zobaczyły plasterki do ran , to wszyscy chcieli być skaleczeni albo jak któreś się pobrudziło i wycieraliśmy chusteczkami mokrymi to dziewczynki składały chusteczkę na kostkę, żeby starczyło na później. Jest wiele takich momentów z Filipin, na których mój czas się a chwilę zatrzymał, aby coś dostrzec. :)

Jak wróciliśmy z powrotem do Polski miałam ochotę wyrzucić przez okno połowę zabawek- a wierzcie mi nie mamy ich tak dużo- głownie lalki barbie, autka, lego i książki. Tak naprawdę przecież wystarczy  papier, nożyczki i kilka kredek bądź plastelina i jest super zabawa razem no i może jedne pluszak do przytulenia jak źle. :) Następnym razem jak znów będziemy jechać na Filipiny postanowiłam zrobić zbiórkę pieniędzy na zakup dla dzieci kredek, zeszytów itp. -na pewno się ucieszą.



Podczas zabawy w "Stary niedźwiedź mocno śpi"

 
 
Brak zabawek brzęczących, kolorowych  plastikowych , a zabawa trwa :) Dzieciaki również nas nauczyły piosenki po Filipińsku :)

Zapraszam do oglądnięcia filmiku https://www.youtube.com/watch?v=7dIGxxcuUjg
 

Japonki służą jako łopatki, a muszle jako dekoracje.