środa, 16 marca 2016

SZKOŁA, SZKOŁA WOŁA - DYLEMATY SZKOLNE, PRZEDSZKOLNE

Dość niedawno trafiła w moje ręce książka o zabawnym tytule „Przyszłość świetlana szkolnego tumana” - Brosche Heidemarie. Autorka opisuje system szkolny w Niemczech, próbując uświadomić czytelnika, docelowo rodzica, iż szkoła to nie wszystko w życiu dziecka, iż niepowodzenia dziecka nie są tragedią rodzinną, nad którą trzeba się skupić. Autorka radzi, aby zadbać o dziecko poprzez naukę  dystansowania się do szkoły, nie panikować z byle powodu, a co najważniejsze, aby słuchać mądrze własnego dziecka.
Jest marzec, znów rodzice dzieci 6 letnich mają dylemat, czy te, co zostały w przedszkolu posłać do szkoły, oraz czy te 6 letnie zostawić ponownie w klasie pierwszej?
Ów dylemat również dotyczy mnie, gdyż Ziutek ma 6 lat, na szczęście Zuza jest pełnym 7-latkiem, więc ciężar problemu numer dwa nie zaprząta mojej głowy. Jednak co chwilę spotkam się z pytaniami od znajomych, czy wśród różnych dyskusji na korytarzu szkolnym, przedszkolnym, co ja sądzę, co oni powinni zrobić. Oczywiście problemu nie można rozwiązać generalizując, każde dziecko jest przecież inne, nie jeden 7-latek nie dorównuje wiedzą czy czasami stanem emocjonalnym 5-latkowi. I działa to na odwrót, ale czy to oznacza, iż szkoła wyrządzi im krzywdę, iż jednego pociągnie w dół, a drugiemu nałoży presję dorośnięcia?
Mogę się narazić teraz części rodziców, ale uważam, iż próbują cedować swoją decyzję na innych, zamiast sami pomyśleć: nie co robią inni, tylko co dla ich dziecka, które oni znają (lub powinni) znać najlepiej, będzie korzystne.
Pomyślmy w kontekście 6-latków jakie korzyści ma, jeśli zostanie w przedszkolu:
-          Sprawdzone Panie Przedszkolanki,
-          Powtórzenie materiału, aby w szkole lepiej sobie rodziło,
-          Rozwój emocjonalny – dorośnięcie - jednak to cecha niezwykle indywidualna i czasami czekamy, aż dziecko będzie miało 7 lat i wtedy to my oczekujemy od niego zmiany zachowania, zaczynamy wymagać, odrabiać lekcje, i może to pozwala dorosnąć szybciej, niż sam upływ czasu. Często słyszę: "Ty już chodzisz do szkoły, masz 7 lat..... I (cokolwiek dalej)”. Proszę się nad tym zastanowić,  część rodziców nagle od września zaczyna tak mówić do dziecka, to co dziecko może zrobić, aby spełnić wolę rodziców? Stara się dorosnąć.
Kiedy do 6 latka zaczniemy stosować owe postawy, sadzę, że stanie się również dojrzalszy jak ten 7-latek. Poza tym często w szkole dzieli dzieci miesiące różnicy, a są innymi rocznikami. Aspekt dojrzewania dzieci jest bardzo rozległy i mogłabym pisać o tym mnóstwo przykładów,
-          Przedszkole zapewnia stałość - stałe godziny, opieka od tej 6:30 do 17:30, co pozwala rodzicom lepiej zorganizować czas.

A jakie może mieć korzyści 6-latek w szkole:
-          Nowe wyzwania, dziecko zaczyna być samodzielne, ma szanse odbicia się od przedszkola, zmiany pozycji w grupie. Czasami dzieci nie czują się rewelacyjnie w przedszkolu, mają "łatkę", zmiana może u niektórych spowodować, że ktoś inaczej na nich spojrzy, zauważy ich atuty. Czasami to rodzice boją się zmian, dzieci to czują i również odczuwają stress,
-          Uczy się obcowania ze starszymi, świetlica jest miejscem, gdzie ma kontakt z dziećmi starszymi, które są pomocne i troszczą się o te maluchy,
-          Rozwijanie zainteresowań w sposób spontaniczny, dzieci rozmawiają ze sobą, uczestniczą w życiu szkolnym,
-          Przy odpowiednim wsparciu, dziecko może czuć się wyjątkowe, że jest już uczniem, z “bycia uczniem” można zrobić "prestiż", wśród młodszych kolegów czy rodzeństwa,
-          Pozwalając dziecku iść do szkoły ze spokojem ducha, dajemy mu tym samym wiarę w jego możliwości co do jego samodzielności i siły. Część rodziców myśli, iż troszczy się o dziecko, ale nie widzi, iż robi za dużo, nie pozwala dziecku bycia samodzielnym i pewnym siebie, krępuję go swoją zaborczością i oferowaną bez przerwy pomocą, zamiast poczekać nie 5 minut, a 20. Potem dziecko jest niesamodzielne, posłanie do szkoły, może uzewnętrznić owy problem rodzica, a rodzic upatruje winę w szkole lub w samym dziecku, nie w sobie, przez co szkoła jest czasami opisywana jako dżungla, gdzie biedne małe istotki nie potrafią sobie poradzić, jednak winni są opiekunowie. Dajmy dzieciom wiarę w nie, że potrafią i mogą więcej, a będzie to dla nas korzystniejsze, stańmy czasami obok nich i dajmy im czas.

Problem kolejny: czy zostawiać dziecko w pierwszej klasie?
-          Czy Twoje dziecko naprawdę sobie nie radzi z materiałem?
-          Czy uważasz, iż przez to, że będzie jeszcze raz przerabiało materiał będzie lepsze?
-          Czy kolejna zmiana wychowawcy i kolegów będzie korzystna?

Nie ma odpowiedzi jednoznacznej...
Proszę usiąść i pomyśleć znając swoje dziecko, czego byście chcieli na jego miejscu, próbując odrzucić obawy dorosłych, tylko spojrzeć z perspektywy swojego dziecka?

Wczoraj usiadłam z moją córką Zuzią (wrażliwą, mającą problem z porównywaniem się do innych i przejmowaniem się, bardzo regulaminową i nadzwyczaj ułożoną w szkole), pytam - czy chciałaby zostać w pierwszej klasie jeszcze raz... A co z panią wychowawczynią, a co z przyjaciółką z ławki? I ona już nie chcę być pierwszakiem, bo jak ktoś chodzi do drugiej klasy to jest starszy i to jest fajne. Tłumaczyłam jej, że mogłaby powtórzyć sobie wszystko od początku, ona na to, że teraz to może zrobić:) i zaczęła z chęcią odrabiać lekcje i myśleć, iż po wakacjach będzie już w II klasie.
Dla nas to może być takie zwyczajne... I lub II klasa, dla części dzieci to jest "COŚ".

Jako psycholog i zwolennik mówienia dzieciom prawdy, która jest niezbędna zalecam przemyślenie decyzji, porozmawianie z dzieckiem o tym.
Wierzę w to, że jeśli dziecko ma poważne deficyty poznawcze i społeczne od dłuższego czasu, zostawiliby je Państwo w przedszkolu, zasięgnęliby Państwo porady w poradni psychologiczno-pedagogicznej, zrobili dużo, aby zostało w przedszkolu z powodu problemów.
Myślę, iż skoro je posłaliście do szkoły to znaczy, iż macie wiarę w nie i ich rozwój.
Uważam, iż zostawienie dziecko ponownie w I klasie podetnie mu skrzydła, będzie się zastanawiało czemu owa koleżanka jest już w II klasie, a ja znów jestem pierwszakiem... i co znów będzie pasowane na pierwszaka?? :)

Jeśli jest kiepski wychowawca, to macie prawo zmienić wychowawcę, o to się najmniej boję, dzieci są zdolne do zmian, jak się zmieni wychowawca trudno, dostosują się. Jeśli wychowawca jest naprawdę kiepski to można napisać pismo do dyrekcji, lub spotkać się z wychowawcą na kawę w gronie rodziców i przedyskutowywać problemy.
Jeśli wychowawczyni jest świeża, może trzeba dać jej czas, każdy musi się nauczyć jak postępować i nabrać dobrego dystansu do pracy, ważne, aby nie krzywdziła dzieci i robiła z nimi materiał.
Jeśli mamy niedosyt wiedzy, sami możemy uczyć dziecko w domu :)